Zatopiła w nim spojrzenie mętne, acz o wyraźnych iskrach ekscytacji kryjących się w głębi orzechowych tęczówek; patrzyła na niego wręcz urzeczona, jak na jeden z obrazów, który wyszedł spod jej pędzla – on jednak nie należał do niej i to właśnie wprowadzało miriady myśli w stan niewiadomej irytacji. Może gdyby była odrobinę bardziej bezpośrednia, odrobinę mniej filuterna i enigmatyczna w swoich uczuciach – może wówczas przykleiłaby się do jego ramienia pewniej, zatopiła palce w materiale odzienia mocniej, a jej usta nie opuściłoby ciche westchnięcie, świadczące o niczym innym, niż ognistej fascynacji.
Bo skupiała swoją lotną uwagę na jego sylwetce, gdy prowadziła go zawiłymi meandrami sali, przystając między co ciekawszymi okazami sztuki. Na dłuższy moment zatrzymała się przy akcie kobiety, której twarz pozostawała rozerwana – coś w niej było niepokojącego, zaburzającego naturalną nagość i ulotność, a emocje, których gęste tumany wzburzała, zakrawały o dalece posunięty niepokój. Uniosła wzrok na mężczyznę, badając jego reakcję, nim ruszyła dalej.
Jego ciepły oddech zamarł na małżowinie usznej, gdy pochylił się do niej i wyszeptał słowa; dreszcz przebiegł na palcach przez jej kręgosłup, kończąc swą wędrówkę u podstawy szyi. Sens słów jednak sprawił, iż zacisnęła mocniej palce na jego ramieniu.
– Strach – powtórzyła po nim, otwierając szeroko sarnie oczy. Emocje kowalne na kształt ekscytacji przeszły przez jej umysł, odbijając się na obliczu – fascynacja Macmillanem urastała do dalece posuniętej egzaltacji – chciała słuchać go bardziej, dotkliwiej, bliżej.
– Naturalnie, mogę go zmodyfikować. Wyślij mi sową poprawki, które chciałbyś nanieść, a ja się tym zajmę. Nie ma sensu robić tego tu i teraz – nie chcę, aby cokolwiek wyleciało mi z głowy – odparła miękko.
Wysunęła dłoń spod jego ramienia, obracając się ku niemu przodem. Zadarła podbródek, aby wzrok utkwić w jego mętnym spojrzeniu – znajdowali się odrobinę zbyt blisko, odrobinę zbyt, po prostu zbyt. Pąs oblał jej oblicze, nie była w końcu w żadnej mierze femme fatale, a przy nim czuła się jak podlotka zauroczona starszym mężczyzną.
– Strach, mówisz? – powtórzyła, przekręcając głowę na bok. – Wzbudzasz we mnie tyle emocji, że jestem gotowa uwierzyć, że jesteś wilą – dodała, pozwalając wargom rozmyć się w przyjemnym dla oka uśmiechu.