— A tam woźny — odpowiedział machnąwszy ręką. Coś, czego Giovanni nigdy by nie powiedział. Ale Jonathan zawsze miał milion historyjek na każdą okazję i jeszcze więcej sposobów na wywinięcie się z nieprzyjemnych sytuacji. Inna sprawa, że nie były to pomysły skuteczne.
Chłopcy usadowili się na odpowiednich stanowiskach... i czekali. Jonathan był bardzo podekscytowany. Niestety minęła niecała minuta, a on już zaczął odczuwać ból w nogach.
Nadeszło jednak wybawienie.
Tylko nie takie, jakiego by oczekiwał. Po prostu coś z toalety nagle... wypłynęło. Pomimo zamkniętej klapy, z wnętrza wytrysnął strumień wody! Jonathan wzdrygnął się czując zimno przenikające jego ciało, a stopy zsunęły mu się na boki i wylądował na toalecie własną pupą.
Echo wysyczanego przez niego przekleństwa obiło się o kafelki łazienki, ale jeszcze głośniejszy efekt dźwiękowy wydobył się w postaci krzyku, gdy Jonathan dostrzegł, że wcale nie padł ofiarą dzikiej kanalizacji, a ducha.
Transparentna dziewczyna zawirowała nad kabinami i zatrzymała się w miejscu, z którego miała dobry widok na obydwu chłopców. Zmierzyła ich oceniającym spojrzeniem, lecz jej twarz wyrażała bardziej smutek niż złość. Jonathan zastygł w bezruchu. Duchy nie stanowiły dla niego nowości. Ale tego tutaj nie znał, poza tym istniała szansa, że przez niego... przez nią... wpadną.