Czy istnieje coś piękniejszego od fauny i flory, która budzi się do życia przy akompaniamencie śpiewu ptaków? W zasadzie to tak, ponieważ jedynym plusem nadejścia wiosny był fakt, że odchodzi zima, a wraz z nią znika śnieg i ujemne temperatury. I chyba tylko to budziło w Stanleyu jakąkolwiek pozytywną odpowiedź na nadchodzącą porę roku.
Po za zmianą pogody na bardziej przyzwoitą, Borgin nie zauważył aby cokolwiek się zmieniło. Każdy następny dzień wyglądał dokładnie tak samo jak jego poprzednik. Może wynikało to z faktu, że był przyrodniczym ignorantem? Albo z tego, że po prostu nie miał czasu na żadne większe interakcje społeczne? Z drugiej strony trzeba by się zastanowić czy jemu to w ogóle przeszkadzało? W końcu nadal mógł w pełni oddawać się swojej pasji.
Oczywiście mowa o jego dwóch głównych obiektach zainteresowań - pracy oraz Stelli. Jeżeli to pierwsze było po prostu smutnym obowiązkiem, które każdy musiał w mniejszym bądź większym stopniu wykonywać, tak drugie było miłą nagrodą i pocieszeniem za poniesiony trud dnia codziennego. Prawdę mówiąc, na przestrzeni ostatnich miesięcy, to właśnie Avery stanęła na samym szczycie podium zainteresowań młodego brygadzisty, całkowicie deklasując poprzedniego zwyciężce tego konkursu - Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów w Ministerstwie Magii.
List od Stelli była niczym grom z jasnego nieba. Nie była to jednak negatywna wiadomość, a raczej dosyć niespotykana. Borgin do tej pory miał przeświadczenie, że jego wybranka nie przepadała za jakimkolwiek wysiłkiem fizycznym, który nie ograniczał się do krótkiej przechadzki z domu do sklepu czy na miejsce koncertu. Może też zaczęła się z tego wszystkiego zmieniać?
Stanley jak to miał w zwyczaju - nie odmówił. Nie chciał, nie potrafił… Mniejsza o to. On sam nie miał zamiaru się przed nikim ani przed samym sobą z tego tłumaczyć. Podjął taką, a nie inną decyzję, przełożył kilka rzeczy i zorganizował sobie wolne na zaproponowany dzień.
Zaintrygowało go jednak docelowe miejsce spotkania - Porthcurno. Pierwszy raz widział nazwę tego miejsca. Nie wiedział nawet gdzie to się dokładnie znajduje. Dopiero kiedy zasięgnął języka u swoich kompanów z ministerstwa, dowiedział się, że jest to niewielka miejscowość w Kornwalii. Tylko dlaczego akurat tutaj? Nie mogło to być cokolwiek innego? Mało miejsc na takie spotkania jest w Londynie czy nawet jego okolicach? Nie miał pojęcia ale za pewne będzie mu dane się o tym dowiedzieć w swoim czasie. Tak jak o innych kwestiach, które pozostały nierozwiązane po ostatniej nocnej pogawędce…
Wraz ze zmianą temperatury i pogody, zmieniło się również odzienie wierzchnie Borgina. Nie zamierzał on jednak rezygnować z płaszcza w jakiejkolwiek formie, a jedynie odpowiednie dopasować jego grubość do zaistniałej sytuacji. Jako, że słońce tego dnia świeciło w najlepsze, Stanley zdecydował się wybrać letnią wersję, która potrafiła go ochronić przed ewentualnym wiatrem ale tym samym nie zgrzać go na zabój.
Mając z tyłu głowy fakt, że Stella nienawidzi jak ktoś się spóźnia albo traktuje ją nie poważnie, wyszedł odpowiednio wcześniej ze swojego mieszkania i udał się na spotkanie. To w zasadzie dzięki niej i tylko dla niej oduczył się spóźniania. Gdyby nie natknęli się na siebie w trakcie tamtego koncertu, to po dziś dzień, Andrew nie byłby w stanie przychodzić na czas na umówione spotkania.
Borgin pojawił się na miejscu na dwie minuty przed wyznaczonym czasem. Na jego twarzy od razu zawitał uśmiech kiedy tylko ujrzał Avery w całej jej krasie. Wyglądała dokładnie tak jak zawsze - jak milion galeonów. Stanley nadal łapał się na tym, że potrafił doznać udaru mózgu w momencie, w którym spoglądał na nią po dłuższej bądź krótszej przerwie. To było jak swego rodzaju czar, który zawsze kończył się tak samo - całkowitym odcięciem świadomości u Stanleya.
Podszedł do Stelli, a następnie podwinął swój rękaw i spojrzał na zegarek. Podniósł wskazujący palec od swojej prawej dłoni aby pokazać, że jeszcze nie czas. Przyglądał się wskazówkom przez dobrą minutę, aż wybiła pełna godzina - Jestem - odparł uderzając dwa razy tarczkę, a chwilę później poprawił płaszcz w celu schowania zegarka - Wyglądasz zjawiskowo… - pokiwał głową - Ale to nic nowego zresztą - przyznał - Mam nadzieję, że tam nie spadnie na nas żadna zamieć śnieżna - zaśmiał się, specjalnie odnosząc się do ich ostatniego spaceru kiedy to zastała ich nieprzyjemna pogoda. Z drugiej strony gdyby nie taki obrót spraw, to niektóre rzeczy zostały by nie wyjaśnione po dziś dzień - Jestem gotowy, a Ty? - zapytał. W końcu mieli jakieś plany, a stanie tutaj i wpatrywanie się w siebie, na pewno nie należało do ich realizacji.
Borgin wiedział, że mają swego rodzaju umowę. W miejscach publicznych byli tylko znajomymi, których nic nie łączyło, dlatego nawet nie wykonał żadnego innego gestu w jej kierunku. A z nimi już się zaczął przecież powoli oswajać…
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972