Stella bardzo emocjonalnie reagowała na to wszystko. Była w końcu raczej delikatna, rzadko kiedy pozwalała sobie na własne decyzje. Raczej zazwyczaj wykonywała polecenia kogoś innego. Potrafiła się dostosować, spełnić oczekiwania, trudno jej jednak przychodziła walka o swoje i o to, co ona właściwie chciała. Widać było, że jest to dla niej dosyć trudne.
- Być może kiedyś będę gotowa. - Dobrze, że nie naciskał, tylko pozwolił jej to przemilczeć, tak właściwie to nie sądziła, że będzie się z nim w stanie kiedykolwiek podzielić tą głupią myślą. Na szczęście nie musiała - problem z głowy. Uspokoiło ją to, że nie musiała mówić. Stella nie lubiła wychodzić na niespełną rozumu, a ten jej pomysł właśnie do takich należał.
Całkiem bohatersko to brzmiało, kiedy słuchała odpowiedzi Stanleya na swoje pytanie. Sama jednak nie do końca to tak widziała, nadal była nieco rozdarta, chociaż już podjęła decyzję. Miała nadzieję, że kiedyś spojrzy na to w ten sam sposób, co on. Oby tak to się skończyło.
- Wiele to dla mnie znaczy, wiesz? - Chciała się tym jeszcze z nim podzielić, żeby wiedział, że naprawdę jest to dla niej ważne. Byli w tym razem, co dodawało jej otuchy, w końcu z niejednej sytuacji już wyszli cało tylko dzięki temu, że znajdowali się tam we dwójkę. Miała wrażenie, że gdy są razem - mogą więcej osiągnąć dzięki współpracy.
Może i faktycznie za jakiś czas zejdzie z niej to wszystko. Teraz jednak było to bardzo świeże. Musiała się pogodzić z tym, że podjęła decyzję, bolało ją to, chociaż właściwie sama tego chciała, była nadal trochę rozdarta, jednak musiała pożegnać się z pewnymi obietnicami, ze swoją przyszłością, a przynajmniej życiem, które chcieli jej dać rodzice.
Pozwoliła sobie sama wybrać, co nie zgadzało się z tym, do czego była przygotowywana. Gotowa była jednak pogodzić się z konsekwencjami, które na pewno przyjdą - nie spodziewała się, że będzie inaczej.
- Tak, masz rację, nie można się poddać. - Odrzekła jeszcze spokojnym głosem. Widać było, że to, co do niej mówi działa. Te słowa przyniosły jej otuche, gesty ją uspokajały. Dokładnie tego jej było trzeba, aby poczuć się pewniej.
Uśmiechnęła się do siebie właściwie, kiedy zauważyła, że oswoił sie już z tym, że jest mu bliska, wcześniej był nieco bardziej szorstki, teraz najwyraźniej pogodził się z tym, że coś ich łączyło. Jego gesty i słowa wydawały się jej być bardziej wylewne, cieszyło ją to, bo naprawdę potrzebowała tej bliskości. Szczególnie w tym trudnym dla nich czasie.
Avery spędziła jeszcze dłuższą chwilę ze Stanleyem, nie panikowała już jednak. Przegadali chyba tę niecierpiącą zwłoki sprawę. Podjęli dzisiaj pewną decyzję, mieli plan, który musieli zrealizować do końca roku. Nie brzmiało to źle, w końcu nie było to tak wcześnie. Mogli na spokojnie wszystko ustalić.
Stella nie zamierzała pozwolić Borginowi, żeby łaził po nocy, także po raz kolejny udostępniła mu swoją kanapę, na której mógł się przespać do rana.