Zamieszanie było coraz większe. Zaklęcia fruwały w powietrzu. Heather zaczęła czuć się nieswojo. Kobieta oberwała czarem, już mieli jej pomóc, jednak nie mogli. Podłoże się zakołysało, piach był wszędzie, musieli zignorować potrzebującą pomocy, aby uratować siebie. Nie był to łatwy wybór.
Jakimś cudem udało im się odskoczyć, lądowanie jednak nie było takie efektowne, gdyż siła z jaką uderzyła w nich eksplozja była ogromna - wylądowali na ziemi. Nie było to specjalnie przyjemne.
Wood postanowiła podnieść się na nogi, trzymała w ręku różdżkę, bardzo pewnie, wiedziała, że nie może wypuścić jej z dłoni. Rozejrzała się wokół, aby zobaczyć, w jakimś stanie są jej towarzysze. - Charlie, Ty krwawisz. - Zapomniała o tym, że już nie jest Charliem, tylko Julkiem, że nie powinna się w ten sposób do niego zwracać, chociaż czy ktoś właściwie by to usłyszał? W tym zamieszaniu. Powątpiewała. Emocje, które się w niej kłębiły powodowały, że rozsądek zaczął się oddalać, nie umiała myśleć chłodno w sytuacji w jakiej się znalazła.
Dostrzegła też kapłana, nieprzytomną czarodziejkę, wszędzie była ziemia, chaos, ludzie nie mieli pojęcia co robić. Zaczęła się denerwować, bała się, że nie podoła, że sobie nie poradzi, że jest zbyt słaba. Wzięła głęboki oddech. Wiedziała, że to nie wróży nic dobrego. Musiała się ogarnąć i zacząć pomagać potrzebującym.
Na domiar złego, pojawiła się kolejna postać, która na pewno nie miała dobrych zamiarów. Musieli działać, tylko, że Heather Wood popłynęła, albo nie, klątwa o sobie przypomniała. Przymknęła oczy, czekając jak na wyrok, starała się jednak zapanować nad tym wszystkim.
Sukces!