Wakacje nie były już takie same jak kiedyś. Nora bardzo szybko musiała zweryfikować swoje plany i marzenia. Ledwie skończyła szkołę, a jej życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Została rzucona na głęboką wodę. Gdyby wszystko poszło po jej myśli byłaby pewnie we Francji, doskonaliła swoje cukiernicze umiejętności. Niestety nie mogła sobie na to pozwolić. Została sama, właściwie nie do końca sama, bo miała Mabel. Swoją przypominajkę o pewnej miłości, pierwszej, silnej, ale krótkiej i rozczarowującej. Przyszło się jej teraz mierzyć z tym, że pozwoliła sobie na takie lekkomyślne zachowanie. Pozwoliła sobie pokochać, nieodpowiednią osobę, a konsekwencje tej wielkiej miłości pozostaną z nią przez całe życie. Nie żałowała. Pomimo tego, że musiała sobie teraz radzić z tym wszystkim, uważała, że nic złego się nie stało. Była na tyle silna, żeby sobie poradzić z tym wszystkim sama, czego też nie rozumieli otaczający ją ludzie. Na początku było bardzo trudno ignorować temat ojca Mabel, z czasem jednak wszyscy wokół odpuścili - nie dało się z niej wyciągnąć tej informacji.
Norka nie mogła odmówić Danielle wizyty u Jackie, może i miała swoje własne problemy, jednak nigdy nie rezygnowała z pomocy innym. Czuła, że dobrze jej zrobi wyrwanie się chociaż na chwilę z domu. Babcia Lizzie nie miała problemu, z tym, żeby zostać z małą Mabel. Figg wolała nie prosić o wsparcie Longbottomów, wiedziała, że by jej nie odmówili - jednak nie chciała nadużywać ich dobrych serc, wystarczająco jej ze wszystkim pomogli.
Pojawiła się w Dolinie dzień wcześniej. Miała czas, aby na spokojnie przygotować tort, o którym rozmawiała z Danielle. Wszystko nawet poszło po jej myśli, głowa hipogryfa przypominała nawet to stworzenie. Udało jej się przy pomocy transmutacji spowodować, że mrugał do niej okiem i otwierał paszczę. Szkoda tylko, że będą go musiały pokroić.
Pojawiła się o umówionej godzinie pod rezydencją Longbottomów, gdzie czekała na Danielle. W końcu razem miały odwiedzić swoją znajomą z Hogwartu. Figg była ubrana, w krótką, fioletową sukienkę, która ledwie zasłaniała jej zadek. Urodzenie dziecka wcale nie spowodowało, że przestała unikać kiczowatych ubrań, które kochała tak bardzo. Nie musiała długo czekać. - Cześć Piękna, dobrze Cię widzieć. - Powiedziała Longbottom na przywitanie. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, humor jej dopisywał.
Gawędziły sobie całą drogę. Norka uwielbiała przebywać z Dani, miała wrażenie, że z nią zawsze jest po prostu miło, wszystkie problemy znikały, kiedy tylko dostrzegała jej uśmiech. - Świetnie, że to wymyśliłaś, Jackie na pewno zrobi się miło, dzięki też, że o mnie pomyślałaś. Takie wyrwanie się od codzienności nie zdarza się zbyt często. - Na pewno dobrze jej zrobi chwila zapomnienia.
Wolała sobie nie wyobrażać, co siedzi teraz w głowie Carrow. Sama myśl o tym, że skończy kiedyś zaklęta w zwierzę musiała ją przerażać. Była przecież taka młoda, a już spotkało ją takie nieszczęście. Współczuła jej strasznie, nie wiedziała też w jaki sposób może pomóc, także zrobiła to, co potrafi najlepiej - upiekła tort, słodkości są w końcu lekarstwem na całe zło tego świata i uśmierzają ból choć na krótką chwilę.
Udało im się bez żadnych komplikacji dotrzeć do domu Carrowów. - Palimy świeczki i zaczynamy śpiewać? - Zapytała jeszcze Danielle o plan działania, dobrze było by jakiś mieć.