Skinął powoli głową. Czyli nagły wypadek? Świetnie. Czyli raczej nie chodziło o problem ze zmagazynowaniem jakiegoś przedmiotu lub problem z szeroko rozumianym nawiedzeniem. Takich spraw Brenna pewnie nie przyjmowała. Nie, ona pewnie brała na siebie tylko sprawy wielkiego kalibru. Jak to dobrze, że nie operuje międzynarodowo, pomyślał, wyobrażając sobie Longbottom, gdy ta podróżuje od jednego miejsca kryzysu do drugiego.
— Nie jest to niemożliwe — stwierdził rzeczowo Sebastian. Spędził dłuższą chwilę na odpowiednim sformułowaniu swych słów w głowie, żeby nie wdawać się w zbędne dla jego gości specjalistyczne zagadnienia. — Niektóre przedmioty mogą pochwycić duszę, czy też fragment jej energii, ale może to też wystąpić naturalnie. Tylko wtedy to dusza przyczepia się do przedmiotu.
Po brutalnej, nagłej lub po prostu niezbyt spokojnej śmierci w świecie śmiertelników mógł pozostać swego rodzaju piętno. Ślad dawnej energii życiowej, która uczepiła się konkretnego obiektu lub miejsca, być może ważnego dla nieboszczyka, który porzucił już doczesną powłokę. Nie był to wyjątkowo powszechny fenomen, ale zdarzały się sytuacje, gdy przejście na przysłowiową „drugą stronę” nie należało do łatwych i prostych. Człowiek cierpiał, miał niedokończone sprawy, a czasami jeszcze wiele lat życia, które zostały mu odebrane, więc podświadomie trzymał się tego świata. A gdy egzystencja niespodziewanie dobiegała końca, pozostawały po nim swego rodzaju resztki.
— Aha. — Opuścił wzrok na słowa Stewarda, postanawiając nie kontynuować wyjątkowo kiepskiego żartu. I tak mu to dobrze nie wychodziło.
Kiedy Patrick zsunął materiał z czaszki, Sebastian momentalnie zrozumiał, że sprawa, z którą do niego przyszli nie pokrywała się z jego dotychczasowymi wyjaśnieniami. Czuł w kościach, że to nie jest zwykłe przywiązanie dawnej energii życiowej do pamiątki rodzinnej. To było coś dużo poważniejszego. Im dłużej spoglądał na czaszkę, tym większą odrazę czuł. Czy to był kryształ? Na Merlina, musiał to wykonać nadzwyczaj utalentowanych rzemieślnik. Nachylił się nad makabrycznym znaleziskiem Brenny i Patricka. Wbrew sobie poczuł zafascynowanie przedmiotem; chciał go dotknąć, zbadać, przeanalizować i... Wtedy z mglistych obłoczków wyłoniły się ludzkie twarze. Macmillan momentalnie się cofnął, ściągając okulary, jednak zaraz znowu je wsunął.
— Dobra Matko — wyszeptał, mrucząc pod nosem słowa jednej z najbardziej powszechnych modlitw kowenu. Wbił zaniepokojone spojrzenie w Patricka i Brennę. — Gdzie wyście to znaleźli? — Zamilkł na chwilę, pozwalając sobie na chwilę refleksji. — I nie mam na myśli samej lokalizacji, a raczej okoliczności znalezienia tego czegoś.
Ponownie nachylił się nad stołem, starając się rozeznać w tym, co właściwie przed nim leżało. Misternie wykonany przedmiot, w kształcie ludzkiej czaszki. Tylko czy na pewno tylko kształcie? Może bazę stanowiła faktycznie czaszka, którą dopiero później pokryto kryształem w ramach procesów rzemieślniczych kowalstwa czarodziejów lub nawet goblinów? Sebastian poczuł dreszcze na plecach. Mgiełka ponownie się rozwiała, ukazując mu kolejne twarze ludzi. Próbował się doliczyć, jak wiele ich jest, ale przy liczbie osiem stracił rachubę. Twarze przewijały się przez wnętrze czaszki i co chwilę znikały, zastąpione przez kolejnych więźniów artefaktu. Doprawdy makabryczne. Czy oni byli świadomi?
Pomimo tego, że już od dobrych kilku lat zajmował się sprawami z pogranicza świata żywych i umarłych, tak rzadko kiedy maczał palce w praktycznych zastosowaniach magii z dziedziny nekromancji. Było temu zdecydowanie zbyt blisko do czarnej magii, a ten „okaz” wręcz nią kipiał. Nie potrzebował informacji na temat tego, jak dusze znalazły się w środku; sam fakt, że ktoś przygotował obiekt będący w stanie pomieścić tak ogromne ilości energii nieżywych, sugerował niecne intencje. Liczył, że Longbottom i Steward rozwieją część tej tajemnicy, opowiadając o tym, jak właściwie dotarli do tego artefaktu.
— Wygląda mi to na naczynie. Wyjątkowo potężne i wytrzymałe, skoro jest w stanie podtrzymać tak duże ilości energii. I to na dodatek w żaden sposób nie uśpionej — Wskazał na przemieszczające się w czaszce twarze ludzi. — To w pełni aktywny czarno-magiczny artefakt. Nie wiem, czy pełni tylko funkcję więzienia, czy też magazynu energii magicznej. Na pewno nie jest bezpieczny. — Przenosił wzrok ciemnych oczu z Brenny na Patricka. Niespodzianka. Czarna Magia to nie zabawa. — Gdyby przekształcić to, co tam zamknięto w konkretny rodzaj magii... Nie wiem, chyba mogłoby wzmocnić potencjalnego właściciela. Lub wzmocnić jego magię.
Nie zdołał się doliczyć tego, jak wielu nieszczęśników zostało tam zamkniętych, jednak im większa liczba... Tym większe i bardziej widowiskowe efekty. Powstrzymał się od dywagacji, czy czaszka mogłaby zostać wykorzystana jako magiczna bomba, czy wyjątkowo potężny ładunek magiczny. Przez jego ciało ponownie przeszedł dreszcz. Jeśli Ci ludzie byli świadomi swego losu, to nie można było po prostu zamknąć tego przedmiotu w magazynie. Należało najpierw ich stamtąd wydostać i upewnić się, że nie zostaną rozpędzeni na cztery wiatry.
— Przede wszystkim trzeba pozbyć się dusz... duchów... czy jakkolwiek inaczej chcecie to nazwać. Każda odesłana osoba, to mniejsze zagrożenie — tłumaczył z początku cichym głosem, który nabierał na siłę wraz z długością monologu. — Można spróbować ich stamtąd dosłownie wypędzić siłą, ale to wcale nie umniejszy ich cierpienia. Albo uciekną, albo trzeba będzie je zamknąć w innym naczyniu, dopóki nie nadarzy się okazja, żeby je odprawić podczas sabatu.
Zasznurował usta, zerkając na wiszący na ścianie kalendarz. Był kwiecień, Beltane za pasem. Teoretycznie mogliby spróbować wtedy, ale dawało im to minimalny margines na przygotowanie czegokolwiek. To nie były egzorcyzmy na jednego ducha, a co najmniej dziesięciu. Samo przejrzenie zabezpieczeń, przygotowanie rytuału, inkantacji sprawi, że ledwo się wyrobią na ten termin. Samhain?, przeszło mu przez myśl. Zaczął ważyć poszczególne za i przeciw, chociaż na horyzoncie majaczył mu kolejny – jeszcze bardziej skomplikowany pomysł.
— Cóż, jest jeszcze... Ale czy to aż tak poważne? Dużo pracy — mruczał pod nosem, nie do końca świadomy tego, że jego goście doskonale go słyszą i rozumieją.