Nie ma się co oszukiwać, w ich domu widać było upływ czasu. Mężczyźni, którzy w nim mieszkali nie przywiązywali wagi do tego, aby wydawał się być choć trochę zadbany. Zdecydowanie brakowało tutaj kobiecej ręki. Jackie pojawiała się tu od czasu do czasu, nie mogła zmienić zbyt wiele, w szczególności nawyków, które wynikały z wieloletniego przyzwyczajenia.
Obserwował siostrę w milczeniu. Cieszył się, że się tutaj pojawiła, choć towarzyszył temu ogromny niepokój. Wiedział, że nie zjawiłaby się tutaj bez konkretnego powodu. Coś musiało ją trapić, najgorsze było to, że podejrzewał, czym jest ten problem. Zdawał sobie sprawę o tej okropnej klątwie, która już dawno pojawiła się w jej życiu. Gdyby tylko mógł zmienić cokolwiek, już dawno by to zrobił. Mógłby skończyć w Azkabanie, gdyby miał świadomość, że to pomoże jego siostrze.
Westchnął ciężko, kiedy powiedziała pierwsze słowa. Chociaż się tego spodziewał, to te słowa raniły jak najostrzejszy miecz. Problem się nasilił, Samuel nie do końca wiedział, jak działa jej klątwa, w końcu każdy przechodził to inaczej. Nie było dwóch identycznych przypadków. Będzie musiał porozmawiać o tym z Castielem, może jemu uda się coś wymyslić? Przecież świat brnął do przodu, może znajdą się nowe metody, które pomogą złagodzić klątwę.
Carrow wbił wzrok w stół. Jak miał jej spojrzeć w oczy? Jak miał patrzeć na swoją młodszą siostrę, która zmagała się z takim cierpieniem? On nie potrafił jej pomóc. To było w tym wszystkim najgorsze, nie umiał znaleźć sposobu. Czuł, że ją zawodzi, że nie może na niego liczyć. To było w tym wszystkim najgorsze. Miał do siebie ogromne wyrzuty sumienia.
- Nie mów tak nawet, nie możesz mnie tu zostawić. - Podniósł wzrok, aby na nią spojrzeć. Mogła dostrzec smutek w jego błękitnych oczach. - Zupełnie samego. - Nie, żeby miał do niej wyrzuty, w końcu nie miała wpływu na to, jak szybko klątwa postępowała. - Znajdziemy lekarstwo, pomogę Ci. - Co więcej mógł powiedzieć? Nie zamierzał pozwolić jej odejść, to było pewne. - Jackie, wszystko będzie dobrze. - Powiedział spokojnym tonem, chociaż sam wątpił w swoje słowa. Nie chciał jej dawać złudnej nadziei, jednak nie potrafił zareagować inaczej. Musiał być ostoją dla swojej młodszej siostry.