03.04.2023, 05:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2023, 05:50 przez Julien Fitzpatrick.)
Ludzie uciekali w popłochu, gdzieś w tle znów słuchać było wybuchy, do tego stopnia, ze stojąca przed nimi grupka spojrzała po sobie, jakby zastanawiali się czy może nie wziąć nóg za pas.
- Co, strach was obleciał? Przyszliście narobić rabanu a okazało się, że możecie za mocno dostać w te puste łby cegłą? - parsknął, wyśmiewając swoich przeciwników. W tym momencie był już po prostu rozjuszony, widział, że Heather tak samo, więc nie próżnował. Żle zrobił, bo zaraz świsnęło w jego stronę zaklęcie i gdyby nie popchnęła go akurat przepychająca się tędy kobieta skończyłoby się gorzej niż rozcięciem na ramieniu.
Rzucony czar uderzył za to w budynek za nimi i sprawił, że witryna szyby rozbiła się w drobny mak, a szkło opadło na stojących najbliżej ludzi, którzy zaczęli krzyczeć i odsuwać się w popłochu.
Ktoś z impetem wpadł w jednego z przeciwników, porywając go z tłumem. Teraz byli 'na równi', dwójka przeciwko dwójce.
Charles nie uważał jednak, aby taka walka była jakkolwiek dobra i logiczna, ledwo był w stanie utrzymać się blisko Wood, jeżeli zaczęliby rzucać zaklęciami, unikać ich, nie dość, że mogliby trafić w niewinnych, uciekających protestujących, to jeszcze zapewne zgubiliby się w tłumie lub ten poniósłby ich w dwie przeciwne części ulicy.
- A co z tą twoją miotłą? Ona chyba się ciebie słucha jak pies gończy, co? - dopytał, bo to było jedyne, co przychodziło mu do głowy. Jednocześnie rzucił zaklęcie tarczy, osłaniające ich od kolejnych ataków.
Ich przeciwnicy wydawali się teraz zbyt zajęci bronieniem swoich czterech liter i chociaż Rookwood złapał jeszcze nienawistne, przepełnione chęcią zemsty spojrzenie jednego z nich, tak bardzo szybko stracił go z pola widzenia.
Ramie mu krwawiło, ale pulsująca w żyłach adrenalina powodowała, że mało zwracał na to uwagę. Przetarł je jedynie dłonią i wytarł czerwoną maź o materiał ciemnych spodni.
- Lubiłem tę koszulkę, znajdę tę mendę i rozedrę mu jego ulubioną - sarknął, jakby ubranie było w tym momencie najważniejsze.
Zaraz zmarszczył brwi.
- No co? Nie dlatego, że chce oglądać go nago! Może to trochę też, ale głównie chodzi o zemstę! - zaczął się tłumaczyć.
Huczało mu w uszach, odgłosy tłumu wydawały się przyćmione. Prawdopodobnie raniące go zaklęcie powodowało swoim świstem, w połączeniu z głośnymi wybuchami, że bębenki uszu średnio to wytrzymywały. Mówił bardzo głośno, gdy zwracał się do Heather, nawet krzyczał. Fakt, było to w tej sytuacji potrzebne, ale nie aż tak. Dziewczyna na pewno mogła się zorientować, że trochę przygłuchł.
- Co, strach was obleciał? Przyszliście narobić rabanu a okazało się, że możecie za mocno dostać w te puste łby cegłą? - parsknął, wyśmiewając swoich przeciwników. W tym momencie był już po prostu rozjuszony, widział, że Heather tak samo, więc nie próżnował. Żle zrobił, bo zaraz świsnęło w jego stronę zaklęcie i gdyby nie popchnęła go akurat przepychająca się tędy kobieta skończyłoby się gorzej niż rozcięciem na ramieniu.
Rzucony czar uderzył za to w budynek za nimi i sprawił, że witryna szyby rozbiła się w drobny mak, a szkło opadło na stojących najbliżej ludzi, którzy zaczęli krzyczeć i odsuwać się w popłochu.
Ktoś z impetem wpadł w jednego z przeciwników, porywając go z tłumem. Teraz byli 'na równi', dwójka przeciwko dwójce.
Charles nie uważał jednak, aby taka walka była jakkolwiek dobra i logiczna, ledwo był w stanie utrzymać się blisko Wood, jeżeli zaczęliby rzucać zaklęciami, unikać ich, nie dość, że mogliby trafić w niewinnych, uciekających protestujących, to jeszcze zapewne zgubiliby się w tłumie lub ten poniósłby ich w dwie przeciwne części ulicy.
- A co z tą twoją miotłą? Ona chyba się ciebie słucha jak pies gończy, co? - dopytał, bo to było jedyne, co przychodziło mu do głowy. Jednocześnie rzucił zaklęcie tarczy, osłaniające ich od kolejnych ataków.
Ich przeciwnicy wydawali się teraz zbyt zajęci bronieniem swoich czterech liter i chociaż Rookwood złapał jeszcze nienawistne, przepełnione chęcią zemsty spojrzenie jednego z nich, tak bardzo szybko stracił go z pola widzenia.
Ramie mu krwawiło, ale pulsująca w żyłach adrenalina powodowała, że mało zwracał na to uwagę. Przetarł je jedynie dłonią i wytarł czerwoną maź o materiał ciemnych spodni.
- Lubiłem tę koszulkę, znajdę tę mendę i rozedrę mu jego ulubioną - sarknął, jakby ubranie było w tym momencie najważniejsze.
Zaraz zmarszczył brwi.
- No co? Nie dlatego, że chce oglądać go nago! Może to trochę też, ale głównie chodzi o zemstę! - zaczął się tłumaczyć.
Huczało mu w uszach, odgłosy tłumu wydawały się przyćmione. Prawdopodobnie raniące go zaklęcie powodowało swoim świstem, w połączeniu z głośnymi wybuchami, że bębenki uszu średnio to wytrzymywały. Mówił bardzo głośno, gdy zwracał się do Heather, nawet krzyczał. Fakt, było to w tej sytuacji potrzebne, ale nie aż tak. Dziewczyna na pewno mogła się zorientować, że trochę przygłuchł.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you