29.03.2023, 13:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2023, 13:22 przez Cathal Shafiq.)
- Ależ skąd. Przecież widzisz, że grzecznie siedzi w trawie – zapewnił Cathal, rzecz jasna kłamliwie, bo chociaż „Ciapek” zaiste siedział teraz grzecznie w trawie, to sam Shafiq też miał podejrzenia, że zainteresował się psem kobiety. Najwyraźniej ktoś spóźnił się z daniem im śniadania, ewentualnie Ciapek był po prostu nienażarty, a rozjazgotane, niewielkie stworzenie, zdawało mu się doskonałą ofiarą. Tudzież chciał odmiany po tych wszystkich szczurach i myszach, jakie dostawał na co dzień.
Ogromny, srebrzysty wąż, uniósł łeb. Wyglądało to przez chwilę tak, jakby chciał zaatakować Cathala. Mężczyzna przesunął się lekko – nie tyleż, by uniknąć potencjalnego ataku, ale aby Geraldine nie widziała jego twarzy. Nie chciał, aby było jasne, że syk wydobędzie się z jego ust, nie z otwartej paszczy węża…
Do domu, już, powtórzył w języku węży to, co podpowiedział mu wcześniej Slytherin. Gad cofnął gwałtownie łeb i z powrotem opadł na trawę. Zwinął się, odwracając w stronę, z której przyszedł sam Cathal. Shafiq, już bardziej na użytek Yaxley niż zwierzaka, wskazał ręką kierunek ku posiadłości Gauntów i tym razem odezwał się po angielsku.
– Ciapek, wracamy do hodowli. Teraz – polecił. Wąż zasyczał, po czym zaczął pełznąć pośród trawy, dokładnie we wskazaną stronę, a Cathal odetchnął z ulgą. Gdyby Slytherin nie zechciał mu pomóc, zapewne musiałby stworzenie sparaliżować, a potem lewitować całą drogę do domu, co byłoby trochę problematyczne. Zwłaszcza, gdyby zobaczył go ktoś nie władający magią.
Nie tylko w tej sprawie mogę pomóc, mruknął cichy głos w jego głowie. Cathal wiedział, że chyba powinien podziękować, ale zignorował go i podniósł się.
– Widzisz, jaki jest grzeczny? – stwierdził lekko do Geraldine, choć doskonale wiedział, że dla kobiety i każdego normalnego pomysł wyprowadzania węża na spacer, zwłaszcza tak ogromnego węża, jest absurdalny. Właściwie i dla niego był absurdalny, nie wyprowadzał przecież węży na spacer, ale wolał taką idiotyczną historyjkę niż przyznać, że w hodowli doszło do naruszenia bezpieczeństwa. – Ot chciał wyprostować trochę łuski. Już zabieram go z powrotem do domu – wyjaśnił.
Ogromny, srebrzysty wąż, uniósł łeb. Wyglądało to przez chwilę tak, jakby chciał zaatakować Cathala. Mężczyzna przesunął się lekko – nie tyleż, by uniknąć potencjalnego ataku, ale aby Geraldine nie widziała jego twarzy. Nie chciał, aby było jasne, że syk wydobędzie się z jego ust, nie z otwartej paszczy węża…
Do domu, już, powtórzył w języku węży to, co podpowiedział mu wcześniej Slytherin. Gad cofnął gwałtownie łeb i z powrotem opadł na trawę. Zwinął się, odwracając w stronę, z której przyszedł sam Cathal. Shafiq, już bardziej na użytek Yaxley niż zwierzaka, wskazał ręką kierunek ku posiadłości Gauntów i tym razem odezwał się po angielsku.
– Ciapek, wracamy do hodowli. Teraz – polecił. Wąż zasyczał, po czym zaczął pełznąć pośród trawy, dokładnie we wskazaną stronę, a Cathal odetchnął z ulgą. Gdyby Slytherin nie zechciał mu pomóc, zapewne musiałby stworzenie sparaliżować, a potem lewitować całą drogę do domu, co byłoby trochę problematyczne. Zwłaszcza, gdyby zobaczył go ktoś nie władający magią.
Nie tylko w tej sprawie mogę pomóc, mruknął cichy głos w jego głowie. Cathal wiedział, że chyba powinien podziękować, ale zignorował go i podniósł się.
– Widzisz, jaki jest grzeczny? – stwierdził lekko do Geraldine, choć doskonale wiedział, że dla kobiety i każdego normalnego pomysł wyprowadzania węża na spacer, zwłaszcza tak ogromnego węża, jest absurdalny. Właściwie i dla niego był absurdalny, nie wyprowadzał przecież węży na spacer, ale wolał taką idiotyczną historyjkę niż przyznać, że w hodowli doszło do naruszenia bezpieczeństwa. – Ot chciał wyprostować trochę łuski. Już zabieram go z powrotem do domu – wyjaśnił.