Młodzieńczy bunt Stanleya przyniósł oczekiwane skutki. Może nie był to najbardziej efektowny sposób aby upomnieć się o swoje, ale na pewno było to efektywne - otrzymał to co chciał.
Za wszelką cenę starał się utrzymać swój grymas. Jednak bezskutecznie. Uśmiech mimowolnie zagościł na jego twarzy w momencie w którym poczuł muśnięcie na swoim policzku. Najpewniej udałoby mu się trwać dalej w swojej grze, gdyby Stella nie oparła się o niego. W takim przypadku nie pozostało mu nic innego jak radośnie się roześmiać.
- Okropna to może nie... - zamyślił się na chwilę - Chociaż może troszkę.. - odparł pokazując na palcach małą odległość, która miała to właśnie symbolizować. Nie pozostał dłużny pannie Avery i ucałował ją w czubek głowy - Oczywiście, że lepiej. Teraz wszystko jest na swoim miejscu - złapał ją ponownie za dłoń, ponieważ odkupiła swoje winy - Możemy ruszać w dalszą podróż - dodał i ruszył spacerowym tempem przed siebie.
- Jaki jest dokładny plan wycieczki, pani przewodnik? - zapytał z zainteresowaniem - Będą jakieś smoki po drodze? - spojrzał na nią aby zobaczyć jej reakcje. Nie miał w końcu pojęcia czego może się spodziewać. Tak naprawdę to pierwszy raz postawił swoją stopę w Kornwalii, więc tym bardziej nie wiedział co jest tutaj na porządku dziennym, a co nie. Do tej pory wydawało mu się, że były kwiaty o takiej nazwie... Ale za to też nie da sobie ręki uciąć, ponieważ najpewniej skończyłby bez jednej.
Dla Stanleya, jako naczelnego mieszczucha, to było czymś nowym - spędzanie czasu na świeżym powietrzu w całkowitym tego słowa znaczeniu. Wcześniejsze tego typu aktywności raczej odnosiły się do "świeżego" Londyńskiego powietrza. A teraz mógł napawać się pełnią dobroci jakie przygotowała na dzisiaj Avery. Odetchnął z ulgą, docenił ciszę oraz spokój, które tutaj panowały. Rozkoszował się każdym kolejnym wdechem morskiego powietrza. Napawał oczy dobrem flory, która ich otaczała. To było całkowicie inne życie. Powoli rozumiał dlaczego ludzie na starość uciekają z miast na takie odludzia.
Kiedy szli przed siebie, Borgin zaczął się zastanawiać czy to właśnie nie jest to czego mu brakuje w życiu. Może powinien częściej opuszczać rejony swojego miasta w celach rekreacyjno-turystycznych? Albo wyjechać na dwa tygodnie w nieznane mu dotąd rejony aby przeżyć przygodę życia i zregenerować trochę bateryjki? To były tylko niektóre z pytań, które zrodziły się w jego głowie. Dywagował jednak sam ze sobą na ten temat, ponieważ nie chciał przeszkadzać Stelli w jej odpoczynku.
- Daleko jeszcze? - zapytał jakby znowu obudził się w nim rozwydrzony bachor. Stanley nie miał problemu z dystansem jaki musieli pokonać. Skorzystał po prostu z okazji aby się trochę poprzekomarzać ze swoją przewodniczką. Wszak nie mogła mieć przecież za łatwo.
- Często tu bywasz? - spojrzał na swoją rozmówczynie, uważając jednak aby się przypadkiem nie przewrócić. Tego by jeszcze tylko brakowało, aby się przewrócił i sobie ten głupi ryj rozwalił.
- To wydaje mi się być idealnym miejscem aby siedzieć na emeryturze. Wiesz, kiedy już nic nie potrzebujesz od życia. Zdala od tego całego zgiełku i pośpiechu. Po prostu sobie człowiek siedzi i odpoczywa - stwierdził, dzieląc się ze Stellą swoimi przemyśleniami - Mieć taki mały domek na uboczu - lekko się rozmarzył - Tu domek, tu jakiś ogródek, w którym rosną haszcze nad którymi nie potrafię zapanować bo się w ogóle na tym nie znam - zaczął żywiołowo gestykulować, aby pokazać swój plan - Tutaj taki mały, kamienny murek, który oddziela od tego denerwującego sąsiada... - pokiwał głową - Specjalnie bym mu posadził jakieś wielkie krzaki, aby mu ciśnienie skakało przez to, że nasze badyle przechodzą na jego stronę - przedrzeźniał swojego nieistniejącego sąsiada. Mimo, że ten nie istniał, już zdążył mu dosyć solidnie zajść za skórę. Na całe szczęście nie musiał nic w związku z nim teraz robić.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972