28.03.2023, 21:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2023, 22:04 przez Cathal Shafiq.)
Czekaj, już go pytam – nie powiedział Cathal, bo jednak nie był aż tak ciekawy, aby rozmawiać z przodkiem i niezbyt miał chęci przyznać się Alethei, Ulyssesowi czy komukolwiek innemu, że jego umysł nie należy wyłącznie do niego.
Zaraz zresztą uwagę Shafiqa bardzo szybko przyciągnęło co innego, mianowicie Marta oraz kłócąca się z nią Leta, a wreszcie pewna złość w słowach Rookwooda. Cathal nie był pewny, co jest przyczyną tej złości, najwyraźniej jednak odebrał słowa Crouch jako przytyk. Być może ktoś bardziej empatyczny od niego spróbowałby wyjaśnić nieporozumienie, ale Shafiq pewne rzeczy przyjmował po prostu takimi, jakimi były. Obawiał się, że mógłby doprowadzić tylko do większego konfliktu, gdyby któreś z nich uznało, że staje po stronie drugiego. Poza tym Leta i Ulysses nie musieli zostawać najlepszymi przyjaciółmi. Cathal darzył sympatią ich oboje – ta pierwsza była równie zafascynowana historią i równie uparta, co on, ten drugi, zdaniem Cathala, nieraz czuł się podobnie, jak w przeszłości sam Shafig. Niektóre jego zachowania zaś, drażniące innych uczniów, dla Cathala, naznaczonego tą samą chorobą, były naturalne.
- Skoro już ustaliliśmy, że ja i Ulysses chodzimy do męskiej toalety, a Leta była z nami… nie w męskiej toalecie, dodajmy dla porządku, a w wieży... może przestaniesz na nas wrzeszczeć jak jakaś histeryczka? – zasugerował Marcie. Duch, na nieszczęście, rozpłakał się jeszcze bardziej.
– Nieee jestem histeryczką! – odparła przez łzy, po czym wskazała widmową dłonią na łazienkę. – Jak… jakbyście się czuli… gdyby ktoś tak zniszczył miejsce waszej śmierci?!
– Umarłaś w łazience? – zdumiał się szczerze Cathal i ponownie zerknął na Crouch, jakby spodziewał się, że ta zaprzeczy albo potwierdzi. W jego głowie natychmiast zaczęły się przesuwać możliwe sposoby, na jakie dałoby się umrzeć w łazience, włącznie z potknięciem na mokrej posadce, zasłabnięciem albo… tak, to pasowałoby do Marty… – Zabiłaś się tutaj?
– Oczywiście, że nie! To wszystko wina tego chłopca! Otworzyłam drzwi, by go stąd wyrzucić, a potem umarłam! A teraz… teraz… te wstrętne napisy! Wy wiecie, co tam napisano? Wiecie?!
– Nie wiemy – przyznał Cathal, a Marta wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem. W końcu Shafiq, zniecierpliwiony, otworzył drzwi łazienki, wbrew własnym zapewnieniom, że chodzi wyłącznie do męskiej. Nie przekroczył jednak progu. Od wejścia i tak mógł dostrzec, że przez wszystkie kabiny biegł wypisany czerwoną farbą napis „Uwaga, w tej łazience mieszka potwór!!!”.
Potworem, oczywiście, była prawdopodobnie Marta. A jednak… coś w głowie Cathala drgnęło, obróciły się trybiki. Urywki podsłuchanych rozmów, czekające w szufladkach pamięci absolutnej na wyciągnięcie, znów rozbrzmiały w umyśle. Ktoś wspomniał o okropnych duchu dziewczynki, zabitej kilkadziesiąt lat temu, ktoś inny o tym, że dobrze jej tak, bo była szlamą, ktoś jeszcze, że słyszał, że omal wtedy nie zamknięto szkoły i po co, bo to przecież tylko Marta, winnemu powinni wręczyć medal…
– Kim był ten chłopiec?
– Nie wiem – odparła Marta naburmuszona z jednej strony, z drugiej chyba wdzięczna za uwagę. – Mówił coś przy umywalkach. W obcym języku.
Shafiq zawahał się, ale ostatecznie przekroczył próg. Nie szukał jednak wyraźnie winnych wandalizmu, nie zwrócił uwagi na napis. Wędrował ku umywalkom właśnie, jak zahipnotyzowany, by w końcu pochylić się i zapatrzyć w umieszczonego nad jedną z nich węża.
To twoja sprawka? - spytał mimowolnie.
Odpowiedziało mu milczenie.
Zaraz zresztą uwagę Shafiqa bardzo szybko przyciągnęło co innego, mianowicie Marta oraz kłócąca się z nią Leta, a wreszcie pewna złość w słowach Rookwooda. Cathal nie był pewny, co jest przyczyną tej złości, najwyraźniej jednak odebrał słowa Crouch jako przytyk. Być może ktoś bardziej empatyczny od niego spróbowałby wyjaśnić nieporozumienie, ale Shafiq pewne rzeczy przyjmował po prostu takimi, jakimi były. Obawiał się, że mógłby doprowadzić tylko do większego konfliktu, gdyby któreś z nich uznało, że staje po stronie drugiego. Poza tym Leta i Ulysses nie musieli zostawać najlepszymi przyjaciółmi. Cathal darzył sympatią ich oboje – ta pierwsza była równie zafascynowana historią i równie uparta, co on, ten drugi, zdaniem Cathala, nieraz czuł się podobnie, jak w przeszłości sam Shafig. Niektóre jego zachowania zaś, drażniące innych uczniów, dla Cathala, naznaczonego tą samą chorobą, były naturalne.
- Skoro już ustaliliśmy, że ja i Ulysses chodzimy do męskiej toalety, a Leta była z nami… nie w męskiej toalecie, dodajmy dla porządku, a w wieży... może przestaniesz na nas wrzeszczeć jak jakaś histeryczka? – zasugerował Marcie. Duch, na nieszczęście, rozpłakał się jeszcze bardziej.
– Nieee jestem histeryczką! – odparła przez łzy, po czym wskazała widmową dłonią na łazienkę. – Jak… jakbyście się czuli… gdyby ktoś tak zniszczył miejsce waszej śmierci?!
– Umarłaś w łazience? – zdumiał się szczerze Cathal i ponownie zerknął na Crouch, jakby spodziewał się, że ta zaprzeczy albo potwierdzi. W jego głowie natychmiast zaczęły się przesuwać możliwe sposoby, na jakie dałoby się umrzeć w łazience, włącznie z potknięciem na mokrej posadce, zasłabnięciem albo… tak, to pasowałoby do Marty… – Zabiłaś się tutaj?
– Oczywiście, że nie! To wszystko wina tego chłopca! Otworzyłam drzwi, by go stąd wyrzucić, a potem umarłam! A teraz… teraz… te wstrętne napisy! Wy wiecie, co tam napisano? Wiecie?!
– Nie wiemy – przyznał Cathal, a Marta wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem. W końcu Shafiq, zniecierpliwiony, otworzył drzwi łazienki, wbrew własnym zapewnieniom, że chodzi wyłącznie do męskiej. Nie przekroczył jednak progu. Od wejścia i tak mógł dostrzec, że przez wszystkie kabiny biegł wypisany czerwoną farbą napis „Uwaga, w tej łazience mieszka potwór!!!”.
Potworem, oczywiście, była prawdopodobnie Marta. A jednak… coś w głowie Cathala drgnęło, obróciły się trybiki. Urywki podsłuchanych rozmów, czekające w szufladkach pamięci absolutnej na wyciągnięcie, znów rozbrzmiały w umyśle. Ktoś wspomniał o okropnych duchu dziewczynki, zabitej kilkadziesiąt lat temu, ktoś inny o tym, że dobrze jej tak, bo była szlamą, ktoś jeszcze, że słyszał, że omal wtedy nie zamknięto szkoły i po co, bo to przecież tylko Marta, winnemu powinni wręczyć medal…
– Kim był ten chłopiec?
– Nie wiem – odparła Marta naburmuszona z jednej strony, z drugiej chyba wdzięczna za uwagę. – Mówił coś przy umywalkach. W obcym języku.
Shafiq zawahał się, ale ostatecznie przekroczył próg. Nie szukał jednak wyraźnie winnych wandalizmu, nie zwrócił uwagi na napis. Wędrował ku umywalkom właśnie, jak zahipnotyzowany, by w końcu pochylić się i zapatrzyć w umieszczonego nad jedną z nich węża.
To twoja sprawka? - spytał mimowolnie.
Odpowiedziało mu milczenie.