Samuel najchętniej zostałby jeszcze z Danielle na Beltane, tyle, że sama zainteresowana mówiła o tym, że lepiej, żeby już się rozeszli, do tego Jackie wspomniała o tym, że muszą porozmawiać. Ten wieczór miał się zakończyć mniej pozytywnie niż mu się wydawało, a szkoda. Miał bowiem wrażenie, że to jeden z najlepszych dni w jego życiu. Dawno się tak wyśmienicie nie bawił.
Na prośbę siostry zabrał ich z terenu na którym odbywał się sabat. Nie był to dla niego żaden problem, chociaż miał świadomość, jak Jackie reaguje na ten środek transportu, skoro jednak sama chciała udać się do domu, to wierzył, że jest na to gotowa. Jak widać, gdy aportowali się przed domem nie do końca tak było. Zachwiała się, podszedł do niej, aby ją przytrzymać, żeby przypadkiem nie zaliczyła spotkania z podłożem. Wiedział, że nie dla wszystkich teleportacja była czymś przyjemnym, szkoda, że tyczyło się to również jego młodszej siostry.
- Myślałem, że jesteś gotowa, jak widać, nigdy nie da się przewidzieć reakcji. Następnym razem możemy wybrać inny sposób tranpsortu. - Nie miał nic przeciwko temu. Spacer wiosennym wieczorem mógł być naprawdę przyjemny. W końcu też się nigdzie nie spieszyli.
Martwiło go trochę, że siostra wspomniała, że chce o czymś porozmawiać. Zazwyczaj nie wróżyło to nic dobrego. Zaschło mu w gardle, trochę bał się, czego sprawa dotyczyła. Spodziewał się, że może chodzić o klątwę, to okropne piętno, które odziedziczyła po swojej matce. Próbował znaleźć rozwiązanie, szukał lekarstwa, jak na razie jednak nic nie udało mu się osiągnąć. Był na siebie zły, że nie potrafił jej pomóc.
Samuel był tym dzieckiem, które zostało w domu. Jego siostra podróżowała po świecie, on trzymał się tego, co zostało na miejscu. Pilnował ojca, czuł się za niego odpowiedzialny, nie chciał, aby ten się zapił na śmierć. Zresztą Sam nie potrzebował nic więcej do szczęścia, no może chciałaby, żeby Jackie wyzdrowiała, ale to nie było takie proste.
Szedł do domu przodem, był tu bardziej gospodarzem niż jego siostra, chociaż tak naprawdę niespecjalnie się poczuwał. Był to ich wspólny dom, każde mogło zawsze tu wrócić. Wszedł po cichu do środka, nie chciał obudzić ojca, jednak kiedy usłyszał jego chrapanie dochodzące z piętra stwierdził, że to nie ma sensu, ten i tak spał jak kamień, zapewne wypił o dwa piwa za dużo.
Wszedł do kuchni, Jackie zapaliła światło. Samuel usiadł przy niewielkim stole, przy którym znajdowały się trzy krzesła. Przyglądał się siostrze, gdy krzątała się po kuchni. Dobrze było mieć ją obok. Nie powiedział o tym jednak na głos, nie musiała wiedzieć, że mu jej brakuje. - Chętnie. - Powiedział jeszcze. Chciałby od razu przejść do tematu, tego tematu który nie mógł zwlekać i chciała go jeszcze przed chwilą poruszyć, ale dobrze było chociaż chwilę, krótką chwilę jeszcze spędzić beztrosko, bez kolejnych problemów.