31.03.2023, 23:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2023, 23:44 przez Vakel Dolohov.)
- Są. Jestem pewny tego, że będą to trafne odpowiedzi, jak i tego, że jutro wzejdzie słońce. Jeżeli zapytamy o to precyzyjniej, istnieje możliwość, że zagubimy się w morzu znaków. Cokolwiek zbliża się do Londynu, panno Bulstrode, zdaje się mącić w wizjach, jakich doświadcza każdy znany mi jasnowidz… - Chociaż, tak naprawdę, to nie obchodził go żaden inny jasnowidz niż on sam i Trelawney. Jakże by miał zaufać komukolwiek innemu? Wątpliwości dotknęłyby go nawet przy własnej córce, a co dopiero przy kimś zupełnie losowym, kto się jeszcze pewnie uczył tej sztuki z książek kogoś innego niż niesamowity Vasilij Dolohov. – Rozkład trzech kart, panno Bulstrode, to rozkład najbardziej pewny ze wszystkich, jakie stworzono, ale niewielu jest w stanie odczytać go poprawnie przy tak małej ilości danych. – Spojrzał na nią z uśmiechem, który był spokojny – opanował do perfekcji sztukę występowania przed ludźmi tak, żeby nie robić z siebie zupełnego błazna, ale jego dusza mówiła jedno: patrz i podziwiaj, patrz i ucz się tego, jak wygląda prawdziwa sztuka wróżbiarstwa.
Kościste palce Dolohova zgrabnie potasowały talię kart. Musiał mieć w tym niebywałą wprawę. Pięknie i bogato ilustrowany tarot, w którego posiadaniu był od dawna, był w stanie nienaruszonym, jakby dopiero co wyciągnął go z opakowania. Bulstrode widziała jednak, że nie wyciągnął go z fabrycznego pudełka, lecz ze specjalnej szkatuły, gdzie spoczywał w otoczeniu dziwacznych kamieni. Musiało to mieć związek z tymi no… energiami, ale co dokładnie chciał osiągnąć – wiedzieli to pewnie tylko wróżbici, a może nawet oni nie, bo dla wielu poczynania Vakela pozostawały jedną wielką niewiadomą.
- Proszę się skupić na tym momencie. Na tym, co czuła panna, przekraczając próg tego gabinetu, co pannę tutaj przywiało, co jest obiektem panny trosk… - nie przestawał tasować – niech się panna skupi na tym dźwięku – dźwięku kart, który brzmiał tak charakterystycznie przy każdym jego ruchu – i na tym, co jest tu i teraz, na uczuciach, przez które znalazła się panna tutaj.
Zamilkł. Rozłożył je w idealny wachlarz, a następnie przesunął go w jej stronę.
- Trzy. Poczuj bijącą od nich energię.
Kościste palce Dolohova zgrabnie potasowały talię kart. Musiał mieć w tym niebywałą wprawę. Pięknie i bogato ilustrowany tarot, w którego posiadaniu był od dawna, był w stanie nienaruszonym, jakby dopiero co wyciągnął go z opakowania. Bulstrode widziała jednak, że nie wyciągnął go z fabrycznego pudełka, lecz ze specjalnej szkatuły, gdzie spoczywał w otoczeniu dziwacznych kamieni. Musiało to mieć związek z tymi no… energiami, ale co dokładnie chciał osiągnąć – wiedzieli to pewnie tylko wróżbici, a może nawet oni nie, bo dla wielu poczynania Vakela pozostawały jedną wielką niewiadomą.
- Proszę się skupić na tym momencie. Na tym, co czuła panna, przekraczając próg tego gabinetu, co pannę tutaj przywiało, co jest obiektem panny trosk… - nie przestawał tasować – niech się panna skupi na tym dźwięku – dźwięku kart, który brzmiał tak charakterystycznie przy każdym jego ruchu – i na tym, co jest tu i teraz, na uczuciach, przez które znalazła się panna tutaj.
Zamilkł. Rozłożył je w idealny wachlarz, a następnie przesunął go w jej stronę.
- Trzy. Poczuj bijącą od nich energię.
with all due respect, which is none