03.04.2023, 10:05 ✶
Cathal omal się nie roześmiał – głównie przez nieświadom zapewne dobór słów panny Flint. Bo jeśli szło o „znalezienie wspólnego języka” to wszyscy Shafiqowie byli w tym bardzo dobrzy. Zdołał jednak utrzymać poważny wyraz twarzy. Jego śmiech w końcu mógłby zostać źle zrozumiany.
- Trudno mi powiedzieć, bo obawiam się, że jedyny Castiel, o jakim słyszałem, to archanioł – powiedział Shafiq po chwili milczenia: krótkie zawieszenie, może nieco nienaturalne dla kogoś, kto nie wiedział, jak działa choroba Milforda, gdy jego umysł przetwarzał ciąg skojarzeniowy z imieniem Castiel, wszystkie jego warianty, występowania, patronaty . Interesował się historią i kulturami, a to obejmowało także tę mugolską i ich religie. Niezbędna wiedza w jego zawodzie.
- „Nie żałuję” zawsze uważałem za słowa szczególnie piękne. Na pewno oznaczają, że dobrze wybrałaś zawód. Chociaż pewnie bywa ciężki?
Napatrzył się na wielu czarodziejów i mugoli, którzy żałowali. Pół biedy, kiedy żal dotyczył rzeczy od nich niezależnych – gdy nie mieli możliwości wybrania zawodu dla siebie, kiedy spadła na nich jakaś choroba albo nieszczęście losu. Jeżeli jednak sami obrali drogę, a potem obracali się i z żalem myśleli o miniętych ścieżkach… Cal uważał, że niewiele było smutniejszych rzeczy.
- Przypadkowe potknięcie, oczywiście. A ja próbowałbym go złapać, ale wyślizgnął mi się z rąk. Bywam bardzo niezdarny – odparł Shafiq bez mrugnięcia okiem. Też spoglądał ku panu Moorowi. W jego oczach rozmawiająca z nim kobieta była raczej czystokrwistą, ale pewne doświadczenia i poglądy pchały ku określonemu postrzeganiu rzeczywistości. – Pan Leach z pewnością już przywykł do tego, że uszy pieką go stale. Niemal mu współczuję. Nawet gdyby nie ta choroba, te lata na urzędzie w wiecznej walce przeciwko niesprawdzonym pogłoskom musiały być dla niego wykańczające.
Niemal było jednak słowem kluczowym. Cathal rzadko znajdował w sobie współczucie dla zupełnie obcych ludzi, których nigdy nie widział na oczy.
- Pracuje nam mugolska ekipa, częściowo z Anglii, a z nimi pewien charłak. Poinformował, że jego zdaniem w grobowcu są przejścia ukryte magicznie, a kiedy zacząłem w tym grzebać, sprawa mnie zaintrygowała… Chociaż oczywiście mogę się mylić w tej kwesii. Więcej dowiem się na miejscu. O uzyskanie zgód dbają moi krewni. Wszystko pozostaje kwestią… odpowiednich umów w kwestii odkryć. Na całe szczęście, rzadko muszę się tym zajmować osobiście. – Bo mógłby naprawdę trafić go szlag. Cathal nie przepadał za biurokracją i wizytami w Ministerstwie Magii. Poza tym nie chciał uczyć się wszystkich możliwych przepisów na pamięć. Zajęłoby mu to kilka minut, ale potem zostałyby w jego głowie na zawsze.
Znów spojrzał na Cynthię i posłał jej uśmiech, odbijając się jednocześnie od barierki. Mogło mieć z tym coś wspólnego, że po drugiej stronie wejścia na taras stanęła ciemnowłosa czarownica w średnim wieku, spoglądająca na niego wymownie. Ją panna Flint mogła kojarzyć już z przyjęć. Lydia Shafiq. Jeśli szło o Cathala, wolałaby spędzić resztę wieczora tutaj, bo Cynthia była dużo ciekawszym i milszym dla oka rozmówcą niż tacy jak pan Moor, ale oto został przyłapany na ucieczce z sali bankietowej.
- Ciekawość, to ostatnia rzecz, za jaką powinnaś przepraszać – powiedział. – Dziękuję za fascynującą rozmowę, ale mina mojej ciotki sugeruje, że jeśli zostanę tu jeszcze przez pięć minut, nie uniknę tej kalarepy.
- Trudno mi powiedzieć, bo obawiam się, że jedyny Castiel, o jakim słyszałem, to archanioł – powiedział Shafiq po chwili milczenia: krótkie zawieszenie, może nieco nienaturalne dla kogoś, kto nie wiedział, jak działa choroba Milforda, gdy jego umysł przetwarzał ciąg skojarzeniowy z imieniem Castiel, wszystkie jego warianty, występowania, patronaty . Interesował się historią i kulturami, a to obejmowało także tę mugolską i ich religie. Niezbędna wiedza w jego zawodzie.
- „Nie żałuję” zawsze uważałem za słowa szczególnie piękne. Na pewno oznaczają, że dobrze wybrałaś zawód. Chociaż pewnie bywa ciężki?
Napatrzył się na wielu czarodziejów i mugoli, którzy żałowali. Pół biedy, kiedy żal dotyczył rzeczy od nich niezależnych – gdy nie mieli możliwości wybrania zawodu dla siebie, kiedy spadła na nich jakaś choroba albo nieszczęście losu. Jeżeli jednak sami obrali drogę, a potem obracali się i z żalem myśleli o miniętych ścieżkach… Cal uważał, że niewiele było smutniejszych rzeczy.
- Przypadkowe potknięcie, oczywiście. A ja próbowałbym go złapać, ale wyślizgnął mi się z rąk. Bywam bardzo niezdarny – odparł Shafiq bez mrugnięcia okiem. Też spoglądał ku panu Moorowi. W jego oczach rozmawiająca z nim kobieta była raczej czystokrwistą, ale pewne doświadczenia i poglądy pchały ku określonemu postrzeganiu rzeczywistości. – Pan Leach z pewnością już przywykł do tego, że uszy pieką go stale. Niemal mu współczuję. Nawet gdyby nie ta choroba, te lata na urzędzie w wiecznej walce przeciwko niesprawdzonym pogłoskom musiały być dla niego wykańczające.
Niemal było jednak słowem kluczowym. Cathal rzadko znajdował w sobie współczucie dla zupełnie obcych ludzi, których nigdy nie widział na oczy.
- Pracuje nam mugolska ekipa, częściowo z Anglii, a z nimi pewien charłak. Poinformował, że jego zdaniem w grobowcu są przejścia ukryte magicznie, a kiedy zacząłem w tym grzebać, sprawa mnie zaintrygowała… Chociaż oczywiście mogę się mylić w tej kwesii. Więcej dowiem się na miejscu. O uzyskanie zgód dbają moi krewni. Wszystko pozostaje kwestią… odpowiednich umów w kwestii odkryć. Na całe szczęście, rzadko muszę się tym zajmować osobiście. – Bo mógłby naprawdę trafić go szlag. Cathal nie przepadał za biurokracją i wizytami w Ministerstwie Magii. Poza tym nie chciał uczyć się wszystkich możliwych przepisów na pamięć. Zajęłoby mu to kilka minut, ale potem zostałyby w jego głowie na zawsze.
Znów spojrzał na Cynthię i posłał jej uśmiech, odbijając się jednocześnie od barierki. Mogło mieć z tym coś wspólnego, że po drugiej stronie wejścia na taras stanęła ciemnowłosa czarownica w średnim wieku, spoglądająca na niego wymownie. Ją panna Flint mogła kojarzyć już z przyjęć. Lydia Shafiq. Jeśli szło o Cathala, wolałaby spędzić resztę wieczora tutaj, bo Cynthia była dużo ciekawszym i milszym dla oka rozmówcą niż tacy jak pan Moor, ale oto został przyłapany na ucieczce z sali bankietowej.
- Ciekawość, to ostatnia rzecz, za jaką powinnaś przepraszać – powiedział. – Dziękuję za fascynującą rozmowę, ale mina mojej ciotki sugeruje, że jeśli zostanę tu jeszcze przez pięć minut, nie uniknę tej kalarepy.