Wszystkie elementy układanki były już jasne, a w głowie Stanley tworzyło to teraz jakąś spójną całość. Stella wybrała dyscyplinę w której wiedziała, że wygra. Posiadała w końcu wiedzę, że na spotkaniu pojawi się ubrany tak jak zwykle czyli w stroju, który nie nadaje się do tego typu aktywności. Można stwierdzić, że podpuściła go niczym zajączka w lesie. Z jednej strony niby nie chciała i nie wiedziała co w nią wstąpiło, a z drugiej nie wyglądała na jakąś bardzo zmęczoną. Co najmniej jakby trenowała do tych zawodów…
- A więc to tak sobie wymyśliłaś - stwierdził - Sprytna bestia z Ciebie. Odłożysz sobie to życzenie na półkę i przypomnisz mi o nim w najmniej spodziewanym momencie? - zapytał z ciekawości. To wyglądało jak dopięta na ostatni guzik operacja, której nie powstydziłoby się samo ministerstwo - Tylko to wiesz…Ja mam napięty grafik i w ogóle… - zaczął tłumaczyć, gestykulując przy tym żywiołowo - To nie jest tak hop siup… Musiałabyś się zapowiedzieć z wyprzedzeniem… - za wszelką cenę starał się przedstawić narrację, że jego terminarz jest domknięty do samego końca - Może być ciężko coś wrzucić w trakcie - prawda była jednak taka, że wystarczyło jedno słowo czy list, a już zaczynał przekładać swoje plany, aby mieć wolne. Tak samo jak to miało miejsce dzisiaj…
- Jak zawsze? - powtórzył po niej. Ktoś tutaj był bardzo pewny siebie - No proszę, proszę. Jak tak dalej pójdzie to niedługo nie będę mógł mieć własnego zdania - zaśmiał się - Tylko będę oczekiwał, aż wyrazisz swoją opinię, a ja przytaknę - Borgin do tego raczej by nie dopuścił. Chociaż wartym podkreślenia jest tutaj słowo raczej. Nigdy nie wiadomo jak się to może potoczyć… A znając jego słabość do Stelli, wszystko może się zdarzyć…
- Może w takim razie trzeba otoczyć kawałek plaży patykami i postawić tabliczkę, że to własność panny Avery? - zaproponował - Ustawimy kilku brygadzistów po rogach, aby pilnowali granic Twojej plaży. Jeżeli ktokolwiek się zbliży to automatycznie będą skazywani na dożywocie w Azkabanie. Jak sądzisz? Dobry pomysł? - wytłumaczył. Cały plan był jednak nie do zrealizowania i pozostawał jedynie formą niewinnego żartu. Wszak wykonanie go, byłoby jeszcze większą aferą, niż rządy Nobby'ego Leach’a w Ministerstwie Magii.
Stanley zdjął buty wraz ze skarpetami, aby dać odpocząć swoim stopom i tym samym poczuć piach na własnej skórze. Taka okazja może się już nie powtórzyć w tym roku, ponieważ nie ciągnęło go nigdy w kierunku plaż - Zimny… Brrr… - skwitował i ostrzegł swoją towarzyszkę. Latem musiał być dużo bardziej przyjemny do chodzenia.
- Raz się żyje - stwierdził wstając, a następnie zdjął swój płaszcz i położył nieopodal butów - Idę się zmierzyć z tymi potężnymi falami - poinformował Stellę, a następnie podwinął nogawki od spodni, aby te przypadkiem nie zamokły. Przez chwilę pocierał się po ramionach. W końcu bez odzienia wierzchniego, wiatr dawał się we znaki i potrafił wychłodzić nawet najbardziej zapalonych miłośników morza we wczesnej wiośnie.
Ruszył wolnym krokiem w kierunku wody. Borgin zastanawiał się czy jest to aby na pewno dobry pomysł, wszak musiało tam być lodowato. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie spróbował przekonać się o tym na własnej skórze - Idziesz? - odwrócił się i zapytał Avery. Koniec końców to był jej plan. To ona chciała przyjść na tę plażę. Jako, że wycieczka była spontaniczna, postanowił przejąć lekko inicjatywę i znaleźć im jakieś zajęcie - Możemy poszukać jakichś muszelek. Tak się chyba robi nad morzem? Chyba, że się mylę? Poproszę ekspercką opinię w tej sprawie - posłał jej szeroki uśmiech i skierował się ponownie w kierunku fal.
Po krótkim marszu przez chłodny piasek, okazało się, że ten był całkiem ciepły w porównaniu z lodowatą wodą, która właśnie zaatakowała jego stopy. Odruchowo odskoczył do tyłu jakby był jakimś kotem. Gęsia skórka pojawiła się równie szybko jak jego odruch bezwarunkowy - O nie… Nie… - rzekł do siebie pod nosem, cofając się na bezpieczną odległość. O tyle o ile przed chwilą był pewien, że uda mu się wejść chociaż po kostki… Tak teraz miał ochotę wycofać się od razu.
Z drugiej strony to wszystko widziała Stella. Nie mógł wyjść na jakiegoś cieniasa - zaproponował wejście do morza, to teraz musiał to spełnić. Zacisnął zęby i ruszył pewnym krokiem do szturmu na fale. Czuł jak z każdym kolejnym pokonanym centymetrem, dostaje czegoś w rodzaju paraliżu od zimna. To jednak było niczym w porównaniu z tym kiedy wszedł po same kostki - Japierdole… - wykrztusił z siebie, a następnie schował głowę we własnych ramionach jakby próbował ratować swoją opłakaną sytuację. Na nic to się jednak nie zdało. Stanley miał wrażenie, że właśnie zamarzają mu stopy. Wysoka cena jak za to, aby nie wyjść na słabego osobnika…
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972