Żarty nie były tym, czego potrzebowała w tym momencie. Może za bardzo się przejmowała, jednak zupełnie nie była w nastroju do śmiechu. Minę miała zdecydowanie poważną, dosyć trudna to była dla niej rozmowa, szczególnie, że podzieliła się z nim tym nie do końca przemyślanym pomysłem z jej strony. Zaczęła trochę panikować, że przegięła, że może niepotrzebnie o tym wspomniała, zresztą chyba nawet nie wypadało, aby panna sama prosiła o małżeństwo. Ona dzisiaj to zrobiła. Było jej przez to wstyd, ogromnie wstyd, ale musiała jakoś sobie z tym uczuciem poradzić.
- Niby tak, jest mniej ryzykowny, ale wiesz, ślub to już naprawdę poważna deklaracja, taka na całe życie. - Mocno zaakcentowała ostatnie dwa słowa w swojej wypowiedzi. Wydawało jej się to bardzo istotne. W końcu ślub oznaczał koniec wolności, wtedy musieliby ze sobą być już na zawsze. Póki co, poza wyznaniem uczuć tak naprawdę nic się między nimi nie wydarzyło, czy więc faktycznie był to odpowiedni moment na takie przemyślenia, czy byli już gotowi na taki poważny krok?
- Niby najnormalniejszy, jednak dosyć poważny. - Nie ukrywała, że dla niej ta deklaracja również była bardzo trudna. W końcu znali się dosyć krótko, nie tak łatwo było jej się z nim podzielić tym pomysłem. Tym bardziej, że przy tych jego wydawał się być najbardziej realny, najprostszy do zrealizowania, jednak mógł zaważyć o całym jej życiu. Sama nie wiedziała, czy to jest to, co powinni zrobić. Przecież byli tacy młodzi.
Stella nie czuła się specjalnie komfortowo, kiedy po raz kolejny padł przed nią na kolana. Nie uważała, że musiał aż tak bardzo pokazywać, że mu na niej zależy, nie wymagała tego od niego. Jak najbardziej mogło to zostać uznane za potwierdzenie jego zamiarów, mimo wszystko powodowało lekki dyskomfort, nie dopraszała się, aby za każdym razem padał przed nią na kolana.
- Nie musisz mi nic udowadniać, po prostu dzielę się z Tobą swoimi obawami Stanley, dla mnie to wszystko też jest zupełnie nowe i nie do końca wiem, w jaki sposób postępować. - Nie ukrywała tego wcale. Nie miała pojęcia, co zrobić, jak ugryźć ten problem, żeby rozwiązać go bez większych konsekwencji. Miała wrażenie, że tak, czy siak się pojawią.
- Nie musisz tego robić, już wiele razy udowodniłeś mi, że Ci na mnie zależy. - Nie musiał ponownie wskakiwać dla niej w tłum charłaków, czy szukać z nią ponownie kwiatu paproci, czy spełniać jej inne dziwne zachcianki. Już wiedziała, że o co by go nie poprosiła, to zawsze będzie gotów spełnić jej prośbę. Wiele razy jej to udowodnił.
- Jestem pierwszym przypadkiem. - Odparła słysząc kolejne słowa Borgina. - Nie spodziewałam się nigdy, że tak będzie. - Zapewne gdzieś w dalszych kręgach ktoś się znalazł, pewnie został wydziedziczony, ona jednak wolałaby tego uniknąć, bo dobrze jej było ze swoją rodziną, nie chciała ich stracić i to ją tak najbardziej bolało. Bała się, że jeśli podejmie nieodpowiednią decyzję to wszystko zostanie przekreślone.
- Jeśli trzeba będzie, to zaryzykuje, póki co, nie widzę innych opcji, ta wydaje się być jedyną, która może przynieść jakikolwiek efekt. - Najwyraźniej on też nie miał nic przeciwko temu, trochę się bała, że ucieknie w podskokach, gdy usłyszy jej pomysł, w końcu wymagał zadeklarowania się już zupełnie na poważnie. Żarty się skończyły.
- Możemy poczekać do listopada, nie musimy tego robić od razu, nie mamy więc wcale tak mało czasu, zdążymy się lepiej poznać. - W końcu wypadałoby, aby faktycznie byli pewni podjętej decyzji. - Ale po ślubie Kordelii powinniśmy już poczynić jakieś kroki, bo obawiam się, że wtedy rodzice skupią się na mnie. - Była niemalże pewna, że ledwo wydadzą jej siostrę za mąż to zaczną jej szukać kandydata na męża, aby pozbyć się kolejnego problemu. Nie miała ku temu praktycznie żadnych wątpliwości.
- Zawieść, czy nie, nie oni są w tym wszystkim najważniejsi, przecież nie jesteśmy na tym świecie po to, aby uszczęśliwiać naszych rodziców, musimy żyć w zgodzie ze sobą, dążyć do własnego szczęścia. - Sama nie do końca wierzyła w to, co mówiła, jednak ostatnio wykazywała faktycznie całkiem buntownicze zapędy, nikt by się chyba tego po niej nie spodziewał.
Wiedziała, że mogłoby to im na początku sprawić trochę trudności. Musieliby to wszystko trzymać w tajemnicy, co wcale nie było takie łatwe, szczególnie, że Avery kojarzyło sporo osób. Wymagałoby to od nich sporej ostrożności, uwagi - nie mogliby sobie pozwolić na to, aby ktokolwiek zobaczył ich razem. Czy byli w stanie się tak poświęcić? Udawać, że są dla siebie nikim przy wszystkich? Mogło nie być to wcale takie proste, szczególnie, że Stella bywała w różnych miejscach, Stanley musiałby się wykazać sporym zaufaniem jej w kierunku.
- Nie, ten drugi jest naprawdę głupi i nie powiem tego na głos, nie przejdzie mi to przez gardło. - Wolała uniknąć całkowitej kompromitacji, zdecydowanie nie była gotowa na to, aby podzielić się z nim swoim kolejnym błyskotliwym pomysłem. Postanowiła pociągnąć mężczyznę za rękę na kanapę, nie do końca odpowiadało jej to, że znajdował się przed nią. Pozwoliła się sobie do niego przytulić, miała ochotę to zrobić w tym momencie. Potrzebowała się trochę uspokoić, bo nieco ją ta sytuacja poruszyła. - Dziękuję Ci w ogóle, że jesteś w tym ze mną. - Naprawdę była mu wdzięczna za to, że nie uciekł stąd jeszcze, wiele to dla niej znaczyło i tylko potwierdzało to, co o nim myślała.