03.04.2023, 09:04 ✶
Brenna prawdopodobnie powinna się bać Voldemorta. I bała się owszem, ale nie tyleż stania naprzeciwko niego – ile tego, co stanie się, gdy czarnoksiężnik skończy tu to, po co przyszedł. Zwłaszcza, że jakieś naprawdę silne zaklęcie zdołało odepchnąć ich wszystkich od serca polany, od Voldemorta oddzielił ich ogień, a potem ktoś próbował wygasić ognie Beltaine… i te zapłonęły ponownie.
Póki płonęły te cholerne katalizatory, czymkolwiek by nie były, nie zdołają go powstrzymać. Brenna przez jakąś sekundę po prostu stała, niepewna – próbować rzucać czarami w czarny ogień, by spróbować go ugasić, czy może faktycznie postarać się pozbyć miejsc, z których wyłaniały się czerwone światła? Wiedziała, że rozproszenie zadziałało…
- Rozproszenie działa na tę magię – powiedziała, podnosząc głos, kierując słowa do Alastora, Danielle i Atreusa. – Dwie osoby mogą próbować rozproszenia, Dani jest w tym dobra, a ktoś ich osłaniać… A tam… Jeśli nie uda się tego rozproszyć, mam eliksir. Być może z nim uda mi się przez to przejść – stwierdziła. Co miała na myśli przez „tam” było aż nadto jasne: czarny ogień, i kryjących się za nim śmierciożerców oraz Voldemorta. Pytaniem pozostawało, czy ogień, podobnie jak same ogniska Beltaine, po zgaszeniu nie wybuchnie z nową mocą znowu – nie wiedziała w końcu, czy i jego coś nie podsycało. Brenna jednak miała eliksir chroniący przed ogniem, a nawet dwie (czy raczej trzy, bo dla siebie podwójną) porcje… I chociaż nie była aż tak szalona, by uważać, że da radę wiele zrobić w pojedynkę po drugiej stronie, ale była gotowa spróbować przynajmniej spróbować kupić im trochę czasu.
- Poślij wiadomość do Patricka i Mavelle Bones, proszę. Żyjemy, działamy, próbujemy rozproszyć magię źródła w tym miejscu - zrelacjonowała krótko, wskazując kierunek. Nie wiedziała przecież, że ta dwójka jest razem i to ich grupa unieruchomiła jeden z kamieni. Przez ten pył niewiele widziała.
Póki płonęły te cholerne katalizatory, czymkolwiek by nie były, nie zdołają go powstrzymać. Brenna przez jakąś sekundę po prostu stała, niepewna – próbować rzucać czarami w czarny ogień, by spróbować go ugasić, czy może faktycznie postarać się pozbyć miejsc, z których wyłaniały się czerwone światła? Wiedziała, że rozproszenie zadziałało…
- Rozproszenie działa na tę magię – powiedziała, podnosząc głos, kierując słowa do Alastora, Danielle i Atreusa. – Dwie osoby mogą próbować rozproszenia, Dani jest w tym dobra, a ktoś ich osłaniać… A tam… Jeśli nie uda się tego rozproszyć, mam eliksir. Być może z nim uda mi się przez to przejść – stwierdziła. Co miała na myśli przez „tam” było aż nadto jasne: czarny ogień, i kryjących się za nim śmierciożerców oraz Voldemorta. Pytaniem pozostawało, czy ogień, podobnie jak same ogniska Beltaine, po zgaszeniu nie wybuchnie z nową mocą znowu – nie wiedziała w końcu, czy i jego coś nie podsycało. Brenna jednak miała eliksir chroniący przed ogniem, a nawet dwie (czy raczej trzy, bo dla siebie podwójną) porcje… I chociaż nie była aż tak szalona, by uważać, że da radę wiele zrobić w pojedynkę po drugiej stronie, ale była gotowa spróbować przynajmniej spróbować kupić im trochę czasu.
- Poślij wiadomość do Patricka i Mavelle Bones, proszę. Żyjemy, działamy, próbujemy rozproszyć magię źródła w tym miejscu - zrelacjonowała krótko, wskazując kierunek. Nie wiedziała przecież, że ta dwójka jest razem i to ich grupa unieruchomiła jeden z kamieni. Przez ten pył niewiele widziała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.