Z każdą minutą zamieszanie było coraz większe. Heather nie zamierzała dać sobie tutaj zrobić krzywdy, wiedziała, że Charlie na pewno ma podobne podejście. W końcu z ich trio to ta dwójka należała do tych niezbyt opanowanych i zawsze gotowych do walki. Wystarczyło krzywe spojrzenie, aby ich sprowokować. Nie będzie jej nikt Rookwooda obrażał, nie pozwoli na to.
- Zaraz będą spieprzać w podskokach. - Powiedziała jeszcze do swojego towarzysza niedoli. Sama Wood mocno trzymała różdzkę w ręku, jeszcze moment, a użyje siły. Zaklęcie, które zostało skierowane w Rookwooda na całe szczęście w niego nie trafiło, wylądowało na witrynie, gdzie stało trochę osób, szkło się posypało. Zaczęli panikować. Wood wyczarowała nad nimi tarczę, żeby przypadkiem nie dostali kolejnym.
Miała świadomość, że walka w tłumie nie była bezpieczna. Mogliby zrobić krzywdę nie tylko sobie, ale również wszystkim wokół. Tego zdecydowanie wolała uniknąć. Musieli stąd odejść, tylko, że w przypadku tłumu jaki ich otaczał nie wydawało się to być wcale takim prostym rozwiązaniem.
- Tak, miotła jest jak pies. - Potwierdziła jeszcze Charlesowi jak wygląda sytuacja. - Zniczu, chodź do mnie! - Powiedziała w eter, musieli chwilę zaczekać, aby miotła ich odnalazła.
Przeciwnicy znaleźli się w takim samym potrzasku jak ich dwójka. Chyba do obu stron dotarło, że pojedynkowanie się w tym tłumie nie ma najmniejszego sensu. - Cameron Cię poskłada, jak zawsze. - Rzuciła, gdy zobaczyła krew na ramieniu przyjaciela. - Tylko musimy jakoś się stąd wydostać.
Na całe szczęście miotła do nich nadleciała. Wood wyciągnęła rękę, aby ją złapać. Poczuła się zdecydowanie pewniej, gdy już miała ją w ręku. Wood usiadła na miotle, czekała, aż jej towarzysz się do niej dosiądzie. - Nie maż się, kupię Ci takich dziesięć. - Jakby to koszulka była teraz najważniejsza.
- Dlaczego Ty zawsze myślisz tym, co masz między nogami. - Pokręciła głową z rozczarowaniem. - Dobra, wskakuj Charlie, szkoda czasu. Musimy stąd jakoś wylecieć. - Była pewna, że sobie poradzi, nie w takich sytuacjach zdarzało jej się latać, a lata treningów robiły swoje.