- nie wygląda dobrze, to rudera, zaraz się rozsypie... - Tego się w sumie powinny spodziewać. Szukały czarnoksiężnika, a nie celebryty, tylko aż tak? To miejsce wyglądało na opuszczone, nie dziwiła się wcale, chyba nawet zabójca nie chciałby tu mieszkać. Lata świetności zdecydowanie dawno miało za sobą, budynek wyglądał tak, jakby ledwo, co się trzymał.
Wood stała obok Brenny, gdy ta zaglądała przez okno. Longbottom była bardziej doświadczona, Heather nie miała problemu z tym, żeby stać trochę z boku, świadoma była tego, że wiele musi się nauczyć, a że miała przy sobie osobę, która była świetna w swoim fachu, to chętnie z tego korzystała.
- Szkoda, ale nikt nie mówił, że będzie prosto. - Heath zależało na tym, żeby złapać sprawcę tych zbrodni. Była to jej pierwsza taka poważna sprawa, trochę ją to wszystko rozbiło. Nigdy wcześniej nie widziała w swoim życiu trupa, a tutaj? Od razu ilość hurtowa. Ktoś skrzywdził tych wszystkich ludzi bez skrupułów, teraz one musiały go odnaleźć. Powinien ponieść konsekwencje. Mógł w końcu jeszcze kogoś skrzywdzić, a przecież już wiele osób straciło życie.
- Jasne, wracajmy, bez sensu byłoby tutaj dłużej zostać. - Była przyzwyczajona do tego, że często musiała nadrabiać na piechotę kilometry ze względu na swoją niechęć do teleportacji. Była to rzecz, która może trochę ją ograniczała, jednak obiecała sobie, że nigdy sama się nie nauczy w ten sposób transportować. Zbyt wiele ją to kosztowało. W akcie desperacji Charlie służył jej zawsze pomocną dłonią, niczego więcej do szczęścia nie potrzebowała. Wystarczała jej miotła. W pracy jednak wybierały zawsze środek transportu, który pasował im obu.
Zastanowiła się przez chwilę. Czy chciała o czymś porozmawiać? Na samą myśl o przedwczoraj robiło jej się głupio. Pokazała swoją niesubordynację, klątwa przejęła nad nią panowanie - po raz kolejny, na całe szczęście nikomu nic się nie stało. Te trupy... To było dosyć sporo, jak dla niej. Nie mogła zasnąć, miała przed oczami wizję porozrzucanych części ciała. Przerażało ją to, że po świecie chodzą osoby, które są skłonne zrobić coś takiego. Mieszają się z tłumem, pewnie nikt by ich o to nie podejrzewał. Czuła, że muszą znaleźć odpowiedzialnego za te morderstwa. Wiedziała jednak, że nie będzie to proste. Czy chciała się dzielić z Brenną swoimi przemyśleniami? Czy chciała powiedzieć, jak bardzo była przerażona? Chyba nie, nie było się czym chwalić. - Wiele takich spraw już miałaś? - Była ciekawa, jak często trafia się na masowe grobowce. - Czy zidentyfikowano już ofiary? Pewnie to potrwa. - Właściwie to sama sobie odpowiedziała na to pytanie, ale na tych ludzi ktoś gdzieś czekał. Nie wiadomo ile czasu, na pewno woleliby usłyszeć, że nie ma po co czekać, aktualnie w końcu tkwili w zawieszeniu i nie mieli pojęcia co się dzieje.
Ich pogawędka nie trwała długo. Została przerwana. Heather również sięgnęła po różdżkę, w końcu spodziewały się tutaj zastać czarnoksiężnika, może jednak miały trochę więcej szczęścia? Jej entuzjazm szybko przepadł. Zobaczyła bowiem kobietę w łachmanach. Nie była to osoba, której szukały. To, co zwróciło uwagę Wood to ptak w klatce - raczej nie spotykała się z tym, żeby ktoś wyprowadzał zwierzęta na spacer właśnie w ten sposób. Przyglądała się jej uważnie, nie do końca wiedziała, co powinna o tym myśleć. Dziwne to było.
Później kobieta odezwała się do Longbottom i nie były to miłe słowa. Wood spogladała na nią nie do końca przyjaźnie. Po co w ogóle to mówiła? Heather nie do końca wierzyła w wróżby, także nie do końca się tym przejęła. Brenna jej jeszcze za te farmazony zapłaciła, ciekawe, czy kiedyś przestanie zadziwiać Heath.
Nie skomentowała całego zajścia, chociaż cisnęły jej się na usta słowa o oszustach, jednak czekała, aż jej partnerka skończy pokazywać wieszczce portret pamięciowy przestępcy - nie sądziła jednak, żeby to coś dało, no ale warto próbować.