Wood zdawała sobie sprawę, że samo to, że znaleźli te trupy to nie jest koniec sprawy, a dopiero jej początek. Udało im się poznać przyczynę anomalii, które pojawił się na Miglistych Mokradłach, teraz jednak czas znaleźć osobę, która była za to odpowiedzialna. Istotne było również sprawdzenie, czy w okolicy nie ma podobnych miejsc. Wood wolałaby jednak, żeby nie było. Na samo wspomnienie tego widoku, który ostatnio zastali robiło jej się niedobrze, nie mogła zapomnieć odoru, który unosił się znad zadzawki. Czuła, że ten widok będzie towarzyszył jej do śmierci.
Heather nie oponowała jednak, gdy Longbottom postanowiła zabrać ją ze sobą na oględziny. Zdecydowanie dużo bardziej lubiła pracę w terenie od tej za biurkiem, która okropnie ją nudziła. Z entuzjazmem więc zareagowała na informację, że idą do lasu. Nie zmieniła jej zdania nawet informacja o tym, że idą do Lasu Wisielców. Lepsze to niż papierologia.
Tym razem nie szła na oględziny jedynie ze swoją partnerką, dowiedziała się, że ma się z nimi tutaj pojawić aurorka - czyli sprawa naprawdę była dosyć poważna. Wood również nie wyglądała typowo jak brygadzistka, przynajmniej dzisiaj. Wiedziała, że miejsca jak to wymagają nieco innego stroju. Na stopach miała kalosze, gdyby wylądowały na jakichś bagnach, do środka wsadzone spodnie - zapewne dzwony, tyle, że nie było tego widać, gdyż buty je zasłaniały. Na wierzch narzuciła bordowy sweter - który idealnie pasował do jej włosów, tym razem zaplecionych w dwa, długie warkocze. Wzięła ze sobą też kurtkę, niefortunnie żółtą - przeciwdeszczowy płaszcz, przynajmniej będzie można ją dostrzec z daleka. Na plecach miała przypiętą miotłę, oczywiście, że przyleciała tutaj na niej - jak wiadomo nie znosiła teleportacji.
- Heather Wood. - Odparła z entuzjazmem i dosyć mocno uścisnęła dłoń aurorki. Poznawała coraz więcej osób z departamentu, co nawet jej się podobało. Miała możliwośc porównać sobie sposoby ich pracy.
- Nie jest to specjalnie atrakcyjne miejsce, ale widziałam gorsze. - Oczywiście chodziło jej o te nieszczęsne mokradła. Miała nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy, na samą myśl o trupach robiło jej się niedobrze.
- Dobrze, Mamo... - Odpowiedziała Brennie. Samo to, że mogła dzisiaj obserwować teren z góry, było dla niej ogromną przyjemnością, zdecydowanie lepiej czuła się będąc w powietrzu. - Było to potrzebne? - Spojrzała na siebie, żeby zobaczyć, jak wygląda efekt działania zaklęcia Brenny. Wood potrafiła manewrować w powietrzu, rozumiała jednak, że musiały zachować wszelkie środki ostrożności, pojawiło by się spore zamieszanie, gdyby ktoś ją zobaczył.
Usiadła więc na swojej miotle, odepchnęła się nogami od ziemi i wzbiła w powietrze. Leciała raczej nisko, zależało jej na tym, aby zobaczyć jak najwięcej.
Sukces!