Coś zatańczyło jej przed oczami niepewnie, możliwe, że były to języki światła umykające z pokrytego woskiem kandelabru – przez okna galerii, upstrzonego białymi kwiatami, wpadało miękkie światło dzienne, świece jednak wciąż rzucały się językami na obrazy, wirując pośród dzieł. Nieliczne krople wosku opadły kroplą na panele – zupełnie jak zawsze; ten zastygał w białawej formie, krzepnąc z każdą chwilą. Wzrok przerzuciła na obraz przedstawiający Hogsmeade, dokładnie ten, na którym on zwiesił swój wzrok; chwila przeminęła, a po chwili uniosła spojrzenie ciemnych odmętów tęczówek w jego – srebrzystej tafli.
Była przecież nienaturalnie spokojna, pogodna i towarzyska, a bestia więziona w klatce żeber opuszczała je wyjątkowo rzadko. Jedynie znak, teraz okryty całunem długich, eleganckich rękawiczek, mógł świadczyć o niezawoalowanej agresji prędko krążącej w żyłach. Odgarnęła niesforny kosmyk włosów za ucho, ten jednak już po chwili powrócił na swoje dawne miejsce przylegania, kładąc się akwarelą na policzku.
Utkwiła w nim spojrzenie ciekawskie i badawcze. Wiedziała, iż nieelegancko było kogokolwiek uporczywie lustrować, on jednak zdawał się zgoła inny. Sam jego zapach kręcił jej w głowie i momentalne pozbawiał ją animuszu, który przecież trzymał się jej nieodzownie.
W sekundę straciła całą swoją rezolutną odwagę.
– Och, nie, zostań. Twoja obecność będzie mi miła – rzekła, usta rozciągając w przyjemnym dla oka, filuternym uśmiechu, ukazującym odrobinę nierówne kły.
– Pozwolisz? – zabrzmiała pytaniem, wsuwając dłoń pod jego ramię, w drugiej moszcząc kieliszek wypełniony winem.
Następny łyk, spory i gwałtowny, zaszumiał jej w głowie, daleka jednak była od stanu zupełnego upojenia – ot, alkohol luzował język i umniejszał obyczajom, a ona sama czuła się jak pod władaniem niewiadomego czaru. Oczywiście, znała Murtagha już od jakiegoś czasu, acz jako kobieta zaręczona, nie okazywała mu zbytku atencji; teraz, w stanie wolnym, pozwalała się uwodzić, gotowa zacząć tę grę.
– Jakie to emocje? – zapytała, ciągnąc go delikatnie ku kolejnym obrazom, licząc, iż któryś z nich przypadnie mu do gustu.