Uśmiechnąłem się słysząc w jej głosie zadowolenie. Zapewne bym poczuł się delikatnie urażony, gdybym wiedział, że widzi we mnie tylko urocze stworzonko, którym trzeba się opiekować. Byłem jednak tego nieświadomy i nie odczuwałem od niej jakiejkolwiek złej energii, czy współczucia, więc czułem się tu dobrze.
— Wiem, że nie musiałem moja droga, ale sprawiło mi to wielką przyjemność, że mogłem cię odwiedzić i odciążyć trochę od przykrych obowiązków. Zapewne w ostatnim czasie masz bardzo dużo ciężkiej pracy, więc pomyślałem, że to sprawi ci przyjemność. – odpowiedziałem wręczając jej kubek ciepłej kawy. W końcu ciężko pracowała, energia pod postacią kofeiny dobrze jej zrobi. – Jest to czarna kawa bez dodatków, ponieważ nie wiem jaką lubisz, ale dzisiaj mam nadzieję, że się tego dowiem i następnym razem sprawię ci więcej przyjemności z takiej wizyty. – czując jej zimne palce przeszedł mi przez ciało przyjemny dreszcz. Z przyjemnością złapałem jej ramię mimo, że mogłem wyciągnąć swoją różdżkę i bez problemu dotrzeć do miejsca siedzącego.
Bell chyba się gdzieś ulotnił jak zwykle, gdy wchodziłem w takie interakcje z ludźmi. Nigdy mi nie przeszkadzał, ale zawsze pozwalał mi być samodzielny, za co byłem mu wdzięczny. Był specyficznym kotem i cieszyłem się, że to właśnie ja na niego trafiłem. Chociaż jak miałem słabsze dni to czułem się jakbym był ciężarem dla każdego, kto próbował się mną opiekować. Gdy dotarliśmy do odpowiedniego miejsca pozwoliłem się doprowadzić do kanapy i usiadłem na niego z cichym westchnięciem. Zdecydowanie taka kanapa była wygodniejsza niż fotel przy biurku.
— Chętnie zjem coś dobrego. – odpowiedziałem, gdy usiadła obok mnie nie sięgnąłem jeszcze po ciastka. – Jak się ostatnio miewasz Cynthio? Masz dużo zmartwień? – zapytałem czując, że dziewczyna była zdecydowanie skrępowana, ale mi to nie przeszkadzało. Ludzie często byli przy mnie niezręczni, ale szybko potrafiłem rozładować takie napięcie i miałem nadzieję, że tym razem będzie tak samo.