Nie wszystko poszło tak, jak pójść powinno. Sytuacje, na całe szczęście, ratowała obecność innych zwolenników Czarnego Pana. Kolejnych Śmierciożerców znających plan, realizujących go krok po kroku. Słysząc pytanie zadane przez Corvusa, Theon nie zwlekał. Udzielił odpowiedzi z miejsca.
-Teren oczyszczony, bariera postawiona.- poinformował przy pomocy fal Chestera, nie tracąc czasu na przekazywanie mniej istotnych informacji. Nie było to odpowiednie miejsce ani czas na prowadzenie dłuższych rozmów. Zwłaszcza, że obok był On.
Obecności Voldemorta nie dało się pomylić z niczym innym.
Tylko czy to aby na pewno ona wiązała się z uczuciem energii przepływającej przez ciało?
Nie było czasu na pytania, na związane z tym wszystkim rozważania. Wszystko potoczyło się szybko. Cholernie szybko. Nagłe uczucie paniki, świadomość braku kontroli, potrzeba stawiania oporu, walki. Działo się coś, czego nie uwzględniały żadne plany; coś, o czym nikt wcześniej nikogo nie poinformował.
Czy ktokolwiek mógł podejrzewać, że przyjdzie nam się zmierzyć z takim rozwojem wydarzeń?
Ciężko było nie zwrócić uwagi na ogień. Na płomienie, w których kryły się wyglądające niekiedy wręcz groteskowo ludzkie twarze. Czy był to wpływ fioletowego dymu, czy może...
Zamrugał, odcinając się na moment od tego wszystkiego. Na moment wystarczająco długi, żeby w jego trakcie zaszły olbrzymie, a przy tym nie do końca zrozumiałe zmiany. Nie byli już na polanie, nie otaczały ich czarne płomienie, kurz i pył nie gryzł w gardła, dokoła nie było widać ludzi, którzy jeszcze kilkanaście minut temu świętowali Beltane.
Znaleźli się w zupełnie innym miejscu i cholera jedna wie, o co w tym wszystkim chodziło.