02.04.2023, 02:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2023, 03:08 przez Elliott Malfoy.)
Odsunął się od niej i zmarszczył brwi.
Usta wciąż miał wykrzywione w lekko ironicznym uśmieszku.
- To, że umarłaś nie znaczy jeszcze, że czytasz w myślach, emocjach czy aurach - odparł pewnie - Pochówek raczej nie sprawił, że pozjadałaś wszystkie rozumy, co najwyżej w końcu zrozumiałaś jak to jest nie oddychać, a wciąż istnieć - skoro miała zamiar prawić mu mądrości, to nie pozostawał jej dłużny. Na ostatnie swoje słowa aż przymrużył oczy, poczuł, ze użyta przenośnia jest być może za mało oczywista, ale chodziło mu o to, że on sam żył, a nie był w stanie oddychać, mimo że nikt go jeszcze nie zabił.
Z samego początku był zdezorientowany, być może wystraszony, wybudzony ze snu widząc denatkę. Teraz, gdy wszystkie emocje przepłynęły przez niego jednocześnie, a na sypialnie opadła ciemność, czuł jedynie zirytowanie, ogromną złość, jaką w mgnieniu oka podsycały kolejne słowa zjawy.
Bardzo szybko przypomniała mu dlaczego się jej pozbył. Nie zniósłby tych bzdur ani chwili dłużej. Oddanie jej do Lecznicy Dusz wydało się teraz najlepszą decyzją, jaką mógł podjąć, zupełnie jak wtedy, gdy dowiedziała się o jego inności, gdy wyraziła swoje dobitne, raniące zdanie na ten temat.
- Oczywiście, że zrobiłem do dla siebie, dla swojego własnego spokoju - wyznał, bez skrupułów i spoglądał na jej unoszącą się pare minimetrów nad podłogą sylwetkę. Duchy były dziwnymi stworzeniami, cieniami istnień, wspomnieniami, które były prawie tak samo żywe jak ich bliźniacze ciała. Mówiły, myślały i, jeżeli Jęcząca Marta byłą dobrym przykładem, również czuły, więc słowa Simone o jej odczuwaniu wydawały się nagiętą prawdą, tak samo jak cała reszta wypowiedzi.
- Oszczędź mi dalszej części tego steku bzdur i nie pogarszaj sytuacji, sprawiłaś, że jest i tak wystarczająco skomplikowana dla wszystkich. Miałaś być żoną, a nie problemem, stałaś się tym drugim, a problemów z życia się pozbywa. Jeżeli mnie nie zostawisz też w tej postaci, dołożę wszystkich starań, aby każda część ciebie zniknęła z tego świata, Simone. - wstał z łóżka jeszcze, gdy zjawa była przed drzwiami i wsunął na siebie leżący na krześle szlafrok. Zawiązał pasek na biodrach i dopiero wtedy sięgnął po rożdżkę, wsuwając ją do rękawa, gdzie było jej miejsce, akurat w tej podomce.
Podążył za duchem kobiety, nie chcąc zostawiać jej nawet na sekundę. Wcześniej otworzył drzwi na korytarz i zobaczył ją, jak przenika do pokoju dziecka.
Wszedł do pokoiku, w którym syn spał spokojnie w łóżeczku. Zasłony były zaciągnięte, a na suficie tańczyły gwiazdy, sprawiając, że sypialnia była pogrążona w żółtawym półmroku gwiazdozbiorów.
Rzucił zaklęcie wyciszające na kojec dziecka, aby w spokoju móc się komunikować ze zjawą.
- Ty jesteś w tym wszystkim winna i tylko ty. Nie byłem zobowiązany do mówienia ci niczego, kochałem cię, Simone. Moja miłośc do kogokolwiek jest taka sama, ale swoimi słowami i opiniami przekreśliłaś wszystko. Łącznie ze swoją przyszłością, naszą przyszłością, w której nie było dla takiej ciebie miejsca. - faktycznie tak uważał, ale czy dlatego, bo sobie tak wmówił, czy dlatego, ze faktycznie tak czuł, trudno było stwierdzić. On sam był w tym jeszcze zagubiony, a wolał, aby uczucia i emocje z tym związane nie wychodziły na jaw, zamykał je na klucz, głęboko w sobie, tak samo jak wszystko inne.
- Zostaw nas - dodał jeszcze, bo temat dotyczył również dziecka - Odejdź stąd i zostaw nas. - doprecyzował.
Usta wciąż miał wykrzywione w lekko ironicznym uśmieszku.
- To, że umarłaś nie znaczy jeszcze, że czytasz w myślach, emocjach czy aurach - odparł pewnie - Pochówek raczej nie sprawił, że pozjadałaś wszystkie rozumy, co najwyżej w końcu zrozumiałaś jak to jest nie oddychać, a wciąż istnieć - skoro miała zamiar prawić mu mądrości, to nie pozostawał jej dłużny. Na ostatnie swoje słowa aż przymrużył oczy, poczuł, ze użyta przenośnia jest być może za mało oczywista, ale chodziło mu o to, że on sam żył, a nie był w stanie oddychać, mimo że nikt go jeszcze nie zabił.
Z samego początku był zdezorientowany, być może wystraszony, wybudzony ze snu widząc denatkę. Teraz, gdy wszystkie emocje przepłynęły przez niego jednocześnie, a na sypialnie opadła ciemność, czuł jedynie zirytowanie, ogromną złość, jaką w mgnieniu oka podsycały kolejne słowa zjawy.
Bardzo szybko przypomniała mu dlaczego się jej pozbył. Nie zniósłby tych bzdur ani chwili dłużej. Oddanie jej do Lecznicy Dusz wydało się teraz najlepszą decyzją, jaką mógł podjąć, zupełnie jak wtedy, gdy dowiedziała się o jego inności, gdy wyraziła swoje dobitne, raniące zdanie na ten temat.
- Oczywiście, że zrobiłem do dla siebie, dla swojego własnego spokoju - wyznał, bez skrupułów i spoglądał na jej unoszącą się pare minimetrów nad podłogą sylwetkę. Duchy były dziwnymi stworzeniami, cieniami istnień, wspomnieniami, które były prawie tak samo żywe jak ich bliźniacze ciała. Mówiły, myślały i, jeżeli Jęcząca Marta byłą dobrym przykładem, również czuły, więc słowa Simone o jej odczuwaniu wydawały się nagiętą prawdą, tak samo jak cała reszta wypowiedzi.
- Oszczędź mi dalszej części tego steku bzdur i nie pogarszaj sytuacji, sprawiłaś, że jest i tak wystarczająco skomplikowana dla wszystkich. Miałaś być żoną, a nie problemem, stałaś się tym drugim, a problemów z życia się pozbywa. Jeżeli mnie nie zostawisz też w tej postaci, dołożę wszystkich starań, aby każda część ciebie zniknęła z tego świata, Simone. - wstał z łóżka jeszcze, gdy zjawa była przed drzwiami i wsunął na siebie leżący na krześle szlafrok. Zawiązał pasek na biodrach i dopiero wtedy sięgnął po rożdżkę, wsuwając ją do rękawa, gdzie było jej miejsce, akurat w tej podomce.
Podążył za duchem kobiety, nie chcąc zostawiać jej nawet na sekundę. Wcześniej otworzył drzwi na korytarz i zobaczył ją, jak przenika do pokoju dziecka.
Wszedł do pokoiku, w którym syn spał spokojnie w łóżeczku. Zasłony były zaciągnięte, a na suficie tańczyły gwiazdy, sprawiając, że sypialnia była pogrążona w żółtawym półmroku gwiazdozbiorów.
Rzucił zaklęcie wyciszające na kojec dziecka, aby w spokoju móc się komunikować ze zjawą.
- Ty jesteś w tym wszystkim winna i tylko ty. Nie byłem zobowiązany do mówienia ci niczego, kochałem cię, Simone. Moja miłośc do kogokolwiek jest taka sama, ale swoimi słowami i opiniami przekreśliłaś wszystko. Łącznie ze swoją przyszłością, naszą przyszłością, w której nie było dla takiej ciebie miejsca. - faktycznie tak uważał, ale czy dlatego, bo sobie tak wmówił, czy dlatego, ze faktycznie tak czuł, trudno było stwierdzić. On sam był w tym jeszcze zagubiony, a wolał, aby uczucia i emocje z tym związane nie wychodziły na jaw, zamykał je na klucz, głęboko w sobie, tak samo jak wszystko inne.
- Zostaw nas - dodał jeszcze, bo temat dotyczył również dziecka - Odejdź stąd i zostaw nas. - doprecyzował.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦