Wiosna miała nadejść lada chwila. Wzbudzało to w Samuelu chęć do działania. Dni były coraz dłuższe, ciemność nie przychodziła zbyt wszystko ponownie zaczęło się w nim rodzić wiele pomysłów. W marzec wszedł więc pracowicie. Większość dnia spędzał w warsztacie, zresztą, jak zawsze. Poza momentami, w których był oddelegowany przez ministerstwo do nauczania to głównie tutaj przebywał. Pracował nad kilkoma pomysłami, które wydawały się mu być genialne. Miał nadzieję, że faktycznie coś z tego wyjdzie i uda mu się wreszcie wzbogacić, bo jak na razie jego praca przynosiła raczej średnie efekty.
Warsztat Samuela nie należał do specjalnie zadbanych miejsc. Walało się w nim pełno przedmiotów, które mogłyby mu się do czegoś przydać. Zdarzało mu się wieczorami spacerować po okolicznych śmietnikach i wyciągać z nich rzeczy, które jego zdaniem nadawały się do renowacji. Przez to nazbierało się ich całkiem sporo, a miał tendecje do znoszenia ich nadal.
Carrow udał się do jednego z bocznych pomieszczeń, gdzie trzymał najróżniejsze przyrządy, które służyły mu do pracy. Nie mógł znaleźć klucza, którego szukał. Kilka siarczystych kurew rzucił w eter niezadowolony z tego, że los mu nie służy.
Drzwi do warsztatu zawsze były otwarte, w końcu klienci często go odwiedzali właśnie w tym miejscu. Nie słyszał jednak kroków, za bardzo był zaabsorbowany poszukiwaniami, żeby usłyszeć, że ktoś wszedł do środka. - Nareszcie - Mruknął do siebie, kiedy odnalazł zgubę. Mógł wrócić do głównego pomieszczenia.
Nim jednak wrócił sięgnął za ucho, gdzie miał wsuniętego papierosa, wsadził go do ust i odpalił, zaciągnął się dymem, dopiero wtedy wrócił do pomieszczenia, w którym znajdowała się Danielle.
Samuel wygladał typowo dla siebie, nieco za bardzo umorusane spodnie, flanelowa koszula w czarno - czerowną kratę wydawała się być na niego nieco za duża. Zatrzymał się gwałtownie, gdy zobaczył pannę Longbottom na blacie. - Merlinie, czy chcesz, żebym zszedł tutaj na zawał? - Nie spodziewał się gości, także trochę go zaskoczyła. Tym bardziej, że nie usłyszał, jak wchodziła do środka.
Podszedł do niej, wypadałoby się chyba przywitać. - Poza tym miło Cię widzieć Dani, jak zawsze. - Dodał zatrzymując się tuż przed nią, uśmiechnął się przy tym serdecznie. Oparł się o blat tuz obok niej, nadal nie skończył palić więc zaciągnął się dymem, a po chwili wypuścił powietrze. - Co Cię do mnie sprowadza? - Musiał być przecież jakiś powód, że zawitała do jego królestwa.