29.03.2023, 23:52 ✶
A jednak tu stała – i, co znamienne raczej, u jej boku nie stał brat czy siostra, a właśnie Ulysses. Rookwood, nie członek najbliższej rodziny. Właściwie to chyba nawet trudno powiedzieć, żeby była ze swoim towarzyszem bardzo blisko; ot, żywiła do mężczyzny pewną dozę sympatii, jak również i podziwiała talent do zauważania detali, na które sama nie zwróciłaby uwagi.
W skupieniu wysłuchiwała coraz to kolejnych spostrzeżeń. Tak, tapeta zdecydowanie do wymiany – choćby z tego względu, iż nie wpisywała się w jej gusta. Podłoga… na upartego to równie dobrze mogła ją po prostu wymienić – choć faktycznie, zadbanie o nią nie brzmiało głupio. Odrobina czułości i powinna się odwdzięczyć pięknym wyglądem…
- Niezmiennie mnie zaskakujesz swoją spostrzegawczością – stwierdziła łagodnym tonem – Niedoczyszczone kominki? Nie zwróciłam na to uwagi – przyznała bez mrugnięcia okiem. Tyle że coś takiego miało najmniejsze w tym wszystkim znaczenie – bo naprawdę wystarczyło tylko pogonić skrzata do roboty. Tylko tyle i aż tyle, bez ogarniania jakichkolwiek ludzi, żeby się tym zajęli – choć tych, jako takich, oczywiście i tak musiała zorganizować.
Tapety same się nie wymienią, meble same nie wyniosą ani nie wniosą. Plus może jeszcze parę modyfikacji, wykraczających poza sam wystrój.
- Raczej jego koniec – sprecyzowała – Jak wspomniałam, małżeństwo wydaje się być tym, co trwa. Wiesz… to nie tak, że były same złe chwile – zaznaczyła. W zasadzie potrafiła przypomnieć sobie całkiem sporo dobrych; gdyby nie Daphne, to może… może… może jednak by się udało. Może by coś stworzyli.
Ale nie miała już się tego dowiedzieć nigdy.
- Nie ignoruj żony w noc poślubną. Nie pozwól żeby rodzice, twoi czy jej, wtrącał się w jakikolwiek sposób w wasze życie. I nie uciszaj jej za wszelką cenę, zwłaszcza gdy próbuje ci coś powiedzieć – mówiła powoli, krążąc niespiesznie po pomieszczeniu. Zatrzymała się przy jednej ze ścian, kontemplując odklejającą się w jednym miejscu tapetę. Wzór sam w sobie był niczego sobie, niemniej niedopuszczalnym było, żeby nie przylegał idealnie do powierzchni – Och, mówiłam o jednej radzie, a dałam ci aż trzy – zreflektowała się, choć w tym momencie ton z poważnego przeszedł w dość lekki, zupełnie jakby wszystkie te trzy rzeczy miały być jedynie błahostką, niemającą żadnego znaczenia.
Tyle że wzięte razem, stanowiły smutną historię tego nieszczęsnego małżeństwa.
Zerknęła przez ramię, żeby sprawdzić, na co Ulysses patrzył. Hm, karnisze…
- Łatwo o tym zapomnieć – wymruczała, podchodząc do drugiego z okien. Cóż, nie sądziła, by miała wiele okazji do podziwiania widoków, niemniej lepiej jednak mieć ładne niż paskudne, gdyby już znalazła chwilę na kontemplowanie świata za oknem – W każdym razie, punkt pierwszy to jeszcze pal licho, ale drugi i trzeci? Powiedziałabym, że podstawa – wróciła bez ostrzeżenia do urwanego wcześniej wątku.
W skupieniu wysłuchiwała coraz to kolejnych spostrzeżeń. Tak, tapeta zdecydowanie do wymiany – choćby z tego względu, iż nie wpisywała się w jej gusta. Podłoga… na upartego to równie dobrze mogła ją po prostu wymienić – choć faktycznie, zadbanie o nią nie brzmiało głupio. Odrobina czułości i powinna się odwdzięczyć pięknym wyglądem…
- Niezmiennie mnie zaskakujesz swoją spostrzegawczością – stwierdziła łagodnym tonem – Niedoczyszczone kominki? Nie zwróciłam na to uwagi – przyznała bez mrugnięcia okiem. Tyle że coś takiego miało najmniejsze w tym wszystkim znaczenie – bo naprawdę wystarczyło tylko pogonić skrzata do roboty. Tylko tyle i aż tyle, bez ogarniania jakichkolwiek ludzi, żeby się tym zajęli – choć tych, jako takich, oczywiście i tak musiała zorganizować.
Tapety same się nie wymienią, meble same nie wyniosą ani nie wniosą. Plus może jeszcze parę modyfikacji, wykraczających poza sam wystrój.
- Raczej jego koniec – sprecyzowała – Jak wspomniałam, małżeństwo wydaje się być tym, co trwa. Wiesz… to nie tak, że były same złe chwile – zaznaczyła. W zasadzie potrafiła przypomnieć sobie całkiem sporo dobrych; gdyby nie Daphne, to może… może… może jednak by się udało. Może by coś stworzyli.
Ale nie miała już się tego dowiedzieć nigdy.
- Nie ignoruj żony w noc poślubną. Nie pozwól żeby rodzice, twoi czy jej, wtrącał się w jakikolwiek sposób w wasze życie. I nie uciszaj jej za wszelką cenę, zwłaszcza gdy próbuje ci coś powiedzieć – mówiła powoli, krążąc niespiesznie po pomieszczeniu. Zatrzymała się przy jednej ze ścian, kontemplując odklejającą się w jednym miejscu tapetę. Wzór sam w sobie był niczego sobie, niemniej niedopuszczalnym było, żeby nie przylegał idealnie do powierzchni – Och, mówiłam o jednej radzie, a dałam ci aż trzy – zreflektowała się, choć w tym momencie ton z poważnego przeszedł w dość lekki, zupełnie jakby wszystkie te trzy rzeczy miały być jedynie błahostką, niemającą żadnego znaczenia.
Tyle że wzięte razem, stanowiły smutną historię tego nieszczęsnego małżeństwa.
Zerknęła przez ramię, żeby sprawdzić, na co Ulysses patrzył. Hm, karnisze…
- Łatwo o tym zapomnieć – wymruczała, podchodząc do drugiego z okien. Cóż, nie sądziła, by miała wiele okazji do podziwiania widoków, niemniej lepiej jednak mieć ładne niż paskudne, gdyby już znalazła chwilę na kontemplowanie świata za oknem – W każdym razie, punkt pierwszy to jeszcze pal licho, ale drugi i trzeci? Powiedziałabym, że podstawa – wróciła bez ostrzeżenia do urwanego wcześniej wątku.