27.10.2022, 19:28 ✶
Theseus nie miał naturalnej łatwości do poznawania ludzi. Owszem, kiedy rozpoczynała się rozmowa, język mu się rozsupływał i stawał się bardziej naturalny. Mechanizmy obronne wzięły mu się w dużej mierze z dziwnych metod wychowania ojca, który powtarzał mu od małego, że na ludzi się uważa i nikomu nie można ufać. Chłopak dzielnie stosował tę zasadę, ale w pewnym momencie po prostu natura ciekawskiego dzieciaka zaczęła brać górę. I nie mógł zaprzeczyć, że choćby w towarzystwie Brenny czuł się powoli coraz bardziej swobodnie. Rozmowa pozwoliła mu tę sylwetkę obcej osoby uczłowieczyć.
Nie odpowiedział jej już na ten wątek z przyjaciółmi. Po części dlatego, że sam nie był co do tego w stu procentach pewien. A co, jeśli się mylił i to ona miała rację? A jak zareagowałaby na jego wykłócanie się o własne zdanie? Później będzie się nad tym wszystkim jeszcze zastanawiał, może zapyta o to kogoś? Nie, nie, raczej będzie się wstydził.
- Wróżbiarstwo to już dopiero…! – zaczął, ale nie dokończył. A co wróżbiarstwo? Ano farmazony. Nie był pewien, czy to jest dla wszystkich takie grzebanie w nieścisłościach i niedosłownym doborze fusów czy innych bzdur, które i tak można sobie interpretować po swojemu. – Wolałbym nie wiedzieć co mi się przytrafi. – dodał. Nie wspomniał, że go to trochę przerażało. Głównie.
- Ale musiałabyś najpierw zebrać drużynę. – uśmiechnął się, po raz pierwszy w pełni pewny siebie, jak mała szelma.
Na wspomnienie o gajowym, tylko obrócił się w stronę, z której przyszli. Wzruszył ramionami. Dla niego nie było to problemem.
- Chodźmy dalej, tam jest więcej tych włosów. A gajowy nas na pewno znajdzie. Przecież jest gajowym, prawda? – zapytał, nie licząc nawet na odpowiedź. Poprawił torbę na ramieniu i jak powiedział, tak zrobił, ruszając do przodu dziarskim krokiem.
Po jakimś czasie krzyknął krótko, wywróciwszy się w mech.
- Hej, łap go! – krzyknął wskazując na skaczące stworzonko. Z początku trudno było dostrzec co to jest. Z dosyć charakterystycznym odgłosem przesuwało się do przodu, to w jedną, to w drugą stronę. Z początku slalomem, a później, napotykając przeszkodę w postaci Brenny, prosto na nią i kolejny raz w bok.
Theseus obejrzał się szybko w prawo i za siebie. Było ich więcej i musieli wejść na ich teren prywatny! Uciekały oto w podskokach skaczące muchomory!
Nie odpowiedział jej już na ten wątek z przyjaciółmi. Po części dlatego, że sam nie był co do tego w stu procentach pewien. A co, jeśli się mylił i to ona miała rację? A jak zareagowałaby na jego wykłócanie się o własne zdanie? Później będzie się nad tym wszystkim jeszcze zastanawiał, może zapyta o to kogoś? Nie, nie, raczej będzie się wstydził.
- Wróżbiarstwo to już dopiero…! – zaczął, ale nie dokończył. A co wróżbiarstwo? Ano farmazony. Nie był pewien, czy to jest dla wszystkich takie grzebanie w nieścisłościach i niedosłownym doborze fusów czy innych bzdur, które i tak można sobie interpretować po swojemu. – Wolałbym nie wiedzieć co mi się przytrafi. – dodał. Nie wspomniał, że go to trochę przerażało. Głównie.
- Ale musiałabyś najpierw zebrać drużynę. – uśmiechnął się, po raz pierwszy w pełni pewny siebie, jak mała szelma.
Na wspomnienie o gajowym, tylko obrócił się w stronę, z której przyszli. Wzruszył ramionami. Dla niego nie było to problemem.
- Chodźmy dalej, tam jest więcej tych włosów. A gajowy nas na pewno znajdzie. Przecież jest gajowym, prawda? – zapytał, nie licząc nawet na odpowiedź. Poprawił torbę na ramieniu i jak powiedział, tak zrobił, ruszając do przodu dziarskim krokiem.
Po jakimś czasie krzyknął krótko, wywróciwszy się w mech.
- Hej, łap go! – krzyknął wskazując na skaczące stworzonko. Z początku trudno było dostrzec co to jest. Z dosyć charakterystycznym odgłosem przesuwało się do przodu, to w jedną, to w drugą stronę. Z początku slalomem, a później, napotykając przeszkodę w postaci Brenny, prosto na nią i kolejny raz w bok.
Theseus obejrzał się szybko w prawo i za siebie. Było ich więcej i musieli wejść na ich teren prywatny! Uciekały oto w podskokach skaczące muchomory!