Gniew i gwałtowność urastały w niej do rangi gargantuicznej; uśmiech rozlewający się pod maską świadczył o niemej ekstazie – nie musiała mówić nic, same jej ruchy, dynamiczne i pewne siebie, stanowiły o motywacji i głęboko osadzonej egzaltacji. Choć drobna, tonąca wręcz w czerni szaty, zawierała w swojej fizjonomii coś niebezpiecznego; coś, co nakazywało się bać.
Prawdopodobnie dlatego różdżkę uniosła z niebanalną pewnością siebie, nie bacząc na krzywdę – w gruncie rzeczy przecież, to do niej dążyła w prozie codzienności, jak i w poprzetykanymi gwiezdnymi wyjątkami sytuacjom. Spojrzała na swego towarzysza, kiwając mu delikatnie głową; dosłownie sekundy przed tym, jak dwójka mężczyzn wyłoniła się spomiędzy popiołu i dymu. Chaos, roztaczający coraz szersze kręgi, mile mościł się w umyśle.
– Och, litości – sarknęła, słysząc otwarte wyzwanie do pojedynku.
Jej dłoń jedynie zacisnęła się odrobinę mocniej na rękojeści, trąc palcem jej fakturę. Pierwsze zaklęcie, z kanonu zauroczeń, świsnęło w powietrzu – jeśli się udało, ofiara miała poczuć absurdalny strach; nieukierunkowany i gwałtowny, wzierający w umysł, siejący ziarno niepewności, skłaniający ku klęknięciu. Dotykał najgłębszych meandrów umysłu, jego najszczerszych aberracji.
Sukces!
Niezależnie od skutków zaklęcia, machnęła po raz kolejny różdżką. Chaos rozgrywający się dookoła, mile drażnił zmysły – w gruncie rzeczy to tego potrzebowała, zupełnej anarchii, bezprawia i krzywdy.
– Crucio – rzekła, mierząc w kierunku mężczyzny.
Akcja nieudana