04.04.2023, 22:37 ✶
Różnica wieku pomiędzy nimi, a resztą rodzeństwa, wynosiła nieco ponad dekadę (matka mawiała, że byli dla niej błogosławieństwem, gdy najmłodsze wówczas z piskląt rozpoczęło naukę w Hogwarcie), przez co w pewien sposób zostali na siebie skazani, choć skazani nie było tu właściwym słowem. Przeznaczeni sobie - tak, to wyrażenie znacznie lepiej oddawało to, jak bliscy sobie byli. Zupełnie tak, jakby los nie chciał, by Perseus był pozostawiony sam sobie w tej zimnej rodzinie, zatem dał mu rok młodszą siostrę. Nawet teraz, po trzydziestu latach, wciąż stanowili samotną wysepkę w morzu Blacków. Byli sobie nawzajem tarczą - on chronił ją przed gniewem rodziny, ona zaś trzymała od niego z daleka obmierzłości świata.
— Obiecujesz, czy grozisz? — prychnął, lecz zabrakło mu odwagi, aby kontynuować temat. Cały czas dręczyło go bowiem nieprzyjemne uczucie, że ona wie o sekrecie, jaki skrywa przed światem, lecz przede wszystkim przed samym sobą. Że zna powód, dla którego przez jego twarz przekrada się grymas bólu, jego chód stracił dawną sprężystość, a dłoń zaciska się na trzonku laski. Bał się tego, co mogła powiedzieć mu Lycoris o oczach jak jadeity, w których zdawała się odbijać cała mądrość świata, więc odwrócił głowę, udając, że wielce interesuje go blat kawowego stolika. Zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem wahadłowego zegara w kącie salonu oraz ich oddechami.
— Czekałem na nią — wyznał po chwili, wodząc palcem po wzorze na obiciu kanapy — Zawsze mam dla niej otwarte drzwi.
I nie tylko dla niej; Perseus bowiem należał do ludzi, którzy łatwo otwierali swe serca dla innych, nie bacząc na to, że w ten sposób wystawiają się na ciosy. Jak wiele ran musi zostać mu jeszcze zadane, jak dotkliwie musi się sparzyć, by nauczyć się ostrożności? Nie sądził, aby było to możliwe - musiałby przestać żyć w swoim świecie, który w jego mniemaniu był dobrym miejscem. Ale czy miał w sobie dość sił, aby zmierzyć się z okrucieństwami rzeczywistości?
— Tak, potrzebujesz kochanka. Laudanum nie zastąpi ci bliskości drugiej osoby, skóry przy skórze, ciepłego oddechu na szyi, ramion, które obejmują cię, gdy... — urwał, czując jak broda mu drży, a wizja rozmywa się pod wpływem gorących kropli gromadzących się pod powiekami. Wypowiadając te słowa nie wyobrażał sobie bowiem kobiety, którą nazywał żoną, a kogoś innego - dawną miłość, składającą na jego twarzy pocałunki smakujące południową Francją. W tamtej właśnie chwili zdał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę jest człowiekiem bardzo nieszczęśliwym w swoim małżeństwie i uśmiechnął się gorzko. — Za dużo pijesz tego paskudztwa, Lycoris — zmienił temat, wbijając w nią sztylety swego spojrzenia, choć w oczach wciąż mieniły się kryształy łez. Zaraz potem odchylił głowę do tyłu i wytarł je rękawem, udając, że nic się nie dzieje. I choć zdawał sobie sprawę z tego, że Lycoris wie, jak się czuje - ona zawsze wiedziała, jaka burza szaleje w jego duszy - i że nie musi przed nią wstydzić się łez, nie potrafił się otworzyć. Ojcowskie metody zbyt głęboko odcisnęły piętno na jego kruchej psyche.
— Obiecujesz, czy grozisz? — prychnął, lecz zabrakło mu odwagi, aby kontynuować temat. Cały czas dręczyło go bowiem nieprzyjemne uczucie, że ona wie o sekrecie, jaki skrywa przed światem, lecz przede wszystkim przed samym sobą. Że zna powód, dla którego przez jego twarz przekrada się grymas bólu, jego chód stracił dawną sprężystość, a dłoń zaciska się na trzonku laski. Bał się tego, co mogła powiedzieć mu Lycoris o oczach jak jadeity, w których zdawała się odbijać cała mądrość świata, więc odwrócił głowę, udając, że wielce interesuje go blat kawowego stolika. Zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem wahadłowego zegara w kącie salonu oraz ich oddechami.
— Czekałem na nią — wyznał po chwili, wodząc palcem po wzorze na obiciu kanapy — Zawsze mam dla niej otwarte drzwi.
I nie tylko dla niej; Perseus bowiem należał do ludzi, którzy łatwo otwierali swe serca dla innych, nie bacząc na to, że w ten sposób wystawiają się na ciosy. Jak wiele ran musi zostać mu jeszcze zadane, jak dotkliwie musi się sparzyć, by nauczyć się ostrożności? Nie sądził, aby było to możliwe - musiałby przestać żyć w swoim świecie, który w jego mniemaniu był dobrym miejscem. Ale czy miał w sobie dość sił, aby zmierzyć się z okrucieństwami rzeczywistości?
— Tak, potrzebujesz kochanka. Laudanum nie zastąpi ci bliskości drugiej osoby, skóry przy skórze, ciepłego oddechu na szyi, ramion, które obejmują cię, gdy... — urwał, czując jak broda mu drży, a wizja rozmywa się pod wpływem gorących kropli gromadzących się pod powiekami. Wypowiadając te słowa nie wyobrażał sobie bowiem kobiety, którą nazywał żoną, a kogoś innego - dawną miłość, składającą na jego twarzy pocałunki smakujące południową Francją. W tamtej właśnie chwili zdał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę jest człowiekiem bardzo nieszczęśliwym w swoim małżeństwie i uśmiechnął się gorzko. — Za dużo pijesz tego paskudztwa, Lycoris — zmienił temat, wbijając w nią sztylety swego spojrzenia, choć w oczach wciąż mieniły się kryształy łez. Zaraz potem odchylił głowę do tyłu i wytarł je rękawem, udając, że nic się nie dzieje. I choć zdawał sobie sprawę z tego, że Lycoris wie, jak się czuje - ona zawsze wiedziała, jaka burza szaleje w jego duszy - i że nie musi przed nią wstydzić się łez, nie potrafił się otworzyć. Ojcowskie metody zbyt głęboko odcisnęły piętno na jego kruchej psyche.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory