Atakujący sam wydawał się być nieco zagubiony w tym co robił. Niszczył wszystko, co mu się nawinęło pod różdżkę. Gdyby tylko chciał, już dawno mógłby się pozbyć kobiety, która kryła się pod ladą. Heather szybko rozejrzała się po pomieszczeniu, aby upewnić się, że na pewno jest tutaj sam. Najwyraźniej dokładnie tak było, bo poza nim i kobietą pod ladą nie zauważyła nikogo więcej.
Zrobiło się głośno. Mężczyzna z impetem uderzył w gablotę, która się za nim znajdowała. Nie najgorzej jej poszło to zaklęcie, na całe szczęście. Korzystając z okazji krzyknęła w stronę czarownicy. - Łap! - Wtedy rzuciła w jej stronę różdżkę, którą znalazła chwilę wcześniej. Będą miały przewagę jeśli ta druga też będzie mogła czarować.
Zauważyła, że atakujący rzucił w jej stronę zaklęcie. Odskoczyła, żeby ono w nią nie uderzyło, a Wood była zwinna, nawet bardzo. Wiedziała, że w jej przypadku taki skok będzie dużo pewniejszy od ewentualnego rzucenia zaklęcia tarczy. Dużo bardziej ufała swojemu ciału niż magii.
Drugie zaklęcie, które rzucił w jej stronę uderzyło w ścianę, która się za nią znajdowała. Poczuła, że tynk sypie się jej na włosy, zdenerwowało ją to, przecież mógł trafić w nią.
Odetchnęła głęboko, zupełnie niepotrzebnie, bo pył zaczął ją dusić. Odkaszlnęła głośno, żeby pozbyć się go z ust.
Kobieta okazała się być dobrą kompanką do współpracy. Zupełnie znienacka zaatakowała mężczyznę jakimiś fiolkami, Wood nie miała pojęcia, co to mogło być, bo sama nie znała się jakoś specjalnie na eliksirach. Kandydat na śmierciożercę jednak stracił czujność. Eliksir zaczął działać. Heather nie zwlekała. Rzuciła w jego kierunku dwa zaklęcia ogłuszające, jedno po drugim. Chciała go spacyfikować. Nie zamierzała tutaj dzisiaj nikogo zabijać. Chodziło tylko i wyłącznie o to, żeby go złapać i uratować tę bezbronną kobietę.