Kształtująca się w centrum tego chaosu, zakapturzona postać została szybko dostrzeżona przez wszystkich zgromadzonych. Zwracała na siebie uwagę bezruchem, spokojem w obliczu potencjalnej zagłady. Wpatrując się w stronę ogniska, zdawała się nie zważać na wasze poczynania.
Erik, Heather, Charles. Po odnalezieniu się w tłumie i wymienieniu pomiędzy sobą kilku słów, wszyscy troje zdecydowaliście się na destrukcyjne działania wobec świateł. Szybko zorientowaliście się, że to nie był dobry pomysł. Ziemia zadrżała od wybuchu. Wyłoniły się z niej świetliste promienie, które uderzyły w najbliższą osobę. Była to młoda kobieta, która próbowała przedostać się na ścieżkę, kierującą do Doliny Godryka. Upadła na ziemię, z rozciętą nogą. Nie mogła biec dalej.
Usłyszeliście świst nad swoimi głowami. Zauważyliście, że z góry na polanę zaczęły opadać postacie. Nie byli to Śmierciożercy. Wokół was kilka osób zaliczyło naprawdę nieudane lądowania świstoklikiem. Jedna osoba rozbiła się o drzewo i nie ruszała się już wcale. Ci, którzy wylądowali bezpiecznie, byli bladzi i przerażeni.
Brenna, Alastor, Danielle, Atreus. Zaklęcie Atreusa wycelowane w snopy światła wywołało wyrzut w powietrze sterty piachu i kurzu. Po chwili wyleciało z niej kilka świetlistych promieni. Poleciały w stronę najbliższej osoby, ale wbiły się w grunt przy niej, niczym za słabo wystrzelone strzały. Wypuszczone przez Brennę kolorowe iskry wzbiły się w powietrze, ale nikt nie zwrócił na nie większej uwagi. Cywile byli na to zbyt zajęci walką o życie. Inni brygadziści i Aurorzy nie zawtórowali jej. Zaklęcie rzucone na magiczne żyły wywołały w nich niespokojne pulsowanie. Zarówno Brenna, jak i Danielle, zwrócone w stronę ogniska, dostrzegły, że zakapturzona postać była już całkowicie materialna.
Wyglądało na to, że to światło było responsywne na magię rozpraszającą, ale wyłączenie wszystkich źródeł światła wydawało wam się być trudne ze względu na narastające zagrożenie ze strony Śmierciożerców.
Fergus, Amanda, Giovanni. Ofensywne zaklęcie wymierzone w światło nieopodal was również spowodowało serię małych promieni, które pognały w kierunku najbliższej osoby. Tym razem byliście to wy. Kiedy były już bardzo blisko, rozbiły się o udane zaklęcie rozpraszające Amandy. Fergus i Castiel, którzy byli tego świadkami, widzieli również, że zaklęcia Brygadzistów i Aurorów wywołały ten sam efekt. Bardziej niż na tym, wasze myśli skupiły się jednak na rannej kobiecie z rozciętą nogą.
Wokół siebie widzieliście jeszcze kilka innych wypadków: małe, zagubione dziecko, płaczące przy jednym ze straganów; niewidoma staruszka, siedząca na krześle, niemogącą się ruszyć przez ogarniającą ją panikę; młodych ludzi, wypatrujących swoich najbliższych, którzy nie potrafili uciec, nie wiedząc, czy są bezpieczni. Jak pomóc tym wszystkim ludziom? Czy to w ogóle było możliwe?
Patrick, Mavelle, Victoria. Patrick - nie do końca wiedziałeś, co próbujesz przesunąć. Translokowanie ziemi zakończyło się rozlaniem się światła na boki, niczym lawy. Magiczne żyły zaczęły podążać w twoim kierunku, ale w porę wyciszyło je zaklęcie rozpraszające Victorii. Strumień wody gasił ognisko, w które wycelowała Mavelle. Ale chociaż zaklęcie było skuteczne i ugasiło ogień, rozżarzone polana zaczęły się mocno dymić, a magiczny krąg światła wokół ogniska rozjarzył się mocniej. Po ledwie kilku sekundach palenisko znowu buchnęło ogniem.
Zakapturzona postać odwróciła się w waszą stronę. Jej twarz była spowita cieniem. Kiedy ogień zapłonął na nowo, oświetlił ją na tyle, żebyście zauważyli, jak uśmiecha się złowieszczo. W prawej dłoni trzymała różdżkę, a w lewej runiczny kamień, który Mavelle błyskawicznie rozpoznała. Był podobny do tych, które widziała w domostwie rodziny Shafiq. Poczuliście tak intensywny i charakterystyczny smród czarnej magii, że przebijał się przez zapach spalonego drewna.
Szykujący się do ataku Śmierciożercy nie byli świadkami tych scen, ale mogli domyślać się ich przebiegu, ponieważ wszystkie były elementami ich wielkiego planu. Mroczne Znaki na waszych przedramionach zapulsowały. Wiedzieliście już, że Voldemort oczekuje was na miejscu. Mieliście odwrócić uwagę Brygadzistów na tak długo, aż na niebie nie rozbłyśnie symbol Morsmordre. W pobliżu ognia na sabacie znajdowało się jednak wielu czarodziejów, gotowych do stawienia wam czoła.
Brygadziści i Aurorzy nie mogą wiedzieć, że źródłem tej magii są kamienie. Zwracam waszą uwagę na zdanie z mojego poprzedniego posta, że jest wam ciężko iść je zbadać. Zaklęcia, które wymierzyliście w „kamienie”, zinterpretowałam jako takie wymierzone w ziemię.
Śmierciożercy, podobnie jak Zakon i Ministerstwo, otrzymujecie 48 godzin na turę. Każde z was może napisać tutaj jeden post na maksymalnie 300 słów, w którym wykonuje przesłany mi plan i realizuje przewidziane w nim rzuty kością. Proszę was o niewykonywanie żadnych ofensywnych działań przeciwko postaciom znajdujących się tu graczy, ponieważ na wstępie przewiduję potyczki z postaciami niezależnymi kierowanymi przez Mistrza Gry. Jeżeli macie jakieś wątpliwości, to skontaktujecie się ze mną w odpowiednim temacie.
Kilka postaci nie wykonało w poprzedniej turze żadnego ruchu. Na ten moment uznaję ich za nieuczestniczących w evencie i będę kontrolować ich postacie. Jeżeli którakolwiek z tych osób jednak chce wziąć udział, kierując swoją postacią, może się ze mną w każdej chwili skontaktować. Śmierciożercy - jeżeli ktoś z was nie może odpisać w terminie z dowolnej przyczyny, również proszę o kontakt.
W tej turze ruch wykonują tylko Śmierciożercy. W następnym poście Mistrza Gry zostaniecie rozdzieleni do osobnych tematów.
Erik, Heather, Charles. Po odnalezieniu się w tłumie i wymienieniu pomiędzy sobą kilku słów, wszyscy troje zdecydowaliście się na destrukcyjne działania wobec świateł. Szybko zorientowaliście się, że to nie był dobry pomysł. Ziemia zadrżała od wybuchu. Wyłoniły się z niej świetliste promienie, które uderzyły w najbliższą osobę. Była to młoda kobieta, która próbowała przedostać się na ścieżkę, kierującą do Doliny Godryka. Upadła na ziemię, z rozciętą nogą. Nie mogła biec dalej.
Usłyszeliście świst nad swoimi głowami. Zauważyliście, że z góry na polanę zaczęły opadać postacie. Nie byli to Śmierciożercy. Wokół was kilka osób zaliczyło naprawdę nieudane lądowania świstoklikiem. Jedna osoba rozbiła się o drzewo i nie ruszała się już wcale. Ci, którzy wylądowali bezpiecznie, byli bladzi i przerażeni.
Brenna, Alastor, Danielle, Atreus. Zaklęcie Atreusa wycelowane w snopy światła wywołało wyrzut w powietrze sterty piachu i kurzu. Po chwili wyleciało z niej kilka świetlistych promieni. Poleciały w stronę najbliższej osoby, ale wbiły się w grunt przy niej, niczym za słabo wystrzelone strzały. Wypuszczone przez Brennę kolorowe iskry wzbiły się w powietrze, ale nikt nie zwrócił na nie większej uwagi. Cywile byli na to zbyt zajęci walką o życie. Inni brygadziści i Aurorzy nie zawtórowali jej. Zaklęcie rzucone na magiczne żyły wywołały w nich niespokojne pulsowanie. Zarówno Brenna, jak i Danielle, zwrócone w stronę ogniska, dostrzegły, że zakapturzona postać była już całkowicie materialna.
Wyglądało na to, że to światło było responsywne na magię rozpraszającą, ale wyłączenie wszystkich źródeł światła wydawało wam się być trudne ze względu na narastające zagrożenie ze strony Śmierciożerców.
Fergus, Amanda, Giovanni. Ofensywne zaklęcie wymierzone w światło nieopodal was również spowodowało serię małych promieni, które pognały w kierunku najbliższej osoby. Tym razem byliście to wy. Kiedy były już bardzo blisko, rozbiły się o udane zaklęcie rozpraszające Amandy. Fergus i Castiel, którzy byli tego świadkami, widzieli również, że zaklęcia Brygadzistów i Aurorów wywołały ten sam efekt. Bardziej niż na tym, wasze myśli skupiły się jednak na rannej kobiecie z rozciętą nogą.
Wokół siebie widzieliście jeszcze kilka innych wypadków: małe, zagubione dziecko, płaczące przy jednym ze straganów; niewidoma staruszka, siedząca na krześle, niemogącą się ruszyć przez ogarniającą ją panikę; młodych ludzi, wypatrujących swoich najbliższych, którzy nie potrafili uciec, nie wiedząc, czy są bezpieczni. Jak pomóc tym wszystkim ludziom? Czy to w ogóle było możliwe?
Patrick, Mavelle, Victoria. Patrick - nie do końca wiedziałeś, co próbujesz przesunąć. Translokowanie ziemi zakończyło się rozlaniem się światła na boki, niczym lawy. Magiczne żyły zaczęły podążać w twoim kierunku, ale w porę wyciszyło je zaklęcie rozpraszające Victorii. Strumień wody gasił ognisko, w które wycelowała Mavelle. Ale chociaż zaklęcie było skuteczne i ugasiło ogień, rozżarzone polana zaczęły się mocno dymić, a magiczny krąg światła wokół ogniska rozjarzył się mocniej. Po ledwie kilku sekundach palenisko znowu buchnęło ogniem.
Zakapturzona postać odwróciła się w waszą stronę. Jej twarz była spowita cieniem. Kiedy ogień zapłonął na nowo, oświetlił ją na tyle, żebyście zauważyli, jak uśmiecha się złowieszczo. W prawej dłoni trzymała różdżkę, a w lewej runiczny kamień, który Mavelle błyskawicznie rozpoznała. Był podobny do tych, które widziała w domostwie rodziny Shafiq. Poczuliście tak intensywny i charakterystyczny smród czarnej magii, że przebijał się przez zapach spalonego drewna.
***
Szykujący się do ataku Śmierciożercy nie byli świadkami tych scen, ale mogli domyślać się ich przebiegu, ponieważ wszystkie były elementami ich wielkiego planu. Mroczne Znaki na waszych przedramionach zapulsowały. Wiedzieliście już, że Voldemort oczekuje was na miejscu. Mieliście odwrócić uwagę Brygadzistów na tak długo, aż na niebie nie rozbłyśnie symbol Morsmordre. W pobliżu ognia na sabacie znajdowało się jednak wielu czarodziejów, gotowych do stawienia wam czoła.
Brygadziści i Aurorzy nie mogą wiedzieć, że źródłem tej magii są kamienie. Zwracam waszą uwagę na zdanie z mojego poprzedniego posta, że jest wam ciężko iść je zbadać. Zaklęcia, które wymierzyliście w „kamienie”, zinterpretowałam jako takie wymierzone w ziemię.
Śmierciożercy, podobnie jak Zakon i Ministerstwo, otrzymujecie 48 godzin na turę. Każde z was może napisać tutaj jeden post na maksymalnie 300 słów, w którym wykonuje przesłany mi plan i realizuje przewidziane w nim rzuty kością. Proszę was o niewykonywanie żadnych ofensywnych działań przeciwko postaciom znajdujących się tu graczy, ponieważ na wstępie przewiduję potyczki z postaciami niezależnymi kierowanymi przez Mistrza Gry. Jeżeli macie jakieś wątpliwości, to skontaktujecie się ze mną w odpowiednim temacie.
Kilka postaci nie wykonało w poprzedniej turze żadnego ruchu. Na ten moment uznaję ich za nieuczestniczących w evencie i będę kontrolować ich postacie. Jeżeli którakolwiek z tych osób jednak chce wziąć udział, kierując swoją postacią, może się ze mną w każdej chwili skontaktować. Śmierciożercy - jeżeli ktoś z was nie może odpisać w terminie z dowolnej przyczyny, również proszę o kontakt.
W tej turze ruch wykonują tylko Śmierciożercy. W następnym poście Mistrza Gry zostaniecie rozdzieleni do osobnych tematów.