04.04.2023, 21:47 ✶
Chester na ten dzień nie zaplanował niezobowiązującego spotkania towarzyskiego dla najbliższej rodziny. Tym razem sprawa była znacznie poważniejsza, biorąc pod uwagę pierwsze z wydarzeń mających na celu zmianę oblicza świata, które już miało miejsce. Temat tego manifestu będzie jeszcze powracać i to niejeden raz w ich rozmowach. Oddając ich na służbę Czarnemu wiedział, że niejeden raz okażą się przydatni. Posiadali szeroki wachlarz umiejętności i potrafili być posłuszni. O to zadbał podczas wychowywania ich. Byli doskonale ułożeni.
Jak ta dwójka była młodsza to z powodu własnej przezorności nakładał na drzwi tego pomieszczenia zabezpieczenia uniemożliwiające otwarcie drzwi i utrudniające podsłuchiwanie. Jednak nie tylko przez wzgląd na wrodzoną ciekawość małych Rookwoodów, ale również przez wzgląd na wielce prawdopodobną obecność jakiegoś podsłuchiwacza. Jak każdy Auror, także i on miał pewną paranoję. Wolał aby wszystkie tajemnice tej rodziny nie ujrzały światła dziennego. Nie obyłoby się to bez poważnych konsekwencji dla nich wszystkich. Wolność miała słodki smak.
Po tym, jak ta dwójka przekroczyła próg jego gabinetu, skupił na ich swoje przenikliwe spojrzenie i odsunął od ust dłoń z papierosem. Wciąż stał przed frontem biurka, będąc zwrócony twarzą do nich. Wypuścił spomiędzy rozchylonych warg obłoczek dymu tytoniowego. Zwrócił uwagę na postawę swojej córki, stojącej prosto i z dumnie uniesionym podbródkiem. Innej od niej nie oczekiwał. Jeśli chodzi o sylwetkę jego syna to zdradzała ona odczuwane przez niego napięcie.
Chrząknął pod nosem, zwracając się na moment ku stojącej na blacie biurka popielniczce. Zmiażdżył w niej niedopałek papierosa i oparł się o front tego mebla. Ponownie zawiesił swoje spojrzenie na stojącym przed jego obliczem rodzeństwu. Zanim zabrał głos postanowił posłużyć się magią i sprawić aby potencjalny podsłuchujący słyszał tylko niezidentyfikowane brzęczenie, jakby po tym pokoju latał pokaźny rój żądlibąków.
— Masz rację, wzywałem was. Niespełna cztery dni Czarny Pan ogłosił światu czarodziejów swój manifest, o czym my jako jego wierni słudzy dowiedzieliśmy się z pewnym wyprzedzeniem. Z pewnością macie własne przemyślenia na ten temat. Chcecie mi je przekazać? Byłem zbyt zajęty abyśmy odbyli tę rozmowę wcześniej — Zwrócił się do nich poważnym tonem. Może ta dwójka została poddana rygorystycznemu wychowaniu, ale swój rozum miała. Oczekiwał od nich również szczerości.
Jak ta dwójka była młodsza to z powodu własnej przezorności nakładał na drzwi tego pomieszczenia zabezpieczenia uniemożliwiające otwarcie drzwi i utrudniające podsłuchiwanie. Jednak nie tylko przez wzgląd na wrodzoną ciekawość małych Rookwoodów, ale również przez wzgląd na wielce prawdopodobną obecność jakiegoś podsłuchiwacza. Jak każdy Auror, także i on miał pewną paranoję. Wolał aby wszystkie tajemnice tej rodziny nie ujrzały światła dziennego. Nie obyłoby się to bez poważnych konsekwencji dla nich wszystkich. Wolność miała słodki smak.
Po tym, jak ta dwójka przekroczyła próg jego gabinetu, skupił na ich swoje przenikliwe spojrzenie i odsunął od ust dłoń z papierosem. Wciąż stał przed frontem biurka, będąc zwrócony twarzą do nich. Wypuścił spomiędzy rozchylonych warg obłoczek dymu tytoniowego. Zwrócił uwagę na postawę swojej córki, stojącej prosto i z dumnie uniesionym podbródkiem. Innej od niej nie oczekiwał. Jeśli chodzi o sylwetkę jego syna to zdradzała ona odczuwane przez niego napięcie.
Chrząknął pod nosem, zwracając się na moment ku stojącej na blacie biurka popielniczce. Zmiażdżył w niej niedopałek papierosa i oparł się o front tego mebla. Ponownie zawiesił swoje spojrzenie na stojącym przed jego obliczem rodzeństwu. Zanim zabrał głos postanowił posłużyć się magią i sprawić aby potencjalny podsłuchujący słyszał tylko niezidentyfikowane brzęczenie, jakby po tym pokoju latał pokaźny rój żądlibąków.
— Masz rację, wzywałem was. Niespełna cztery dni Czarny Pan ogłosił światu czarodziejów swój manifest, o czym my jako jego wierni słudzy dowiedzieliśmy się z pewnym wyprzedzeniem. Z pewnością macie własne przemyślenia na ten temat. Chcecie mi je przekazać? Byłem zbyt zajęty abyśmy odbyli tę rozmowę wcześniej — Zwrócił się do nich poważnym tonem. Może ta dwójka została poddana rygorystycznemu wychowaniu, ale swój rozum miała. Oczekiwał od nich również szczerości.