31.03.2023, 09:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2023, 09:47 przez Cathal Shafiq.)
Cathal uważał, że wykazał się wstrzemięźliwością, opanowaniem oraz poszanowaniem praw obowiązujących w Londynie, ponieważ wszedł do cukierni przez drzwi, a nie razem z drzwiami. To znaczy, raczej nie miał w zwyczaju takich rzeczy (przynajmniej nie na co dzień, bo dwa czy trzy razy w życiu się zdarzyło), ale tym razem chodziło o pewnego dziesięciolatka. Shafiq martwił się o niego, o to, co zrobi z nim jego matka, jeśli chłopca zgubi, a także o to, że cała rodzina uzna, że celowo doprowadził do jego śmierci, by położyć łapę na większej części spadku. W końcu to ich dwóch wyznaczono na spadkobierców.
Z resztą, gdyby go aresztowano, ciotka wyciągnęłaby go w ciągu dwóch godzin. Liczyło się tylko to, by został skuty, kiedy już będzie pewny, że Loren się znalazł, nie wcześniej.
Odetchnął z ulgą, widząc chłopaka, który wychynął za lady. Wyglądał na całego, zdrowego, nie był ranny i prawdopodobnie jednak nie został przez tajemniczą kobietę porwany. Shafiq pochylił się po prostu i wyciągnął ręce, a wtedy Loren rzucił się mu w ramiona.
- Gdzieś ty mi znikł, co?
- Bo ten gość mnie próbował gdzieś pociągnąć i na mnie krzyczał, jak mówiłem że nie chce! – zawołał dzieciak, kiedy został uniesiony (bo chociaż chłopak był już za duży na noszenie na rękach, Cathal miał twardy zamiar nie wypuszczać go, dopóki nie odniesienie go za próg na Horyzontalnej i nie odda w ramiona matki). – Ale kopnąłem go, tak, jak pokazywała ciocia Nell i mnie puścił, i wtedy uciekłem, i schowałem się za koszem na śmieci, a potem ta pani powiedziała, że mogę iść z nią do cukierni…
- …i cukiernia cię przekonała – dokończył Cathal chłodno. – Widzę też, że dostałeś jakieś pączka, bo masz lukier na buzi. Bardzo dobrze, że go kopnąłeś, ale powinieneś był podejść do Brygadzistów, nie iść do cukierni. Nie wolno ci chodzić nigdzie z obcymi.
- Oj… - wymamrotał chłopiec, spuszczając głowę. – Nie powiesz mamie o pączku?
- Nie powiem. Wytrzyj twarz. A teraz zabieramy cię do domu – poinformował, po czym zwrócił spojrzenie ku Victorii, której kiwnął głową. – Dziękuję za pomoc.
I, o ile kobieta nie postanowiła go aresztować, Cathal wyniósł chłopca z cukierni, by potem skierować się ku Alei Horyzontalnej.
Z resztą, gdyby go aresztowano, ciotka wyciągnęłaby go w ciągu dwóch godzin. Liczyło się tylko to, by został skuty, kiedy już będzie pewny, że Loren się znalazł, nie wcześniej.
Odetchnął z ulgą, widząc chłopaka, który wychynął za lady. Wyglądał na całego, zdrowego, nie był ranny i prawdopodobnie jednak nie został przez tajemniczą kobietę porwany. Shafiq pochylił się po prostu i wyciągnął ręce, a wtedy Loren rzucił się mu w ramiona.
- Gdzieś ty mi znikł, co?
- Bo ten gość mnie próbował gdzieś pociągnąć i na mnie krzyczał, jak mówiłem że nie chce! – zawołał dzieciak, kiedy został uniesiony (bo chociaż chłopak był już za duży na noszenie na rękach, Cathal miał twardy zamiar nie wypuszczać go, dopóki nie odniesienie go za próg na Horyzontalnej i nie odda w ramiona matki). – Ale kopnąłem go, tak, jak pokazywała ciocia Nell i mnie puścił, i wtedy uciekłem, i schowałem się za koszem na śmieci, a potem ta pani powiedziała, że mogę iść z nią do cukierni…
- …i cukiernia cię przekonała – dokończył Cathal chłodno. – Widzę też, że dostałeś jakieś pączka, bo masz lukier na buzi. Bardzo dobrze, że go kopnąłeś, ale powinieneś był podejść do Brygadzistów, nie iść do cukierni. Nie wolno ci chodzić nigdzie z obcymi.
- Oj… - wymamrotał chłopiec, spuszczając głowę. – Nie powiesz mamie o pączku?
- Nie powiem. Wytrzyj twarz. A teraz zabieramy cię do domu – poinformował, po czym zwrócił spojrzenie ku Victorii, której kiwnął głową. – Dziękuję za pomoc.
I, o ile kobieta nie postanowiła go aresztować, Cathal wyniósł chłopca z cukierni, by potem skierować się ku Alei Horyzontalnej.