28.03.2023, 11:09 ✶
- To moja specjalność – skwitował Cathal, obracając się tyłem do barierki i podpierając o niej. Patrzył już nie w dół czy na miasto, a na Cynthię: co mogło wydawać się dość bezczelne. W żaden sposób nie próbował jednak skracać między nimi dystansu. Jego bezczelność miała swoje granice, a ona była ostatecznie ewidentnie młodszą od niego, obcą panną z dobrego domu i nie planował jej straszyć. – Biuro koronera, jak rozumiem?
Kusiło go przez chwilę, by spytać, czy będzie przeszkadzało jej, gdyby zapalił. Nie zrobił tego, ponieważ miał przedziwne wrażenie, że zapewniłaby, że skąd, nawet gdyby w istocie na dym papierosowy była uczulona.
- Można tak to podsumować – zgodził się, chociaż zasadniczo bardziej interesujące były przedmioty tych martwych, ich wiedza i to, co po sobie pozostawili poza startą kości. Chociaż to nie tak, że sterty kości nie mogły im niczego powiedzieć. Wręcz przeciwnie. Mówiły bardzo wiele. – Ale czy jest to ekscytujące? To zależy od punktu widzenia. Czasem oznacza siedzenie miesiąc nad pojedynczym grobem.
Archeologia magiczna była bardziej ekscytująca niż ta mugolska, choćby dlatego, że natykali się na klątwy, infernusy, magiczne sidła, a niektórzy czarodzieje zabierali ze sobą do grobowców także artefakty czy stare zapiski. Często celem takiej wyprawy była jedna, konkretna rzecz, nie spędzali więc pięćdziesięciu lat na skrobaniu kolejnych pokryw ziemi i kamieni, by ustalić ich datowanie. Nie oznaczało to jednak, że mogli pominąć tę bardziej żmudną i dla wielu nudną część badań.
- Na pewno wydaje mi się to bardziej ekscytujące niż Noby Leach, w Anglii obecnie wzbudzający bodaj największe emocje – dodał. – Twoje słowa właśnie podsuwają mi myśl… że może to było jego grzechem? Chciał, by światem rządził talent, nie galeon? Czy rody czystej krwi trzymają w garści te najważniejsze dziedziny, bo mają ku temu talent, czy bo mogą zniszczyć bardziej utalentowaną konkurencję?
Może była to jakaś aluzja, do tego, o czym ledwo wspomniał Moor. Tajemnicza choroba Leacha, na którą nie umieli zaradzić nawet najlepsi uzdrowiciele. Przypadek, zrządzenie losu, a może niszczenie konkurencji? I tak, przeszedł na ty – głównie dlatego, że ona zrobiła to pierwsza, nawet jeśli zaraz się zreflektowała.
Uśmiechnął się półgębkiem na jej słowa o tym, że powiedzą, że się potknął, w jasnych oczach pojawiły się iskry rozbawienia. Uniósł swoją szklankę z resztką trunku.
- Za wspólników zbrodni – poinformował i wypił szampana, dopełniając toastu. – Potraktowałem ją bardzo poważnie i postanowiłem, że nie chcę jej denerwować. Zwłaszcza, że nie jestem pewien, jak właściwie wygląda kalarepa. Nie chciałbym się przekonać na własnym nosie.
Właściwie mówił poważnie. Gotował rzadko, jeśli już, to gdy nie mogli się ruszyć z jakiegoś obozu, a wtedy ich zapasy obejmowały raczej głównie rzeczy takie jak ziemniaki (i wymagały wspinania się na wyżyny możliwości, w wymyślaniu „101 dań z ziemniaka”), nie kalarepy. Jeśli dostał kiedyś taką na talerzu, raczej nie przypominała naturalnej postaci.
– Egipt. Dolina Królów – odparł krótko. Na razie wybierał się tam na krótką wycieczkę, by poznać miejsce, obyczaje i zorientować się we współpracownikach, zanim pod koniec roku wyjedzie tam na parę lat.
Kusiło go przez chwilę, by spytać, czy będzie przeszkadzało jej, gdyby zapalił. Nie zrobił tego, ponieważ miał przedziwne wrażenie, że zapewniłaby, że skąd, nawet gdyby w istocie na dym papierosowy była uczulona.
- Można tak to podsumować – zgodził się, chociaż zasadniczo bardziej interesujące były przedmioty tych martwych, ich wiedza i to, co po sobie pozostawili poza startą kości. Chociaż to nie tak, że sterty kości nie mogły im niczego powiedzieć. Wręcz przeciwnie. Mówiły bardzo wiele. – Ale czy jest to ekscytujące? To zależy od punktu widzenia. Czasem oznacza siedzenie miesiąc nad pojedynczym grobem.
Archeologia magiczna była bardziej ekscytująca niż ta mugolska, choćby dlatego, że natykali się na klątwy, infernusy, magiczne sidła, a niektórzy czarodzieje zabierali ze sobą do grobowców także artefakty czy stare zapiski. Często celem takiej wyprawy była jedna, konkretna rzecz, nie spędzali więc pięćdziesięciu lat na skrobaniu kolejnych pokryw ziemi i kamieni, by ustalić ich datowanie. Nie oznaczało to jednak, że mogli pominąć tę bardziej żmudną i dla wielu nudną część badań.
- Na pewno wydaje mi się to bardziej ekscytujące niż Noby Leach, w Anglii obecnie wzbudzający bodaj największe emocje – dodał. – Twoje słowa właśnie podsuwają mi myśl… że może to było jego grzechem? Chciał, by światem rządził talent, nie galeon? Czy rody czystej krwi trzymają w garści te najważniejsze dziedziny, bo mają ku temu talent, czy bo mogą zniszczyć bardziej utalentowaną konkurencję?
Może była to jakaś aluzja, do tego, o czym ledwo wspomniał Moor. Tajemnicza choroba Leacha, na którą nie umieli zaradzić nawet najlepsi uzdrowiciele. Przypadek, zrządzenie losu, a może niszczenie konkurencji? I tak, przeszedł na ty – głównie dlatego, że ona zrobiła to pierwsza, nawet jeśli zaraz się zreflektowała.
Uśmiechnął się półgębkiem na jej słowa o tym, że powiedzą, że się potknął, w jasnych oczach pojawiły się iskry rozbawienia. Uniósł swoją szklankę z resztką trunku.
- Za wspólników zbrodni – poinformował i wypił szampana, dopełniając toastu. – Potraktowałem ją bardzo poważnie i postanowiłem, że nie chcę jej denerwować. Zwłaszcza, że nie jestem pewien, jak właściwie wygląda kalarepa. Nie chciałbym się przekonać na własnym nosie.
Właściwie mówił poważnie. Gotował rzadko, jeśli już, to gdy nie mogli się ruszyć z jakiegoś obozu, a wtedy ich zapasy obejmowały raczej głównie rzeczy takie jak ziemniaki (i wymagały wspinania się na wyżyny możliwości, w wymyślaniu „101 dań z ziemniaka”), nie kalarepy. Jeśli dostał kiedyś taką na talerzu, raczej nie przypominała naturalnej postaci.
– Egipt. Dolina Królów – odparł krótko. Na razie wybierał się tam na krótką wycieczkę, by poznać miejsce, obyczaje i zorientować się we współpracownikach, zanim pod koniec roku wyjedzie tam na parę lat.