30.03.2023, 09:32 ✶
- Niesprawiedliwe uprzedzenia wobec węży – odparł Cathal gładko. Spojrzał wreszcie na Geraldine. Nie spotkał dotąd panny Yaxley: a raczej mógł ją zapamiętać jedynie jako dwunastolatkę, a od tego czasu wyrosła i zdecydowanie zmieniła się na tyle, by nawet jego umysł nie zdołał tego powiązać. Dość łatwo było stwierdzić, że jest nienaturalnie wręcz wysoka i wygląda na kogoś, kto spędza dużo czasu na ćwiczeniach fizycznych. Ich kręgi w teorii były podobne, w praktyce jednak łatwo mogli się dotąd mijać, bo albo on był gdzieś w Peru, albo ona siedziała w jakimś lesie.
- To nie jest zwykłe zwierzę. Są hodowane od wielu pokoleń, także za sprawą magii – wyjaśnił… może nawet prawdziwie, bo zasadniczo, sam hodowlą się nie zajmował, ale miał wrażenie, że Gauntowie jednak hodowali trochę inne węże od tych, jakie spotykało się w mugolskich ZOO. Magiczne zwierzęta w końcu zachowywały się inaczej niż te pozbawione jakichkolwiek śladów magii.
Słowa Geraldine odnośnie niepokojenia nie zdołały zbić go z pantałyku, przynajmniej pozornie. Może nie zrozumiał, o co jej chodziło. A może tylko postanowił udawać, że nie rozumie. Nie wiedział tak czy inaczej, że ta jest Yaxleyówną – i że klątwa Slytherina, płynąca w jego krwi, moc idąca w parze z szaleństwem oraz często chorobami, sprawia, że ta czuje, że Cathal jest inny od tych nieobarczonych takim brzemieniem.
- Często tak działam na kobiety – odpowiedział bezczelnie, patrząc na nią jeszcze przez sekundę, po czym spojrzał w ślad za wężem. – Wybiega… wypełza się po ogródku, a w zagrodzie czeka na niego pyszna potrawka ze szczurów. Na wszelki wypadek jednak muszę cię porzucić i iść za nim. Nie chciałbym, żeby po drodze kogoś przestraszył. Obiecuję, że następnym razem użyję lepszej smyczy.
Czyli zaraz zadba o to, aby dziura w murze została załatana, i upewni się, że żaden wąż nie wydostanie się z zagrody.
- To nie jest zwykłe zwierzę. Są hodowane od wielu pokoleń, także za sprawą magii – wyjaśnił… może nawet prawdziwie, bo zasadniczo, sam hodowlą się nie zajmował, ale miał wrażenie, że Gauntowie jednak hodowali trochę inne węże od tych, jakie spotykało się w mugolskich ZOO. Magiczne zwierzęta w końcu zachowywały się inaczej niż te pozbawione jakichkolwiek śladów magii.
Słowa Geraldine odnośnie niepokojenia nie zdołały zbić go z pantałyku, przynajmniej pozornie. Może nie zrozumiał, o co jej chodziło. A może tylko postanowił udawać, że nie rozumie. Nie wiedział tak czy inaczej, że ta jest Yaxleyówną – i że klątwa Slytherina, płynąca w jego krwi, moc idąca w parze z szaleństwem oraz często chorobami, sprawia, że ta czuje, że Cathal jest inny od tych nieobarczonych takim brzemieniem.
- Często tak działam na kobiety – odpowiedział bezczelnie, patrząc na nią jeszcze przez sekundę, po czym spojrzał w ślad za wężem. – Wybiega… wypełza się po ogródku, a w zagrodzie czeka na niego pyszna potrawka ze szczurów. Na wszelki wypadek jednak muszę cię porzucić i iść za nim. Nie chciałbym, żeby po drodze kogoś przestraszył. Obiecuję, że następnym razem użyję lepszej smyczy.
Czyli zaraz zadba o to, aby dziura w murze została załatana, i upewni się, że żaden wąż nie wydostanie się z zagrody.