W spojrzeniu Rookwooda było coś wyjątkowego. Kiedy zawieszał wzrok na dłużej, można było odnieść wrażenie, że jest w stanie przejrzeć swojego rozmówcę na wylot, że nic się przed nim nie ukryje. To uczucie przez jakiś czas towarzyszyło również Longbottom, choć na dobrą sprawę, nieszczególnie jej to przeszkadzało - była szczera w swych intencjach i słowach, nie potrzebowała ich skrywać. Przestała zwracać na nie uwagę już dawno temu -Ulysses tak już miał, co tu roztrząsać. Nawet, jeżeli czytał z niej jak z otwartej księgi (co w przypadku Dani nie było trudne), wciąż utrzymywali regularny kontakt, chciał się widywać i rozmawiać. To chyba świadczyło, że nie jest aż tak złą koleżanką... prawda?
Kiedy odwrócił się i przywitał ją, posłała mu najbardziej typowy dla siebie uśmiech. Niewiele osób mówiło do niej pełnym imieniem i raczej nie zdarzało się to często. Pełnej formy używała chociażby jej siostra, gdy Dani zirytowała ją jakąś nieistotną pierdołą. Albo pacjenci w Mungo. Albo jej ojciec, gdy znów przepracowywała się, biorąc dodatkowe dyżury, mimo że wcale nie musiała. I, rzecz jasna Ulysses. Ale on akurat zawsze tak ją nazywał, przestała zwracać na to uwagę.
- Dobrze Cię widzieć.- odpowiedziała gładko. Lekkim ruchem podbródka wskazała na idealnie zawiązany, przygładzony krawat, jaki miał na sobie Rookwood. - Nie widziałam go chyba wcześniej, nowy? Pasuje Ci do koloru oczu.- dodała. Zdawała się kompletnie nie przejmować tym, że jej słowa na dobrą sprawę mogą brzmieć jak wymyślony na poczekaniu banał. A nie była świadoma jak banalnie zabrzmiał jej komplement, bo po prostu powiedziała to, co w tym momencie przyszło jej na myśl.
Jej wzrok podążył na spojrzeniem Ulyssesa - kiedy dostrzegła małego szczeniaka, który cieszył się ze spaceru z rodziną i zachowywał się, jakby był to najlepszy dzień w jego życiu, nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Na taki widok nie sposób było się nie rozczulić, co zresztą wymalowane było na jej twarzy. Jej myśli szybko wróciły do tematu kofeiny.
- Nie spodziewałam się, że znasz Hyde Park tak dobrze. Byłam pewna, że wolisz spokojniejsze i cichsze miejsca. - wypaliła w pierwszej chwili. Tak jej się wydawało. Rozmyślała nawet, gdzie mogłaby go zaprosić następnym razem i już nawet wpadła na fajny pomysł - jeżeli tylko Ulli nie będzie miał jej dosyć po dzisiejszym dniu.
O tym, że wiedza Rookwooda na różne tematy jest ponadprzeciętna, dowiedziała się przy jednym z pierwszych spotkań. Dziś, jako dorosła, wciąż nie mogła wyjść z podziwu, że można wiedzieć tak wiele, na tak różnorodne rzeczy. Lubiła go pytać o ciekawostki z jakiejś konkretnej dziedziny, lubiła słuchać jego obszernych, szczegółowych odpowiedzi. To, że doskonale znał rozmieszczenie punktów gastronomicznych w mugolskiej okolicy, mimo wszystko było zaskakujące.
Zastanowiła się chwilę nad odpowiedzią. Jej błysk w oku oraz lekkie uniesienie brwi mogły zasugerować, że właśnie wpadła na jakiś genialny pomysł. W końcu... ona miała same genialne pomysły.
- A co Ty na to, żeby... - urwała. Napięcie trzeba było stopniować. -... powolnym spacerkiem udać się po kawę z lodami, a potem ruszyć w stronę naleśników? Istnieje szansa, że wypijemy ją po drodze, więc w naleśnikarni będzie można kupić drugą. Albo dopić pierwszą, jeżeli nie wyrobimy się po drodze. - posłała mu pełen zadowolenia (z samej siebie oczywiście) uśmiech. - Po co mamy się ograniczać? Poza tym, jesteśmy dorośli, mamy pełne prawo zjeść dwie słodkie rzeczy. I nie musimy wybierać. - oznajmiła. To był wspaniały przywilej dorosłości. Nietrudno było zauważyć, że pomysły Rookwooda w pełni ją satysfakcjonują i co więcej, szczerze cieszyła się na myśl o lodach. I kawie. I naleśnikach. Do tego spacer i rozmowa z Ulysseem, nic więcej do udanej soboty jej nie było trzeba. - Oby tylko mieli dostępną malinę... zresztą, nieistotne, wszystko poza orzechami jest super. - ożywiła się i tak sobie nawijając, ruszyła w stronę, którą wskazał wcześniej Rookwood.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final