Usłyszała dźwięk wydobywający się ze środka. Ktoś tam jeszcze był. Nie wszystko stracone, może akurat uda jej się kogoś uratować. Mimo swojego młodego wieku, panna Wood nie wahała się ani chwili. Miała w sobię odwagę, której mógł jej pozazdrościć niejeden dojrzały czarodziej.
Weszła do środka, najciszej jak tylko potrafiła. Jej przewagą było to, że napastnik nie miał pojęcia, że zamierza interweniować. Dostrzegła go, miotającego zaklęciami. Cholerny tchórz, zamaskowany, nie miał na tyle odwagi, żeby pokazać swoją twarz. Nie miała do niego ani krzty szacunku.
Spojrzała na podłogę, zauważyła różdżkę, która musiała należeć do czarownicy, która znajdowała się pod ladą. Nie miała się jak bronić, to wiele wyjaśniało. Wood ścisnęła mocno różdzkę w ręku, schyliła się jednak wcześniej po tą drugą, aby móc ją przekazać czarownicy. Nie zwlekała długo. Póki miała przewagę, a mężczyzna jej nie zauwazył machnęła różdżką i cicho powiedziała zaklęcie, które miało spowodować siłę, która go odepchnie od lady. Skupiła się na tym bardzo mocno. Nie mogła teraz zawieść. Musiała pokazać się z najlepszej strony, bo chodziło o życie niewinnej osoby. Heather zamierzała ją ocalić.
- Taki jesteś odważny, atakować bezbronnych! - Krzyknęła jeszcze, gdy zaklęcie mknęło w powietrzu. Musiała sobie z nim poradzić.
Nie przejęła się nawet specjalnie tym, że była tutaj sama, mężczyzna, który rozmawiał z nią przed wejściem najwyraźniej zrezygnował - nie każdy decydował się pomóc, kiedy w grę wchodziło ryzyko. Ona nie miała z tym najmniejszego problemu.