Samuel nigdy nie uważał siebie za jakąś wybitną jednostkę. Raczej za typowo przeciętną osobę, a może nawet i mniej. Był dosyć mocno zakompleksiony, czuł, że nie dorównuje większości czarodziejów. Bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, gdzie w hierarchii się znajduje i nie zamierzał tego podważać. Przyzwyczaił się do swojego losu. Może nawet było mu dobrze? Nie zależało mu na uznaniu. Liczyli się dla niego głównie najbliżsi, to ich zdanie go obchodziło najbardziej.
Carrow jakoś nie do końca czuł, że robi coś wyjątkowego. Przecież tylko grzebał w śmieciach i je naprawiał. Mało kto w ogóle chciałby się zajmować czymś takim, a on w tym znalazł swój sposób na życie. Dzięki temu zarabiał bez inwestowania wielkich kwot w to, co tworzył, co w jego przypadku było ogromną zaletą. Nie miał przecież żadnych pieniędzy, które mógłby włożyć w swój biznes. Radził sobie z tym, co miał.
- Czyli jednak mam szczęście, że się pojawiłaś. - Powiedział z rozbawieniem. Może i mogła zostać powodem jego ewentualnego zawału, jednak przy okazji go uleczyć. Doskonała równowaga.
Dopiero po chwili do jego nozdrzy dotarł zapach jedzenia. Spojrzał na Danielle, zauważył pakunek, który ze sobą przyniosła. Odruchowo zgasił papierosa. Wiedział, że większość osób nie tolerowała smrodu tytoniu przy spożywaniu posiłków. - Dziękuję, chociaż muszę przyznać, że Tobie też się udało całkiem zgrabnie wkomponować w mój warsztat. - Cieszył się, że go odwiedziła, chociaż nadal zastanawiał się, co ją właściwie tutaj sprowadza.
- Tak właściwie, to wiesz, że jesteś tutaj zawsze mile widziana, ale wyczuwam jakiś podstęp. - Stał teraz przed nią i przyglądał się pannie Longbottom uważnie, jakby szukając odpowiedzi w wyrazie jej twarzy.
Przejął od Dani jedzenie. Wyglądało nieźle, zastanowił się przez chwilę, kiedy ostatnio jadł coś równie atrakcyjnego - nie bardzo jednak potrafił znaleźć odpowiedź na to pytanie. Samuel nie przywiązywał zbyt wielkiej wagi do tego, co jadł. Dosyć często właściwie zapominał o posiłkach. Usiadł na blacie obok Danielle, próbował poradzić sobie ze sztućcami, jednak szło mu to raczej topornie, nie poddawał się jednak, nie z takimi demonami sobie radził. - Blisko byłaś, tyle, że herbatę pomyliłaś z czarną kawą. - Powiedział do niej jeszcze przy okazji unosząc widelec z jedzeniem w stronę swoich ust.
- Pyszne, możesz jej przekazać, że mi smakowało. - Pewnie Skrzatce zrobi się miło, jeśli usłyszy kilka komplementów. - Myślisz, że rozstrój żołądka jest w stanie mnie przestraszyć, no coś Ty. - Naprawdę miała go za takiego słabeusza, a niby znali się tak długo.
Samuel nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł coś tak smacznego. Danielle zrobiła mu dzień przyniesieniem tego przysmaku. Miał wrażenie, że zawsze dbała o innych, była bardzo ciepłą osobą. Nie spotkał zbyt wielu takich osób w swoim życiu, jego własny ojciec nigdy tak o niego nie dbał jak ona.
Danielle zadała pytanie, na które Samuel zawsze chętnie odpowiadał. Mogła zauważyć błysk w jego oku, kiedy zaczął opowiadać, nie dało się nie dostrzec, że robi to z ogromną pasją. - Nie wiem, czy widziałaś kiedyś, mugole mają coś takiego jak wrotki. Takie śmieszne buty z kółkami na spodzie. Jeżdżą tak sobie dla zabawy. Ostatnio kiedy spacerowałem w mugolskim Londynie to znalazłem jedną parę. - Znalazłem to może za dużo powiedziane, wygrzebał je ze śmietnika po prostu, jak zawsze. - Postanowiłem, że spróbuję zaczarować te kółka, w taki sposób, żeby można było jeździć na tych butach po jeziorze. Czy jest to komuś potrzebne? Nie wiem. Myślę jednak, że może być niezłą zabawą. - Nie mógł się doczekać aż skończy projekt i będzie mógł go przetestować.