Skoro nie miał potrzeby, ani z kim te herbatę tutaj pić, to nic dziwnego, że porcelany do swojej piwnicy nie wnosił. Jakoś priorytety potrafiły się zadziwiająco zmienić po tak drastycznym wywróceniu własnego człowieczeństwa i jakoś Victorii trudno było sobie wyobrazić Sauriela urządzającego spotkania przy herbatce tu. I zresztą to potwierdził – że tego nie robił.
- Nie jest dziwnie. Po prostu mnie zaskoczyłeś – dziwnie to się dopiero mogło zrobić, ale miała nadzieję, że tak nie będzie. Prawdę mówiąc to nawet nie wiedziała co ma mu powiedzieć, skoro sam nie połapał się w czym był problem, a poza tym miał tak dobry humor, co jak na Sauriela było wręcz nowością.
- Wiem kto to Chester – odparła mu i zapatrzyła się na niego przez moment. TO też dało jej do myślenia. Bo jak ona mogła nie wiedzieć kim Chester jest? - Pracuję z nim – przypomniała mu przy okazji i zawiesiła spojrzenie na Sauriela, przy okazji unosząc brwi kiedy tak zrobił TAKIEGO łyka, że zastanowiła się czy on w ogóle pije herbatę z tej filiżanki. - …ile wiesz o mojej rodzinie? I o swojej zresztą przy okazji też? Pytam o to na ile znasz swoich własnych dziadków i pradziadków – zapytała, ale powiodła wzrokiem za ręką Sauriela kiedy odsłaniał serwetkę. Nastąpiła krótka chwila ciszy, w której Victoria łączyła wątki, a potem parsknęła i zasłoniła sobie usta dłonią. - Próbowałeś piec? – upewniła się patrząc na węgielek, nim przeniosła spojrzenie na Sauriela, a sama poruszyła się na kanapie, by odwrócić się do wampira i łatwiej na niego spoglądać. - Nie mów, że to z mojego powodu – trochę trudno jej było w to uwierzyć. I… co on wymyślił? Co mu się wytentegowało w głowie, że sam też chciał się spotkać i teraz tak się dwoił i troił, żeby… co właściwie?