27.03.2023, 18:24 ✶
Koniec pierwszego semestru sprawiał, że Philip dosłownie dusił się w wiekowych murach zamku i czuł się przytłoczony tymi egzaminami. W przeciwieństwie do Giovanniego, nie był wybitnym uczniem. Uczył się na tyle, na ile pozwalał mu terminarz wypełniony po brzegi treningami. Na tyle, by po prostu prześlizgnąć z semestru na semestr, z roku na rok. Fakt, że znalazł się pośród uczniów uczęszczających na zaklęcia z rozszerzonych zaklęć i uroków musiał dowodzić wystąpienia aktu wiary ze strony profesora. Zanim zdążył to przeanalizować po raz kolejny, usłyszał charakterystyczny odgłos wybuchu różdżki powiązany z nieudolnym rzuceniem zaklęcia.
Stojąc ze nieznacznie zmarszczonym czołem, skrzyżował na klatce piersiowej ramiona. Nie pierwszy raz powtarzał Gio, że powinien wyluzować. Najwyraźniej profesor był tego samego zdania. Nie zmieniało to faktu, że chętnie odpocznie przed obiadem. Przed wyjściem zabrał swoją pełną książek i rolek pergaminu torbę i szatę czarodzieja, narzucając ją po drodze na swoje barki. Po opuszczeniu klasy i przejściu parunastu koków, pojął, że z jakiegoś powodu Giovanni nie idzie razem z nim korytarzem w stronę Wielkiej Sali. Odciągnął tym samym jego myśli od przyzwoitego kawałka wegetariańskiej zapiekanki pasterskiej na talerzu.
— Jest — Stwierdził po chwili poświęconej na spojrzenie na drzwi prowadzące do łazienki dziewczyn. Ta dla nich znajdowała się po przeciwnej stronie korytarza, za identycznymi drzwiami. Zmiana w osobie przyjaciela nie uszła jego uwadze i od teraz miał do czynienia z Jonathanem. Było to dla niego dziwne zjawisko, które nauczył się akceptować. Giovanni to jego przyjaciel od czasów dzieciństwa i można powiedzieć, że Jonathan również nim był, tylko tym bardziej rozrywkowym. Zaintrygowało go to, co teraz planował jego kolega, zaglądający teraz do łazienki dla dziewcząt. Oby tylko woźny ich nie przyłapał.
— Wolałbym nie mieć do czynienia z woźnym — Wymruczał pod nosem. Mimo to bez chwili wahania podążył za swoim przyjacielem, uśmiechając się szelmowsko pod nosem. Po przekroczeniu progu łazienki sam rozejrzał się, dochodząc do zbliżonych wniosków. Zajął sąsiednią kabinę i sam przykucnął na opuszczonej klapie toalety. Czekał na rozwój wydarzeń.
Stojąc ze nieznacznie zmarszczonym czołem, skrzyżował na klatce piersiowej ramiona. Nie pierwszy raz powtarzał Gio, że powinien wyluzować. Najwyraźniej profesor był tego samego zdania. Nie zmieniało to faktu, że chętnie odpocznie przed obiadem. Przed wyjściem zabrał swoją pełną książek i rolek pergaminu torbę i szatę czarodzieja, narzucając ją po drodze na swoje barki. Po opuszczeniu klasy i przejściu parunastu koków, pojął, że z jakiegoś powodu Giovanni nie idzie razem z nim korytarzem w stronę Wielkiej Sali. Odciągnął tym samym jego myśli od przyzwoitego kawałka wegetariańskiej zapiekanki pasterskiej na talerzu.
— Jest — Stwierdził po chwili poświęconej na spojrzenie na drzwi prowadzące do łazienki dziewczyn. Ta dla nich znajdowała się po przeciwnej stronie korytarza, za identycznymi drzwiami. Zmiana w osobie przyjaciela nie uszła jego uwadze i od teraz miał do czynienia z Jonathanem. Było to dla niego dziwne zjawisko, które nauczył się akceptować. Giovanni to jego przyjaciel od czasów dzieciństwa i można powiedzieć, że Jonathan również nim był, tylko tym bardziej rozrywkowym. Zaintrygowało go to, co teraz planował jego kolega, zaglądający teraz do łazienki dla dziewcząt. Oby tylko woźny ich nie przyłapał.
— Wolałbym nie mieć do czynienia z woźnym — Wymruczał pod nosem. Mimo to bez chwili wahania podążył za swoim przyjacielem, uśmiechając się szelmowsko pod nosem. Po przekroczeniu progu łazienki sam rozejrzał się, dochodząc do zbliżonych wniosków. Zajął sąsiednią kabinę i sam przykucnął na opuszczonej klapie toalety. Czekał na rozwój wydarzeń.