Cameron przytaknął smętnie. Fakt, jedyna córka Lupinów odziedziczyła po swoich przodkach całkiem spore pokłady empatii i opiekuńczości. Nie, żeby ta cecha nie był obecna u większej części rodu; w końcu cała trójka rodzeństwa robiła w różnych sektorach medycyny świata czarodziejów. Musieli mieć, chociaż minimalnie pozytywne podejście do ludzi, skoro pchali się do zawodu, gdzie trzeba było się wykazać zrozumieniem i praktycznie codziennie znosić ludzkie humory.
— Mam nadzieję, że w Londynie nic takiego się nie odpierdoliło — mruknął, dalej starając się poukładać w głowie zdarzenia z Beltane. Wybuchła jakaś panika, chyba były jakieś zaklęcia... Wstrząsnął nim dreszcz, gdy z odmętów pamięci wychyliły się ku niemu wspomnienia z Marszu Charłaków, gdy prawie został stratowany przez tłum. Na Merlina, oby w domu było wszystko dobrze. Tam była Cecylka. I Cedric. I rodzice. Pociągnął nosem.
Wbił wzrok w Norę, przyglądając się jej z profilu. Okrągła buzia tylko dodawała jej sympatyczności, chociaż okoliczności, w jakich się znaleźli, raczej nie należały do tych, w których mogłaby się wybitnie popisać swoim pozytywnym nastawieniem do świata. No, chyba że liczyć to, że po dosłownym „wywianiu” z sabatu zgodziła się pomóc pierwszemu napotkanemu duchowi. Cameron niby się szczycił, że ma nieco więcej instynktu samozachowawczego niż inni, a mimo tego dał się w to wszystko wciągnąć. Ach, te delikatne serca.
— Zaraz — Zmarszczył brwi, przechylając głowę, odsuwając się trochę do przodu i trochę do tyłu, jakby chciał uchwycić jakiś trudny do zauważenia szczegół aparycji szczegół. Było w jej oczach coś znajomego i to nie tylko z ostatnich kilku godzin. — Czy ty przypadkiem... Jak mówiłaś, że się nazywasz? Figg? Jesteś spokrewniona z Nicholasem Figgiem? — Uśmiechnął się szerzej na wspomnienie dawnego kolegi. — To twój... Brat? Kuzyn?
Przysłuchał się słowom ducha. Trudno było mu ocenić, jak ważne okażą się te informacje, kiedy już trafią do domku czarownica. Mimo wszystko lepiej było mieć jakiekolwiek wiadomości, niż nie mieć żadnych. Poza tym może faktycznie – chociaż raz – wszystko pójdzie jak z płatka i nie będą musieli nawet narażać się na spotkanie z tą straszną Madeline? Ruszył za duchem w kierunku lasu, aż w pewnym momencie odwrócił się do Nory.
— Kojarzysz którekolwiek z nich? Jakieś historie? Plotki? — spytał przyciszonym głosem. Nie wiedział, czy blondyna wywodzi się z tych okolic, ale sądził, że warto zapytać, skoro jego wiedza o Dolinie była zerowa.