Zauważył uśmiech, który pojawił się na twarzy Stelli. Zresztą ciężko go było nie zauważyć, trzeba byłoby być prawdziwym ignorantem aby tego nie dokonać. Uśmiech, który rozpromienił jej buzię był niczym świecące słońce, które miało umilić im dzisiejszy dzień.
Oni chyba już tak po prostu na siebie działali. Nie ważne co by się stało, zawsze dopisywał im dobry humor. A przynajmniej wtedy kiedy byli ze sobą. Nawet w sytuacji kiedy Stanley wpadał na jakieś genialne pomysły, aby przyjść ją nagabywać w środku nocy, to i tak zawsze kończyło to się pozytywnie.
Borgin zastanawiał się przez krótką chwilę skąd to lekkie zamieszanie u Stelli spowodowane jego komplementem. To nie był pierwszy, a na pewno też nie ostatni raz kiedy zamierzał ją pochwalić. Robił to przy każdej możliwej okazji, podkreślając jej różne zalety. Najczęściej jednak skupiał się na tym, co go onieśmielało - jej wyglądzie. Prawdę mówiąc, to znali się już trochę, kojarzyli swoje pewne zachowania. Nigdy wcześniej jednak się nad tym zbytnio nie zastanawiał. Nie miał także zamiaru aby teraz się nad tym rozwodzić. Miał teraz inne problemy na głowie.
Głównym z nich była nazwa miejscowości do której mieli się udać. Zapamiętał, że jest to coś związane z jakimś Portem. Nie do końca jednak wiedział jaki jest drugi człon nazwy punktu docelowego. Jedyne co miał w głowie to Portsmouth. Zdawał sobie sprawę, że to raczej nie było to, ponieważ wymienione miasto mieściło się na południu Anglii, a nie w Kornwalii.
Na całe szczęście nie musiał się długo nad tym rozwodzić. Usłyszał jak Stella wymawia po cichu Porthcurno - Porthcurno, Porthcurno… - powtórzył od razu na głos, aby przypadkiem nie zapomnieć. Nabrał garść proszku Fiuu, który sekundę później wylądował w kominku. Pewnym krokiem wszedł w bezwonny, szmaragdowy ogień i wyraźnie wypowiedział Porthcurno, starając się powiedzieć jak najdokładniej, aby przypadkiem nie trafić w inne miejsce.
Podróż odbyła się bez zbędnych komplikacji, głównie dlatego, że po prostu nazwa docelowego miejsca została wypowiedziana poprawnie. Kiedy się przeniósł, panna Avery już na niego czekała. Stanleyowi wydawało się jakby była troszkę zniecierpliwiona tym wszystkim. Teraz jednak mogli w końcu odsapnąć od piekła dnia codziennego. W końcu byli daleko od swoich domów, z dala od setek gapiów, którzy oceniali każdy ich krok. Mieli po prostu siebie oraz miłe popołudnie do spędzenia.
Pierwszym co uderzyło Borgina na miejscu był fakt, że było tutaj rześko. Z drugiej strony czy można było się dziwić, skoro znajdowali się przy samym morzu? Po kilku kolejnych krokach w nieznane, poczuł wewnętrzny spokój, który zaczął rozchodzić się po jego całym ciele. Nie do końca wiedział czym było to spowodowane. Tym, że w końcu będzie mógł odpocząć od zgiełku Londynu? A może jednak tym, że panna Avery złapała go za rękę?
- Jedno miejsce? - zapytał zaciekawiony. Może Stella miała tutaj swoje ulubione miejsce w którym mogła się w pełni oddawać malarstwu? - Nie przekonamy się o tym, dopóki mnie tam nie zaprowadzisz i mi go nie pokażesz - stwierdził zgodnie z prawdą - Wtedy wydam swój werdykt, pasuje? - zaproponował. Dla Stanleya, jego pomysł wydawał się idealny. Obie strony będą w takim wypadku zadowolone.
Przeszli może z dwieście lub trzysta metrów zanim Borgin się zatrzymał, a następnie puścił jej rękę - Chyba o czymś zapomniałaś… - powiedział oburzonym głosem, a raczej starał się to powiedzieć. Jego umiejętności aktorskie w porównaniu do niej, były niczym. Mimo wszystko spróbował swoich sił w tej nierównej walce. Uniósł lekko głowę do góry jakby właśnie się obraził. Wzrokiem również uciekł na bok. O ile te trzy pierwsze rzeczy przyszły mu bez większych problemów, tak nie potrafił zmyć ze swojej twarzy uśmiechu. Starał się, aby na jego buzi zagościł smutek i gniew - jednak bezskutecznie. Nie zrezygnował jednak ze swojej gry.
Panna Avery o czymś zapomniała, a Stanley poczuł się tym co najmniej lekko urażony. Jego zachowanie przypominało teraz rozwydrzonego sześciolatka, któremu odmówiło się kolejnej zabawki ze sklepu, pomimo faktu, że posiadał cztery inne. Według niego były pewne standardy i nie zamierzał ich teraz zaprzepaszczać. Tym bardziej, że byli tutaj sami, bez innych gapiów.
Aby ją lekko naprowadzić na to co zrobiła źle, nachylił się lekko jako, że był od niej wyższy i wskazał palcem swój policzek. Nadal jednak nie udało mu się pozbyć tego uśmiechu. Koniec końców wyglądał jakby przed sekundą zjadł pół cytryny i walczył z kwaśnym smakiem, który zagościł w jego kubkach smakowych.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972