30.03.2023, 22:23 ✶
Kąciki ust drgnęły ledwo dostrzegalnie w grymasie podobnym do triumfalnego uśmiechu, gdy Vespera znalazła się obok niego, a zaraz doznał uczucia bliskiego zawodowi, gdy zdał sobie sprawę, że jednocześnie jest tak boleśnie daleko - jego ciało raz za razem przeszywały dreszcze niecierpliwości, gdy czuł ciepły oddech kobiety zatrzymujący się na ścianie jego skóry, gdy słodka woń jej perfum wdzierała się przez nozdrza do umysłu, obdzierając Perseusa z resztek pruderyjności, jakie starał zachować się na polanie. Nigdy wcześniej nie czuł się tak przy żadnej przedstawicielce płci pięknej, żadna nie była w stanie doprowadzić do gorączki, która teraz siała spustoszenie wewnątrz niego.
Omiótł wzrokiem jej suknię w odcieniach jadeitów, malachitów i szmaragdów, mieniących się teraz w bladym blasku księżyca. Szata czarownicy bez wątpienia należała do tych, które prezentują kunszt prywatnych krawcowych, lecz Perseus nie był w stanie w pełni podziwiać starannie dopracowanych zdobień. Po pierwsze, było na to za ciemno, a on był zbyt zamroczony alkoholem, by zwracać na nie uwagę. Po drugie, uczepiły się go bezwstydne myśli, w których odzienie stanowiło jedynie przeszkodę.
— Uznajmy to za przymusowy urlop — odparł powoli, wyraźnie zachwycony sposobem, w jaki Vespera wypowiada jego imię. Och, jakże dawno nikt się tak do niego nie zwracał - tak miękko, a zarazem budująco. Perseus bowiem należał do ludzi spragnionych czułości oraz potrzebujących stałych zapewnień o własnej wartości. Nie wynikało to jednak z narcyzmu, wręcz przeciwnie; za fasadą unoszącego się dumą człowieka był osobą niezwykle kruchą oraz niepewną.
— Mam nadzieję, że akurat tobie nie przeszkadza brak kieliszków — powiedział, sięgając po butelkę wina, którą udało im się kupić przy stoisku z alkoholami. Na moment jego twarz się zasępiła, gdy przypomniał sobie zeszłoroczne Beltane - łąka, trunek, a u jego boku kobieta, która… Och nie, nie będzie zatruwał swego umysłu przetykanymi przykrościami wspomnieniami.
Bez słowa przygarnął do siebie Vesperę i złączył ich usta w pocałunku - nieśmiałym w swej delikatności. To pozwoliło jego myślom wrócić na właściwe tory. Zaraz potem odsunął się od niej i wrócił do przerwanej czynności, jaką było pozbycie się korka; ten jednak sam odskoczył, gdy tylko spróbował dotknąć szyjki butelki. Cóż, najwyraźniej sprzedawca pomyślał o nałożeniu na nie zaklęć ułatwiających życie nieco podchmielonym czarodziejom.
Podał alkohol swej towarzyszce i w milczeniu oczekiwał na jej dalszy ruch. Jakiś głos w głowie podpowiadał mu, że Rookwood nie będzie przesadnie porządna w kwestii korzystania z jego naczynia i wielce go to radowało.
Omiótł wzrokiem jej suknię w odcieniach jadeitów, malachitów i szmaragdów, mieniących się teraz w bladym blasku księżyca. Szata czarownicy bez wątpienia należała do tych, które prezentują kunszt prywatnych krawcowych, lecz Perseus nie był w stanie w pełni podziwiać starannie dopracowanych zdobień. Po pierwsze, było na to za ciemno, a on był zbyt zamroczony alkoholem, by zwracać na nie uwagę. Po drugie, uczepiły się go bezwstydne myśli, w których odzienie stanowiło jedynie przeszkodę.
— Uznajmy to za przymusowy urlop — odparł powoli, wyraźnie zachwycony sposobem, w jaki Vespera wypowiada jego imię. Och, jakże dawno nikt się tak do niego nie zwracał - tak miękko, a zarazem budująco. Perseus bowiem należał do ludzi spragnionych czułości oraz potrzebujących stałych zapewnień o własnej wartości. Nie wynikało to jednak z narcyzmu, wręcz przeciwnie; za fasadą unoszącego się dumą człowieka był osobą niezwykle kruchą oraz niepewną.
— Mam nadzieję, że akurat tobie nie przeszkadza brak kieliszków — powiedział, sięgając po butelkę wina, którą udało im się kupić przy stoisku z alkoholami. Na moment jego twarz się zasępiła, gdy przypomniał sobie zeszłoroczne Beltane - łąka, trunek, a u jego boku kobieta, która… Och nie, nie będzie zatruwał swego umysłu przetykanymi przykrościami wspomnieniami.
Bez słowa przygarnął do siebie Vesperę i złączył ich usta w pocałunku - nieśmiałym w swej delikatności. To pozwoliło jego myślom wrócić na właściwe tory. Zaraz potem odsunął się od niej i wrócił do przerwanej czynności, jaką było pozbycie się korka; ten jednak sam odskoczył, gdy tylko spróbował dotknąć szyjki butelki. Cóż, najwyraźniej sprzedawca pomyślał o nałożeniu na nie zaklęć ułatwiających życie nieco podchmielonym czarodziejom.
Podał alkohol swej towarzyszce i w milczeniu oczekiwał na jej dalszy ruch. Jakiś głos w głowie podpowiadał mu, że Rookwood nie będzie przesadnie porządna w kwestii korzystania z jego naczynia i wielce go to radowało.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory