Ta to dopiero ma pozytywne nastawienie do życia, pomyślał Cameron, jednak postanowił urwać temat, co by jeszcze bardziej nie stresować starszej koleżanki. Miała prawo się martwić, skoro pragnęła możliwie szybko wrócić do córki. Mimo to Lupin nie potrafił odsunąć od siebie tych zmartwień. Pierwszymi atakami Śmierciożerców mało kto się przejmował, a jednak te coraz bardziej nabierały na siłę, odkąd Czarny Pan wydał swój manifest. Tym razem mogło być podobnie. Chyba że siłom bezpieczeństwa uda się zatrzymać niebezpieczeństwo lub ograniczyć jako zasięg tylko na terytorium Beltane.
— Nie, w żaden razie! — zaprzeczył gorliwie. Wprawdzie chłopak zwykł ciągać go po Hogwarcie w najmniej odpowiednich momentach, co nie zawsze mu się podobało, jednak do samego Nicholasa nic nie miał. Zdarzały się chwile, gdy tęsknił za jego towarzystwem i łaknieniem poznania kolejnych tajemnic. Teraz mogli co najwyżej odkrywać sposoby na to, jak się zabezpieczyć przed atakami radykałów, a nie badać tajne przejścia w Hogwarcie. — To dobry kumpel. Mam nadzieję, że u niego wszystko w porząsiu.
Wbił spojrzenie w ziemię, podążając za duchem. Czy młody Figg też się kręcił też na Beltane? Było tam tyle ludzi, że w sumie mogli się nie spotkać. Czy udało mu się uciec przed tym, co się tam wyprawiało? A może jego też gdzieś wywiało? Potrząsnął głową na samą myśl o tym, że mogłoby mu się coś stać tej nocy. Może nie był z nim aż tak blisko, jak z Charlesem i Heather, ale jednak znali od paru dobrych lat. Wystarczy, że w tym roku otarł się o jeden pogrzeb przyjaciela, nie szukał okazji do wybrania się na stypę z prawdziwego zdarzenia.
Dopiero po dłuższym czasie zorientował się, że weszli na tyle głęboko w Knieję, że właściwie ciężko było wychwycić w okolicy jakieś punkty szczególne. Wprawdzie jego rozeznanie w terenie nigdy nie było szczególnie dobre, co zresztą udowodniła wyprawa po czekoladowe jajka podczas Ostary, ale teraz wątpił, czy byłby w stanie znaleźć drogę powrotną do miejsca, w którym na początku wylądowali. Cholerna natura. Niby potrafiła wytworzyć prawdziwe cuda, ale jak przychodziło co do czego, to wszystko wyglądało tak samo.
— Mhmm... No szkoda — przyznał z rozbrajającą szczerością. Nie, żeby miał do niej pretensje, że też nie posiadała tej wiedzy, ale sporo by dał, aby móc zweryfikować informacje, które otrzymali od ducha. Gdyby spytać tą wiedźmę, co właściwie się wydarzyło, pewnie też miała swoją własną wersję zdarzeń, więc historia opowiedziana przez mieszkańca Doliny niezwiązanego z tymi zdarzeniami, mogłaby rozwiać nieco wątpliwości. — Nawet szybko poszło.
Czy naprawdę pokonali długi odcinek drogi? A może las był zaczarowany? Albo po prostu wylądowaliśmy tak blisko chaty, pomyślał Lupin, dalej trzymając się krok w krok Nory.
— Trzymaj za nas kciuki, okej? — rzucił do zjawy, starając się wykrzesać z siebie pewny siebie uśmiech, zanim wkroczył wraz z panną Figg na teren działki.