04.04.2023, 18:24 ✶
Wszystkie bodźce docierały do niego z opóźnieniem, zupełnie tak, jakby od świata oddzielała go ściana wody. Zmysły powoli wybudzały się z letargu; słuch, dotyk, wzrok, jednak całe ciało Perseusa pogrążone było wciąż w rozkosznej bezradności, jaka owładnęła nim zeszłej nocy. Dopiero po chwili wystawiającej cierpliwość Lycoris na próbę, zdał sobie sprawę z tego, że ktoś jest w mieszkaniu. Vespera? Nie, ona wyślizgnęła się z jego objęć nad ranem - zszedł jeszcze za nią po schodach, aby zamknąć za nią drzwi na klucz, ale półprzytomny zapomniał w połowie drogi po co właściwie się obudził i nie mając siły na ponowną wspinaczkę po schodach, opadł bezradnie na pierwszy lepszy podłużny mebel, jakim okazała się kanapa w salonie.
Eunice? Zapomniała czegoś? Nie, głos brzmiał szorstko, to prawda, lecz zdaniem Perseusa nie kryły się w nim negatywne emocje. W gruncie rzeczy, to bardzo lubił ten dźwięczny mezzosopran, przy którym czuł się tak, jakby wszelkie troski spadły z jego barków. Jakby był w domu, ale nie tym na Grimmauld Place, którego nigdy zresztą nie postrzegał jako dom, lecz w miejscu zupełnie innym, w którym lato nigdy się nie kończyło. W ich zamku, jak mawiał ponad ćwierć wieku temu trzymajac w dziecięcej dłoni drewniany miecz, którym torował jej drogę przez pokrzywy nieopodal wiejskiej posiadłości Blacków. Właściwie, to posiadłość była słowem na wyrost - był to to dwupiętrowy domek myśliwski w Oxfordshire wniesiony w posagu przez prababkę Perseusa i Lycoris, której nie dane było im poznać.
Przeciągnął się z leniwym uśmiechem.
— Jeszcze pięć minut — wymamrotał ospale, a mimo to podniósł się zaraz do pozycji półsiedzącej i przetarł oczy. Przyjął od niej szklankę, nie od razu pojmując znaczenie jej słów. Dopiero widok własnej koszuli na podłodze noszącej ślady szminki sprowadził jego myśli na właściwe tory. A więc to nie był sen!
— Rozwodzę się — oświadczył ochryple z niepodobną do siebie obojętnością, a następnie jednym haustem opróżnił całą zawartość podanej mu szklanki. Nie smakowała jak zwykła woda, zatem domyślił się, że Lycoris musiała zmieszać je z jakimiś środkami, stanowiącymi remedium na jego stan, za co był jej niesamowicie wdzięczny. — Ale nie przez to, że ona tu była. Ona była tu, bo już nie muszę silić się na wierność.
Eunice? Zapomniała czegoś? Nie, głos brzmiał szorstko, to prawda, lecz zdaniem Perseusa nie kryły się w nim negatywne emocje. W gruncie rzeczy, to bardzo lubił ten dźwięczny mezzosopran, przy którym czuł się tak, jakby wszelkie troski spadły z jego barków. Jakby był w domu, ale nie tym na Grimmauld Place, którego nigdy zresztą nie postrzegał jako dom, lecz w miejscu zupełnie innym, w którym lato nigdy się nie kończyło. W ich zamku, jak mawiał ponad ćwierć wieku temu trzymajac w dziecięcej dłoni drewniany miecz, którym torował jej drogę przez pokrzywy nieopodal wiejskiej posiadłości Blacków. Właściwie, to posiadłość była słowem na wyrost - był to to dwupiętrowy domek myśliwski w Oxfordshire wniesiony w posagu przez prababkę Perseusa i Lycoris, której nie dane było im poznać.
Przeciągnął się z leniwym uśmiechem.
— Jeszcze pięć minut — wymamrotał ospale, a mimo to podniósł się zaraz do pozycji półsiedzącej i przetarł oczy. Przyjął od niej szklankę, nie od razu pojmując znaczenie jej słów. Dopiero widok własnej koszuli na podłodze noszącej ślady szminki sprowadził jego myśli na właściwe tory. A więc to nie był sen!
— Rozwodzę się — oświadczył ochryple z niepodobną do siebie obojętnością, a następnie jednym haustem opróżnił całą zawartość podanej mu szklanki. Nie smakowała jak zwykła woda, zatem domyślił się, że Lycoris musiała zmieszać je z jakimiś środkami, stanowiącymi remedium na jego stan, za co był jej niesamowicie wdzięczny. — Ale nie przez to, że ona tu była. Ona była tu, bo już nie muszę silić się na wierność.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory