Istniało jedno mądre przysłowie, które lubiła powtarzać, gdy ktoś ze współpracowników zarzucił jej, że gabinet w którym urzęduje to istne pobojowisko. Tylko geniusz panuje nad chaosem, odpowiadała wtedy i choć zdecydowanie nie uważała się za osobę genialną, była to sentencja, na którą ciężko było znaleźć kontrargument. Geniuszem natomiast w jej oczach był Carrow. Zrobienie czegoś z niczego było nie lada sztuką, która wymagała nie tylko książkowej wiedzy na temat mechanizmów oraz sposobu działania poszczególnych rzeczy, ale i ogromu kreatywności oraz pomysłowości, co z czym można połączyć, żeby wyszło... coś.
Siedziała sobie wygodnie na blacie, oczekując, aż Sami skończy grzebać pomieszczeniu pełnym skarbów. Nie przyszła tu po to, żeby mu przeszkadzać, ponadto nie brakowało jej cierpliwości - była świadoma ryzyka, że być może będzie czekała na niego dłuższą chwilę. Miała wrażenie, że kiedy Sami wpadał w trans tworzenia, nie liczyło się nic poza tym i szanowała to. Mogła czekać na niego tyle, ile będzie trzeba.
Oczekiwanie było krótsze, niż zakładała - gdy powrócił do warsztatu, zdążyła zaledwie rozpakować paczkę z jedzeniem. Po chwili dotarł do niej charakterystyczny zapach tytoniu, a dźwięk głosu Carrowa uniosła głowę i posłała mu pełne rozbawienia spojrzenie.
- Chcieć nie chcę, ale jeżeli masz w planach takie urozmaicenie sobie dnia, chyba lepiej żeby uzdrowiciel był w pobliżu. - odpowiedziała mu, lekko wzruszając ramionami. Po jej głosie bez problemu można było się domyślić, że sobie żartuje.
- I Ciebie również dobrze widzieć, zwłaszcza w twoim naturalnym środowisku występowania. - odpowiedziała gładko. Uniosła lekko brew. Otóż, Sami, sprowadza mnie do Ciebie prośba o przysługę. Nie powiedziała tego jednak, uznając że ten temat nie jest odpowiednim początkiem rozmowy.
- Naprawdę potrzebuję powodu, żeby Cię odwiedzić? - uniosła lekko brew. Kiedy podszedł bliżej, sięgnęła po jedno rozpakowane wstępnie pudełko na którym leżały sztućce i podała mu. - Beef Wellington. Smacznego. Zakładam, że twoje śniadanie składało się z papierosa i herbaty, więc jeżeli niedługo czegoś nie zjesz, faktycznie niedługo możesz zejść. I nie na zawał, a z niedożywienia. - wyjaśniła. Jej głos był miękki i pogodny, jak zawsze zresztą. Zdawała się mieć dobry humor. - Ah, i to dzieło Malwy, nie moje. Nie musisz się bać, nie dostaniesz po tym rozstroju żołądka. Ja nie umiem gotować takich cud... jeszcze. Może kiedyś się nauczę. - dodała szybko, zachęcając tym samym blondyna, że nie musi się obawiać zawartości pudełka.
Bez większej krępacji sięgnęła po drugie pudełko zawierające nieco mniejszą porcję tego samego posiłku, po czym wzięła pierwszy kęs. Spożywanie posiłku siedząc na blacie i trzymając pudełko w dłoniach nie należało do najwygodniejszych, jednak w tym momencie zdawało się być najfajniejszą czynnością na świecie. Tym bardziej, że posiłki jakie przygotowywała Malwa chyba nigdy nie przestaną jej zachwycać.
- Nad czym ciekawym teraz pracujesz? - zagadnęła go w międzyczasie.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final