Wielorakość wieczora otwierała przed nimi całe połacie przyszłości; gładki pas startowy, po którym lawirowali, przecząc emocjom, trzymając się utartej ścieżki, umowy, która zawarła ich w uścisku bezsłownie – bo choć nigdy nie deklarowali, iż ich relacja na zawsze będzie miała charakter przyjacielski – oboje bali się wykonać jakiegokolwiek kroku poza jego akwen. Istotnie, Lycoris pojmowała miłość wyłącznie zero-jedynkowo; nie czuła trzepotu motyli gdzieś na dnie żołądka, jej serce nie biło szybciej – a jednak na scenie umysłu coś rozgorało gwałtownie. Pojmowała miłość logicznie i pragmatycznie, prawdopodobnie dlatego unikała jego spojrzeń. Nigdy nie byłaby dostatecznie dobra dla tego chłopca uwięzionego w ciele mężczyzny, o włosach barwy świeżo ciętego zboża i oczach zawierających całą wichurę.
Po prostu nie chciała go ranić; a jeśli istniało coś, co wiedziała o wyższych uczuciach, to fakt, iż zawsze sprowadzają się do obopólnej krzywdy.
– Całe szczęście, że mówisz w porę, bo już miałam badać twój puls – zabrzmiała ironią, jakoby Theon miał zostać przyrównany do jednych ze zwłok znajdujących się na jej stole.
Uniosła wysoko brwi na zarzut, jakoby nie należała do osób skorych do sypania komplementami. Na moment zmarszczyła brwi, ważąc słowa, te jednak po chwili uniosły się wysoko, a w jej mętnych tęczówkach zagrały iskry.
– Zagrajmy w grę – zaproponowała. – Powiem ci dwa komplementy, szczere komplementy, zgodnie z moim sumieniem; potem twoja kolej – zabrzmiała propozycją, a jej kąciki ust zadrgały niepewnie.
– Masz ładne oczy. Takie, jakie chciałabym mieć; widzę w nich wszystko – gwiazdy, wzburzone morze, piana goniona falami – mogłabym się w nie wpatrywać cały dzień i nigdy nie miałabym dość. Na bogów, robię się patetyczna. – Pokręciła lekko głową. – Poza tym, masz ciepłe dłonie. Takie, które mogą mnie dotyk… Czy ja jestem pijana?
Gdy usiedli na nagrobku, po tym momencie rozlanej między nimi szczerości, milczała przez moment – zupełnie jakby ta salwa słów, która wybuchła nieposkromienie, odkryła jakąś jej skalaną uczuciami stronę. Nie była pewna, czy był to właściwy ruch i choć Lycoris Black nigdy się nie peszyła – teraz była dotknięta wątpliwościami.
– Wino – odparła, sięgając po butelkę i wziąwszy solidny łyk, skierowała ją ku Theonowi. – Och, to ciekawe. Jeśli chcesz znać moją opinię w tej materii – nie ma to żadnego znaczenia. Odbijesz się prędzej czy później, nie jesteś głupi; w końcu cię lubię, a ja nie lubię głupców. – Oparła głowę na jego barku. – Ja już chyba nie powinnam pić.