01.04.2023, 13:31 ✶
Murtagh też przyjrzał się obrazowi, do którego Loretta z początku go powiodła. Widział pewien niezaprzeczalny urok w ordynarności jego przekazu. Obraz w oczywisty sposób odzwierciedlał brzydotę duszy ludzkiej i jej spaczenie, ale nie był tym czego mężczyzna szukał.
Podobał mu się zapach, który go owionął kiedy mruczał do jej ucha. Loretta pachniała dobrymi perfumami, winem, ekscytacją i tajemnicą. Była dla niego enigmą, pomimo że właściwie znali się już od jakiegoś czasu. Zawsze jednak była poza jego zasięgiem, najpierw ze względu na różnicę wieku, potem zaś na zaręczyny. Ich znajomość ograniczała się zawsze do profesjonalnej uprzejmości, być może tylko sporadycznie zmąconej ukradkowym spojrzeniem z jednej lub drugiej strony.
Poza tym jednym incydentem, kiedy on przyszedł do niej po pomoc, z obłędem w oczach i paniką w ruchach, a ona zrobiła to o co ją poprosił bez najmniejszego zawahania.
Murtagh zamrugał oczami, wyrwany z zamyślenia jej słowami.
— Tak, zdecydowanie tak uczynię. Choć przyznam, że uznałbym za zaszczyt – móc podziwiać mistrzynię przy pracy. — odparł, uśmiechając się, nawet bardziej do siebie niż do niej. Był oszczędny w słowach, zupełnie jakby znał wagę każdego z nich, i moc, którą posiadały. Dla niego słowa były narzędziem pracy, którym potrafił wyrwać z kogoś nawet najpilniej strzeżony sekret.
Czy był wilą? Był pewien, że nie, choć musiał przyznać, że byłoby to nad wyraz ciekawe połączenie gdyby był jednocześnie wilą i dziedzicem Salazara Slytherina.
— Ty zaś nie jesteś zbyt trudna do rozszyfrowania. Założę się, że chętnie uczyniła byś mnie tematem jednego ze swoich obrazów. Pewnie najlepiej w tym stylu. — wskazał głową nieznacznie na obraz, który chciał od niej kupić.
Wiedział, że jej słowa mogą jej niezbyt odpowiadać, ale po części taki był ich cel. Wiedział już, że potrafi w niej wzbudzić zaintrygowanie, czy jednak potrafiła się zirytować, pokazać pazur? Widział ją w akcji, był więc pewien, że tak, ale nie miał jeszcze okazji doświadczyć tego osobiście.
Podobał mu się zapach, który go owionął kiedy mruczał do jej ucha. Loretta pachniała dobrymi perfumami, winem, ekscytacją i tajemnicą. Była dla niego enigmą, pomimo że właściwie znali się już od jakiegoś czasu. Zawsze jednak była poza jego zasięgiem, najpierw ze względu na różnicę wieku, potem zaś na zaręczyny. Ich znajomość ograniczała się zawsze do profesjonalnej uprzejmości, być może tylko sporadycznie zmąconej ukradkowym spojrzeniem z jednej lub drugiej strony.
Poza tym jednym incydentem, kiedy on przyszedł do niej po pomoc, z obłędem w oczach i paniką w ruchach, a ona zrobiła to o co ją poprosił bez najmniejszego zawahania.
Murtagh zamrugał oczami, wyrwany z zamyślenia jej słowami.
— Tak, zdecydowanie tak uczynię. Choć przyznam, że uznałbym za zaszczyt – móc podziwiać mistrzynię przy pracy. — odparł, uśmiechając się, nawet bardziej do siebie niż do niej. Był oszczędny w słowach, zupełnie jakby znał wagę każdego z nich, i moc, którą posiadały. Dla niego słowa były narzędziem pracy, którym potrafił wyrwać z kogoś nawet najpilniej strzeżony sekret.
Czy był wilą? Był pewien, że nie, choć musiał przyznać, że byłoby to nad wyraz ciekawe połączenie gdyby był jednocześnie wilą i dziedzicem Salazara Slytherina.
— Ty zaś nie jesteś zbyt trudna do rozszyfrowania. Założę się, że chętnie uczyniła byś mnie tematem jednego ze swoich obrazów. Pewnie najlepiej w tym stylu. — wskazał głową nieznacznie na obraz, który chciał od niej kupić.
Wiedział, że jej słowa mogą jej niezbyt odpowiadać, ale po części taki był ich cel. Wiedział już, że potrafi w niej wzbudzić zaintrygowanie, czy jednak potrafiła się zirytować, pokazać pazur? Widział ją w akcji, był więc pewien, że tak, ale nie miał jeszcze okazji doświadczyć tego osobiście.