03.04.2023, 05:12 ✶
Przekrzywił głowę, w zaciekawieniu przyglądając się niecodziennemu zachowaniu drugiego chłopaka. Bardzo szybko usprawiedliwił to szokiem, jaki ten musiał przeżyć przy spotkaniu z początku, z tego co mówił, przepięknej istoty, która okazała się zdradziecką szprotką ze zbyt ostrymi zębami.
- Toś jej powiedział, nie ma co. Myślę, że tak się przestraszyła, że wyniesie się z kraju, albo przynajmniej zbierze manatki i zasiedli inne bajoro - parsknął pod nosem i zaśmiał, nie potrafiąc powstrzymać się od celnego, ironicznego komentarza. Nie powiedział tego w żadnej złej intencji, ot wolał się z sytuacji naigrywać niż pogrążać się w zmartwieniu. Szturchnął delikatnie ramie drugiego chłopaka, chcąc mu tym przekazać, aby zbytnio się nie nadąsał, bo to dopiekł mu tylko w koleżeński sposób.
- Kupisz mi kiedyś drinka. Albo pięć, zależy od sytuacji - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, odrobinę chochliczym, jakby sama ta propozycja była zaproszeniem na popijawę, której ten świat nie widział. W oczach Juliena zapaliły się też ogniki, których wcześniej nie można było w nich dostrzec, zupełnie jakby sama wzmianka dobrej zabawy przy alkoholu sprawiała, że już brał nogi za pas, aby przekraczać próg lokalu.
Prawda była, jednak, odrobinę inna. Absolutnie nie wiedział w jaki sposób, ktokolwiek miałby się za coś takiego odwdzięczyć, a nie chciał obarczać Theodore'a jakimś abstrakcyjnym długiem. W końcu uratował go bezinteresownie, zrobiłoby to też dla kogokolwiek innego, kto padłby ofiarą tej łuskowatej szkarady.
- A ta, dobrze, że wspominasz, zapomniałby o swojej kurtce, na gacie Merlina - mruknął pod nosem i korzystając z faktu, że wciąż nie schował różdżki, przywołał rzeczy z pomostu. Samemu niezbyt chciało mu się wyprawiać w drogę po drewnianych deskach, co jeżeli ta paskuda zechce jednak się zemścić? Nie, aby miał sobie z nią nie poradzić, ale dopiero co wysuszył ubrania i włosy... A dla tych byłoby niezdrowo, aby tak je ciągle moczyć i suszyć bez użycia szamponu czy odżywki. Co jak co, ale o fryzurę dbał.
Wręczył ubrania drugiemu chłopakowi i dał mu chwilę, aby ten się z nimi oporządził. Sam zarzucił na siebie kurtkę, delektując się przez chwilę ciepłem, jaki dawał jej materiał na zmarzniętych od nurkowania w wodzie, ramionach.
- To twój szczęśliwy dzień, zdałem teleportację z wyróżnieniem. Powiedz mi tylko, w jakiej okolicy mieszkasz - dopytał i jeżeli dostał współrzędne, jakie kojarzył to złapał swojego towarzysza pod ramie, gdy ten był gotowy, aby zaraz po tym aportowali się z polany z charakterystycznym pyknięciem.
- Toś jej powiedział, nie ma co. Myślę, że tak się przestraszyła, że wyniesie się z kraju, albo przynajmniej zbierze manatki i zasiedli inne bajoro - parsknął pod nosem i zaśmiał, nie potrafiąc powstrzymać się od celnego, ironicznego komentarza. Nie powiedział tego w żadnej złej intencji, ot wolał się z sytuacji naigrywać niż pogrążać się w zmartwieniu. Szturchnął delikatnie ramie drugiego chłopaka, chcąc mu tym przekazać, aby zbytnio się nie nadąsał, bo to dopiekł mu tylko w koleżeński sposób.
- Kupisz mi kiedyś drinka. Albo pięć, zależy od sytuacji - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, odrobinę chochliczym, jakby sama ta propozycja była zaproszeniem na popijawę, której ten świat nie widział. W oczach Juliena zapaliły się też ogniki, których wcześniej nie można było w nich dostrzec, zupełnie jakby sama wzmianka dobrej zabawy przy alkoholu sprawiała, że już brał nogi za pas, aby przekraczać próg lokalu.
Prawda była, jednak, odrobinę inna. Absolutnie nie wiedział w jaki sposób, ktokolwiek miałby się za coś takiego odwdzięczyć, a nie chciał obarczać Theodore'a jakimś abstrakcyjnym długiem. W końcu uratował go bezinteresownie, zrobiłoby to też dla kogokolwiek innego, kto padłby ofiarą tej łuskowatej szkarady.
- A ta, dobrze, że wspominasz, zapomniałby o swojej kurtce, na gacie Merlina - mruknął pod nosem i korzystając z faktu, że wciąż nie schował różdżki, przywołał rzeczy z pomostu. Samemu niezbyt chciało mu się wyprawiać w drogę po drewnianych deskach, co jeżeli ta paskuda zechce jednak się zemścić? Nie, aby miał sobie z nią nie poradzić, ale dopiero co wysuszył ubrania i włosy... A dla tych byłoby niezdrowo, aby tak je ciągle moczyć i suszyć bez użycia szamponu czy odżywki. Co jak co, ale o fryzurę dbał.
Wręczył ubrania drugiemu chłopakowi i dał mu chwilę, aby ten się z nimi oporządził. Sam zarzucił na siebie kurtkę, delektując się przez chwilę ciepłem, jaki dawał jej materiał na zmarzniętych od nurkowania w wodzie, ramionach.
- To twój szczęśliwy dzień, zdałem teleportację z wyróżnieniem. Powiedz mi tylko, w jakiej okolicy mieszkasz - dopytał i jeżeli dostał współrzędne, jakie kojarzył to złapał swojego towarzysza pod ramie, gdy ten był gotowy, aby zaraz po tym aportowali się z polany z charakterystycznym pyknięciem.
Koniec sesji
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you